Domestykacja

Towarzyszą nam od tysiącleci i wpłynęły na losy ludzkości. Stanowiły żywe spichlerze, oddawały życie w wielu bitwach, umilały życie. Gatunki, które udomowiliśmy, lub próbowaliśmy udomowić. Zaczęliśmy jakieś 14000 lat temu z wilkiem, a efektem jest stworzenie, które nazywamy dziś naszym najlepszym przyjacielem. Pies. Nasi przodkowie nie zrobili tego ze względów praktycznych, korzyści z psiej kompanii ujawniły się z czasem. Raczej z ciekawości, chęci obłaskawienia, panowania i dla przyjemności; małe osierocone wilczki znalezione po wybiciu stada były na tyle urocze, że czasem zabierano je ze sobą. Ich wychowanie powierzano kobietom, które karmiły je przeżutym pokarmem, a czasem mlekiem, pozwalając ssać zwierzętom własne piersi. Wilczki przechodziły proces wpajania już w towarzystwie ludzi, przez co wytwarzało się poczucie więzi z opiekunami. Kiedy okazały się być pomocne w czasie łowów, proceder przybierał na sile. Z czasem nasi przodkowie wprowadzili selekcję hodowanych osobników, preferując te podatne na tresurę, uległe a przy tym wciąż sprawne. Zmniejszały się ich rozmiary, skracał pysk, zmieniał profil osobowościowy, jeśli można się tak wyrazić. Wystąpiło zjawisko pedomorfozy, przetrwania cech młodzieńczych u osobników dorosłych.
Oswojenie jest pierwszym etapem udomowienia. Oswojone, to znaczy obłaskawione. Udomowienie jest stanem, w którym zwierzę żyje i rozmnaża się wyłącznie pod kontrolą. Przy czym gatunek udomowiony wciąż może wrócić do stanu dzikiego, nawet po tysiącach lat (z jednym tylko wyjątkiem). I poza tym wyjątkiem, żaden gatunek nie może być uznany za definitywnie udomowiony. Nawet pies czy krowa mogą na nowo zdziczeć. Przed kilku laty głośno było o Hogzilli, mieszańcu świni domowej i dzika, którą jakiś amerykański farmer ustrzelił ze strachu. Miała 2,5 metra długości i ważyła 350 kg.

Przy okazji warto wspomnieć, że pierwotnie świnia domowa była czarna i włochata, zaróżowiła się dopiero w XVIII wieku w wyniku selekcji przeprowadzonej na osobnikach dotkniętych albinizmem. Zresztą, runo owcy czy sierść królików angorskich także nie istniały w stanie dzikim. Muflony, dzicy krewniacy owcy, nie dają wełny. Ptaki nie niosą jaj non -stop, z regularnością kur domowych, a krowy w naturze nie dawały mleka poza okresem karmienia cieląt. Konie udomowiono przed 5500 laty na stepach Ukrainy, aby stanowiły rezerwę mięsa. Łatwiej było zapędzić całe stado do zagrody, niż tropić je co kilka dni. Nikt sobie podówczas nawet nie wyobrażał, że konie mogą służyć jako siła pociągowa, albo wierzchowce.

Próby domestykacji obejmowały w sumie około 200 gatunków zwierząt, w tym strusie, renifery, czy słonie, które są dziś reprezentowane zarówno przez populacje dzikie, jak i udomowione. Kozę udomowiono 10000 lat p.n.e., owcę 9000, świnię 8000, bawołu, osła, kota, konia, baktriana i dromadera – od 4000 do 3000 lat p.n.e. Bydło rozpowszechniło się na cały świat z Bliskiego Wschodu, a jego dzikim przodkiem był tur, którego ostatnią sztukę zabito w Polsce w 1627 roku. Jeszcze w XVII wieku w Szwecji łosi używano jako wierzchowców, a na Syberii do dziś doi się je; mają mleko 4-krotnie tłustsze od krowiego. Kurę udomowiono w dorzeczu Indusu, indyk pochodzi z Meksyku, paw z Indii. Gęsi to sprawka Rzymian, którzy sprowadzili ją z Algierii. Gołębie pocztowe były znane w Persji i Egipcie już 3 000 lat temu. W IV wieku p.n.e. Sumerowie oswoili gepardy, które używano do polowań. Prawdziwymi mistrzami domestykacji byli Egipcjanie, ktorzy mają na swoim koncie min. kota, gazelę, oryksa, hienę, pelikana i krokodyla. Rzymianie hodowali żenety, zaskrońce i łanie, które doili. A także mureny karmione ponoć ludzkim mięsem.
Najoryginalniejsi byli chyba Chińczycy. Organizowali walki świerszczy, które zamykano w złotych klatkach, karmiono regularnie i odpowiednio tresowano. Zwycięskie egzemplarze warte były fortunę. Świerszczom bojowym poświęcano traktaty i wiersze. Działo się tak za czasów dynastii Tang, niecałe 2 tysiące lat temu. Za to złote rybki znano już 4500 lat temu.

Jedynym ostatecznie udomowionym gatunkiem, który bez opieki człowieka wyginąłby w tydzień, góra dwa, jest jedwabnik morwowy Bombyx mori. Całe życie jedwabnika upływa w sztucznie stworzonych warunkach, a larwy wylęgają się tylko w określonej temperaturze i żywią się liśćmi morwy dostarczanymi przez człowieka. Sam motyl żyje kilka godzin.

Domestykacja ma swoją ciemną stronę. Na tyle mroczną, że rzuca cień na domestykację w ogóle. 90% wszystkich udomowionych zwierząt kończy w naszych żołądkach. A droga do naszych brzuchów wiedzie przez mękę. Można to bagatelizować, można o tym nie mysleć, ale fakty są niepodważalne. Zmieniają się gusty, namiętności, łagodnieją poglądy, ale los zwierząt, którym wyznaczyliśmy miejsce w rzeźni, wciąż jest uznawany za konieczny i niewart wyrzutów sumienia. W niewolniczej służbie naszego największego tyrana – brzucha, staliśmy się najstraszniejszymi z morderców. Co więcej, stwarzamy wokół krwiorozlewu i zwierzobójstwa atmosferę apoteozy. W ubóstwieniu wiecznego niedosytu żeru, w umiłowaniu rozkoszy podniebienia, a nieraz i zabijania, kreujemy rytuały unicestwiania, torturowania i pożerania.
Nie będę podawał wielu szczegołów, każdy z nas je zna, w mniejszym lub większym stopniu. Więzienie, tuczenie, pętanie. Odbieranie cieląt i prosiąt matkom, obcinanie dziobów kurom, wbijanie haków w świńskie ryje, aby uniemożliwić im realizację niepohamowanego instynktu rycia. Wypalanie, podrzynanie gardeł i wieczny ścisk; ścisk tak wielki, że zwierzę nie jest w stanie się odwrócić, ani podrapać. Itd., itd. Opieka (?) za cenę życia.

Historia uczy, że ofiarą prześladowań nie były tylko żywe spiżarnie. Weźmy takie koty. Słyszeliście z pewnością o kociej muzyce… Generował ją jedyny w swoim rodzaju instrument muzyczny, kocie organy. W Średniowieczu zamykano jak najwięcej kotów w skrzyni z dziurami, przez które wystawały ich ogony. Zabawa polegała na szarpaniu za nie, kłuciu szpilą, czy podpalaniu. Z upodobaniem palono je na stosach, gdyż uosabiały Arabów i diabły. Na św. Jana zawieszano je w płóciennych workach, albo beczkach, nad rozpalonym stosem. Podniecony tłum czekał, aż wór pęknie, a zwierzaki wpadną w płomienie, tworząc żywe pochodnie. Uciechy było co niemiara. Zrzucano je także ze szczytu wieży, zamurowywano w ścianach i wieszano. Choć przyznać należy, że dostawały czasem szansę uniknięcia okrutnego losu. Jeśli się nie wyrywały zanurzane w kropielnicy, uznawane były za „czyste” od złych mocy.
Inne gatunki nie miały wiele lepiej, jak nie w tym, to innym rejonie świata. Sowy przybijano do wrót stodoły, ropuchy zakopywano w ziemi, nietoperzom wyrywano skrzydła – choć to akurat zwierzęta dzikie, po prawdzie, nie udomowione. Bano sie i nienawidzono to zwierząt nocnych, to czarnych, to albinotycznych… Wiele ginęło jako ofiary mające udobruchać lokalne bóstwo. Już Mojżesz domagał się ukamieniowania wołu, a średniowieczni woźni sądowi chodzili po wsiach i wzywali do stawienia się przed sądem czarne koty, zbiegłe świnie, a nawet gąsienice. Jeśli mimo to pozwani bezczelnie ignorowali wezwanie, zostawali ekskomunikowani. Kiedy natomiast zwierzę zostało uznane winnym, bywało skazywane na stos, szubienicę, zakopanie żywcem, lub ścięcie. Koty wieszano min. za polowanie na myszy w niedzielę. Co by nie mówić, zazwyczaj kot był istotnie winny. Jego zwłoki wystawiano na pokaz, albo włóczono za końmi, aby jak najwięcej świadków mogło się radować ze zwycięstwa nad złem.
Jeśli jakieś zwierzę, na przykład koń, zachorowało, nie wolno było go leczyć, ponieważ stosowanie zdobyczy nauki, jako zarezerwowanych dla człowieka, w stosunku do zwierząt było zakazane przez kler. Aż do XVIII wieku nie wolno było tworzyć szkół weterynaryjnych.

Dziś jest dużo lepiej, ale zwierzę wciąż jest przede wszystkim produktem, z którym można robić co się żywnie podoba.

Domestykacji poddane zostały nie tylko zwierzęta, ale również rośliny. Aby do niej doszło, ludzie musieli zrezygnować z koczowniczego trybu życia na rzecz osadnictwa, które pociągnęło za soba rolnictwo. Bez osadnictwa nie byłoby rolnictwa, ani udomowionych roślin (jest to uogólnienie, nie wolne od wyjatków). I to nie głód, jak się niektórym wydaje, ale obfitość dała początek dziejom roślin uprawnych.
Wyróżnia się sześć pierwotnych ognisk rolnictwa: północnoamerykańskie (najmłodsze), południowoamerykańskie (zwłaszcza Peru), meksykańskie, chińskie, bliskowschodnie oraz papuaskie. Ani w Europie ani w Afryce nie doszukano się niczego takiego.
Większość roślin uprawianych dziś w naszym regionie pochodzi z importu. Nawet zwyczajowo chwalone za dobre, bo polskie nasze hity: jabłka (Persja, Azja środkowa) i truskawki ( Chile+Virginia, USA).
Krótki remanent:
Kukurydza, kabaczek, dynia, papryka, pomidor, awokado – zaczęto je uprawiać w Meksyku. Ziemniaki pochodzą z Peru i Ekwadoru. Pizarro przywiózł pierwsze 99 bulw w 1560 roku i ofiarował królowi Hiszpanii Filipowi II. A ten przesłał je w darze papieżowi. Także z Ameryki Południowej pochodzi fasola. Czosnek – Region Afganistanu i Kirgistanu. Cebula i bakłażan – Indie. Czosnek – Kanada i Syberia. Ogórek – Himalaje. Melony i arbuzy – Sahel (Mauretania, Etiopia). Oliwki i pietruszka -Bliski Wschód. Podobnie pszenica, jęczmień i owies. Morele -środkowa Azja. Rabarbar, brzoskwinia, kiwi – Chiny. Orzech włoski także. Orzech laskowy -Bałkany i region Morza Kaspijskiego. Figowiec -Turcja. Wszystkie cytrusy wywodzą się z Azji południowo -wschodniej, zahaczając aż po Chiny. Słonecznik -region Mississippi.
Rdzennie europejskich rośli nie udało mi się wyszukać za wiele. Czereśnia, śliwa, kapusta, sałata, marchew, tymianek, winorośl, kasztan jadalny.

FAO, Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa, dzieli rośliny uprawne na kilka kategorii.
Osiem zbóż: pszenica, ryż, jęczmień, kukurydza, żyto, owies, proso i gryka. Pszenica i ryż dają plon ponad 600 mln. ton rocznie. Proso dla porównania – 30.
5 roślin korzeniowych i bulwiastych: ziemniaki, pataty, maniok, taro, pochrzyn.
8 strączkowych: fasola, bob, groch, ciecierzyca, soczewica, soja, orzech ziemny i rycynus.
9 oleistych; słonecznik, rzepak, sezam, len, krokosz, bawełna, drzewo oliwne, palma kokosowa i olejowa.
Warzywa (w tym winogrona), owoce, dwie rośliny cukrodajne, 5 roślin włóknistych; len, konopie, juta, sizal, bawełna, oraz kilka nie dających się sklasyfikować, jak kauczukowiec, kakaowiec, drzewo kawowe, herbata, chmiel.

I to już wszystko, co uprawiamy.

I jeszcze jedno. Zanim nasi przodkowie się osiedlili i zaczęli hodować rośliny, odkładać część zbiorów na siew, zamiast je wszystkie zjadać, domestykacja pewnego gatunku trwała już jakiś czas. Już plemiona zbieracko – łowieckie (Indianie) rozpoczęły proces udomowienia tej rośliny, bez której najwidoczniej nie mogli się obyć, a która pozostaje niezastąpiona po dziś dzień. Zanim zaczęto uprawiać zboża, czy warzywa, ta roślina przetarła szlaki. Była pionierem. Pochodzi z Ameryki. To tytoń. Każdego dnia ludzie na całym świecie wypalają jakieś 15 miliardów (!) papierosów i skrętów.

Podczas sierpniowego wypadu terenowego na Majerowskie Pole znalazłem pięknie utrzymaną grządkę z inną rośliną o liściach służących do spalania. Zostawiłem mini-uprawę nietkniętą.

Cannabis Fotografia własna

Cannabis Fotografia własna

W przypadku roślin nie pojawiają sie w zasadzie dylematy natury moralnej. Rośliny nie posiadają układu nerwowego, o ile nam wiadomo nie odczuwaja bólu. A właśnie ten czynnik jest decydujący, co zauważył Jeremy Bentham.

 

Na podstawie:

Pasqual Picq, Jean-Pierre Digard , Boris Cyrulnik, Karine Lou Matignon Najpiękniejsza historia zwierząt
Jean-Marie Pelt, Marcel Mazoyer, Monod Theodore, Jacques GirardonNajpiękniejsza historia roślin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s