O aborcji napisano już wystarczająco wiele, aby nie rozstrząsać ponownie jej statusu moralnego. I tego nie chcę tu robić. Natomiast nigdy dotąd nie przyjrzano się należycie przyczynom, dla których jest bezwzględnie potępiana przez tak bliski mojemu sercu katolicyzm. Prawdopodobnie dlatego, ze pozornie nie ma nad czym deliberować. Kościół uznaje zarodek za żywego człowieka, a zawsze staje w obronie życia niewinnych. Można bez cienia obłudy uznać, że godne to i sprawiedliwe. Chwalebne i chrześcijańskie, w najlepszym tego słowa znaczeniu.
A gdyby okazało się, że nie wszystko jest tym, czym się wydaje? Co, gdyby motywy okazały się mniej chrześcijańskie, mniej szlachetne?
Obecnie katolików obowiązują wytyczne zawarte przez Jana Pawła II w encyklice Evangelium vitae opublikowanej w 1995 roku. Powiela ono przesłanie swojej poprzedniczki z roku 1968, Humanae vitae. JP II , tak postepowy w wielu kwestiach, we wszystkim co dotyczy seksu kultywował bardzo dalece posunięty konserwatyzm. Nic dziwnego, że treść dokumentu jest rygorystyczna i jednoznaczna w swej wymowie. Żadnej aborcji, bez okoliczności łagodzących. Takie postawienie sprawy ma swe źródło w doktrynie katolickiej. Święty Augustyn w dziele O państwie Bożym piętnował tych, którzy sięgają po truciznę, aby udusić i usunąć z macicy poczęty płód. Pisze dalej: nie zasługują oni na miano męża i żony, złączyli się bowiem nie dla więzi małżeńskiej, lecz dla cudzołóstwa. Albo kobieta jest nałożnicą męża, albo mężczyzna kochankiem żony.
Sprowadza on aborcję do grzechu seksualnego. Nawet się nie zająknie o ludzkich prawach płodu. W Deklaracji o sztucznym przerywaniu płodu z roku 1974 Watykan potwierdził związek aborcji z grzechem pożądania przyjemności seksualnej. Evangelium vitae wiernie kroczy szlakiem wyznaczonym przez Augustyna. Najdotkliwiej bolącą solą w watykańskim oku nie jest przerywanie życia. I nie życie płodu jest tu istotne, o nie. To pożycie seksualne dla czystej przyjemności. Tego zdzierżyć nie mógł Augustyn, nie mogą i współcześni hierarchowie. Jeśli można się wyskrobać, to znaczy że można uprawiać seks jedynie dla samego seksu. To nie do przyjecia. Przyjemnosć jest niewskazana nawet wtedy, gdy para, nawet małżeńska, uczciwie seksi się z nadzieją na poczęcie; jeśli ma być sztuką dla sztuki stanowi ogromne wykroczenie przeciw cnocie. Jedyną uprawnioną i miłą Chrystusowi formą seksu jest ten, który ma na celu spłodzenie potomstwa. A fakt, ze sam Chrystus w żadnej z ewangelii nie potępiał bezwzględnie aborcji, nie stanowi problemu. Joseph Ratzinger znalazł sposób, jak ominąć tę drobną niedogodnosć. A jest to takie kuriozum, że warto je zapamiętać, tym bardziej, ze dotyczy ono nauki Kościoła w ogóle.
Święte teksty nie są właściwie rozumiane, kiedy interpretuje się je w sposób sprzeczny z żywą Tradycją Kościoła. Aby interpretacja Pisma Świętego była poprawna, musi być w pełni zgodna z tą Tradycją.
Innymi słowy, naukami Chrystusa, autentycznymi czy nie (ale przecież katolicy wierzą, ze są autentyczne; w ich autentycznosć wierzy zapewne sam Ratzinger) można sobie z czystym sumieniem podetrzeć tyłek, jeśli jego ziemscy namiestnicy stwierdzili co innego.
Poważną przesłanką potwierdzającą intencje Kościoła jest również fakt, że zarodek zyskał ludzki wymiar dopiero jakiś czas temu. Do 1869 roku Kościół twierdził bez ogródek, ze płód przed nadaniem mu duszy jest częścią ciała matki, a jego śmierć nie ma żadnego znaczenia. Dusza wstępować miała w momencie, gdy zarodek przybierał ludzki kształt, co u dziewczynek działo się rzekomo w 13, u chłopców w 6 tygodniu ciąży. Płeć żeńska tradycyjnie i przezornie znów potraktowana została po macoszemu.
Współczesne wytyczne Kościoła są dziedzictwem dwojakiego rodzaju. Myśl chrześcijańska kształtowała się w zgodzie i na wzór myśli arystotelesowskiej, a ta gani seksualność za zakłócanie wolności myśli. Bodaj ważniejsze okazały się jednak osobiste doświadczenia seksualne i uprzedzenia tych prominentów, których wizje znajdują dziś ukoronowanie w etyce chrześcijańskiej: Pawła z Tarsu, Augustyna i Tomasza z Akwinu. Pierwszy z nich był prawdopodobnie impotentem. Drugi zawiódł się na kochance, która zaszła w ciążę wbrew jego intencji. Znamienne jest tu, jak Augustyn tłumaczy genezę popędu seksualnego; warto ją przybliżyć, aby wykazać istotę chrześcijańskiego pojmowania seksualności.
Przed wygnaniem z raju problem nie istniał.
Zasiewałby wiec potomstwo mężczyzna, a przyjmowałaby posiew niewiasta, kiedy by i o ile by zachodziła tego potrzeba, rodnymi członkami pobudzonymi przez wolę, a nie podnieconymi przez lubieżność.
Seks przed zerwaniem owocu poznania nie sprawiał według Augustyna przyjemności, a i stan podniecenia seksualnego był pierwszej parze obcy. Adam zaś miał władze woli nad swoim penisem.
Są na przyklad tacy, którzy poruszają uszami, każdym z osobna, bądź obu naraz. Niektorzy naśladują i odtwarzają glosy ptaków, zwierząt i innych ludzi. Inni niższą częścią ciała stosownie do uznania wydają, nie wydzielając zadnego przykrego zapachu, tak melodyjne dźwięki, iż ma się wrażenie, że śpiewają takze tą częścią.
Tak się sprawy mają. Praojciec Adam był w stanie wygrywać tyłkiem dowolne melodie, a aktem woli zarówno strzyc uszami, jak i postawić członka na bacznosć. I dopiero nieposłuszeństwo przyczyniło się do utraty niezwykłych umiejętności.
Po upadku żądze szatańskie owładnęły człowiekiem. Odtąd mężczyznę i kobietę napełniają plugawe namiętności, czasem na samą tylko myśl o odmiennej płci.
Słusznie wstydzimy się tej żądzy, słusznie też nazywamy wstydliwymi same członki, które ona podnieca. Przed grzechem ludzkim nie tak było.
Pozostaje jeszcze problem utraty dziewictwa. I to da się załatwić:
Męskie nasienie mogłoby wówczas przeniknąć w łono małżonki bez naruszenia dziewiczości, tak jak dziś bez naruszenia tejże nieskazitelności może z dziewiczego łona wypływać krew comiesięcznego oczyszczenia.
Jak to możliwe? Z bożą pomocą oczywiście.
Przesiąknięte takimi i im podobnymi bzdurami chrześcijaństwo ustala własną etykę seksualną. Efekty mozna przewidzieć. Składa się głównie z zakazów, z pouczeń, czego czynić nie wolno. Gdyby prawy chrześcijanin miał je przestrzegać, każdy miałby gromadkę dzieci. Na szczęście wierni już dawno doszli do przekonania, że to co nakazuje Kościół nijak ma się do prawdziwego życia i ich własnego poczucia moralności.
Ikona przedstawiająca Świętego Augustyna Źródło: http://mapleseed.wordpress.com/2011/02/20/st-augustine-of-hippo-early-church-father/
Na podstawie:
Kate Saunders, Peter Stanford – Katolicy i seks
Edit październik 2020
Dokonuje się fundamentalistyczny zamach na wolność i życie kobiet w Polsce. Zastanawiam się nad wysokością kary za nielegalną aborcję. Zapewne co najwyżej kilka lat więzienia. Wiele znacząca niekonsekwencja i pobłażliwość. Skoro zygota jest człowiekiem, to jej usunięcie winno być uznane za morderstwo z premedytacją, na dodatek na całkowicie bezbronnej i niewinnej istocie ludzkiej. Adekwatną karą byłoby 25 lat do dożywocia. A jednak tak wysokich kar na pewno nie przewidują ani pisowcy ustawodawcy, ani żadna z organizacji dla niepoznaki nazywających siebie pro-life, ani hierarchowie – mocodawcy reprezentujący Kościół Katolicki. Najwidoczniej w głębi serca dostrzegają absurd dokonywanego barbarzyństwa – to najbardziej przekonujące wyjaśnienie tej zadziwiającej dychotomii, jakie przychodzi na myśl.
Rafał Kaźmierczak (avidal)
Łódź 09.10.2014
Dziękuję za krzepiące słowa. Nie faworyzuje kobiet, choć może warto byłoby mieć takie podejście po setkach lat rażącej nierówności płciowej. Reaguję, bo jestem za przyzwoitością per se jako przeciwwagę dla podłości, zawiści, partykularyzmu,. No i za decyzyjnością popartą autentyczną wiedzą, a nie taką wynikającą z obskurantyzmu, a w lepszym razie z ignorancji. Ilu polityków posiada podstawową wiedzę o embriogenezie? Pewnie żaden. Tak, żaden. Za to moralnością wyciera sobie gębę każdy z nich.
Oto dlaczego: Moralność ocenia Pan nisko, bo kojarzy się Panu z religią, a ta z klerem, którym Pan gardzi. Tymczasem wyczucie dobra i zła jest umiejętnością nawet człowieka niereligijnego, np. dwulatka.
2. Argumentów pozwalających ocenić aborcję, małżeństwa jednopłciowe, surogację, poszukuje Pan w obszarze biologii, która nie jest nauką o całym człowieku, jedynie o technicznych procesach i ich ograniczeniach. Człowiek nie jest mięsem, które je, rusza się, choruje i ginie. Wypraszam sobie. O pełni człowieka uczy filozofia (szczególnie antropologia filozoficzna i filozofia kultury) oraz teologia, w dziedzinie których deklaruje Pan swój brak zainteresowania. Poruszanie tu tematów bezwstydnych, jak też niewybredna krytyka, pośrednio potwierdzają to.
Wręcz przeciwnie, od zawsze powtarzam ze moralność wynika z biologii a nie z przyjętej religii. To przejaw doboru krewniaczego i altruzimu odwzajemnionego. Gra o sumie niezerowej. Daleko jej od arbitralnie ustalonych religijnych nakazów. Oczywiście religie uzurpują sobie prawo wyłączności – tak właściwie to pojęcie moralności wykazuje silną religijna proweniencję. Ostatecznie to ukazane jest jako moralne w danej religii, obiektywnie wcale moralne być nie musi. Dla przykładu – kultywowanie niewolnictwo dla chrześcijanina nie stanowiło złamania zasad moralnych wyznaczonych przez jego bóstwo, wręcz przeciwnie. Dlatego znacznie stosowniejszym opisem tego, co obiektywnie przyzwoite muszą być inne terminy – choćby etyka.
Biologia jest nauka o całym człowieku. Osądy i uczucia mają jak najbardziej materialistyczną podstawę i zdolność do ich artykułowania, do ich przeżywania, ale umiejętność ich transformacji w działanie to efekt darwinowskiej ewolucji biologicznej. Ich genezę można i należy odkrywać metoda naukową i na podstawie zdobytej wiedzy wyciągać wnioski. To jedyna uczciwa i racjonalne metoda. Co proponujesz w zamian? Intuicję? Filozofię, która nigdy nie odpowiada jednoznacznie na żadne istotne kwestie? Czy wreszcie zabobony wszelakiej maści zwane w rozlicznych przypadkach wiarą religijną?
Irytuje mnie to uparte deprecjonowanie nauki przez ludzi takich jak Ty, którzy przecież z tej nauki każdego dnia non-stop czerpią korzyści i chętnie się nią wysługują, jeśli tylko im wygodnie. Jeśli naukowe spojrzenie nie zaburza ich irracjonalnych przekonań, na które nie potrafią i często nie chcą zastosować istniejącego przecież remedium. Wolałbym, abyś i Ty w tym względzie wykazał więcej pokory, chrześcijańskiej przecież ponoć cnoty.
Na koniec dodam, ze w szerszej perspektywie faktycznie my i nasze rozterki znaczymy zatrważająco niewiele, jeśli nie nic. Tak się skład, ze ewolucja wyposażyła nasze fenotypy w atrybuty odczuwania – zarówno bólu, jak i miłości, zarówno strachu jak i euforii. Uczyniła to nie bez powodu; aby jak najskuteczniej zachować potencjalną nieśmiertelność genotypu. To on jest istotny. I nie wykazuje żadnego ze szlachetnych przymiotów, do których tak jesteśmy przywiązani, a które muszą ulec bezdusznemu procesowi ostatecznej degrengolady zapoczątkowanej zaprzestaniem procesów życiowych opierających się entropii, a w efekcie rozkładowi ciała. Tej kupy mięsa, kości i płynów, które przez ulotną w skali istnienia wszechświata chwilę myślały, cierpiały, kochały.
Panie. Powiem szczerze, że nie da się do końca Pana „mędrkowania” nawet doczytać.
Lecz Pan za to najwyraźniej, nie pokwapił się choćby życiorysu Św. Augustyna poznać.
Ile prymitywizmu w tych „mądrościach”, to brak określenia w słowniku kulturalnego człowieka.
To pokazuje jedynie, lecz w sposób doskonały, jak nieraz ktoś wykształcony i uważający się za „człowieka nauki”, potrafi być okropnie ograniczony.
Ale może tego winą poprostu u Pana jest kwestia chowu, „ewolucyjna mutacja” braku elementarnego poczucia wstydu, ewentualnie to cena płacona za jego wyzbycie się…
Doceniam szczerość, naprawdę I jednocześnie dostrzegam rażące braki intelektualne. W tekście jasno zaznaczyłem, że artykuł stanowi rozszerzoną, ale przy tym rygorystyczną parafrazę przesłania zwartego w książce, której autorami są katolicy troszczący się o kierunek, w którym podąża ich Kościół. To nie moje opinie, lecz Twoich braci w wierze. Kim jesteś, że uważasz się za bardziej kompetentnego od nich? Peter Stanford jest autorem wielu książek o tematyce religijnej, także nagradzanych i byłym redaktorem uznanych czasopism katolickich. Z pewnością ma większe pojęcie o życiu i twórczości Augustyna od jakiegoś randomowego, zadufanego katola z niewytłumaczalnie wysokim ego, którym jesteś Ty.
On jest wiarygodny, Ty ani trochę. Możesz temu zaprzeczyć wyłuszczając łaskawie swoja wykładnię żywota Augustyna i autorską analizę jego nauk. Ale tego oczywiście nie uczynisz, bo nie masz o tym pojęcia, jak na typowego religianta przystało.
To nie tak, że przyjmuję krytykę Petera Stanforda bezkrytycznie. No nie – ot, choćby dostrzegam jego naiwność w postrzeganiu jakiegoś modelu katolicyzmu przyjaznego swojemu wyznawcy, którym to katolicyzm nigdy nie był i nie będzie. Nie ma sensu namawiać do moralnej restauracji Kościoła, do wyidealizowanego obrazu Kościoła, bo po prostu taki obraz nigdy nie istniał – jest zapewne piękną z pewnej perspektywy, ale jednak ułudą.
Być może masz rację, że w słowniku człowieka kulturalnego brakuje słów dostatecznie obraźliwych, aby wyrazić takie czy inne oburzenie w odniesieniu do nagannej postawy, która bulwersuje. Cóż – po pierwsze to świadczy o ułomności tego słownika; po drugie wątpię abyś akurat Ty był człowiekiem kulturalnym, cokolwiek to wg Ciebie znaczy; po trzecie ten tekst kapitana Wagnera, niegdyś efektowny i dobitny, obecnie stał się nieco obciachowy ze względu na zastępy troglodytów wyciągających go przy lada okazji, którym wydaje się że w ten prosty sposób zabłysnęli elokwencją.
Tak jak już wcześniej pisałem, z trudnością przychodzi doczytać Pana wypowiedzi do końca. A w dyskusję najwyraźniej nie ma sensu wchodzić. Nie muszę się z niczego tłumaczyć – tym bardziej gdy rozmówca jest osobą na sposób arogancki, przemądrzałą. Do niczego przekonywać nie zamierzam (bo szanse na to są marne, o ile nie zerowe). Za to strona o owadach zrobiona profesjonalnie i od dłuższego czasu bardzo mi się podoba. Nie spodziewałem się, że poglądy Twórcy tak mnie rozemocjonują. Napisałbym, że każdy najlepiej robi to, do czego ma talent, lecz serdecznie polecam i życzę aby czasem udało się Panu z otwartą głową i brakiem uprzedzeń, a może nawet ciekawością, spojrzeć na ten nasz Świat (oraz innych ludzi), z innego, bardziej ludzkiego punktu widzenia.
Pozdrawiam.
O czym ty piszesz, człowieku? Po prostu wskaż błędy czy przekłamania w interpretacji nauk Augustyna zawartej w artykule; zapewniam że przyjmę Twoją wersję, jeśli okaże się przekonująco uzasadniona. Albo przeproś za bufonadę.
Zalecasz bardziej ludzki punkt widzenia, dobre. Ty co niedzielę padasz na kolana i uderzasz się w pierś wyznając wydumaną winę przed swoim Panem, jak jakiś niewolnik. Po czym oddajesz się religijnym zawodzeniom. A przynajmniej powinieneś tak się zachowywać, jeśli mienisz się katolikiem.
Nie jestem uprzedzony, tylko ostrożny. Mam wystarczająco wiele racjonalnych przesłanek, aby was, nawiedzonych, nie lubić i wam, nawiedzonym, nie ufać. Macie wypaczone priorytety. W waszym uniwersum urojenie jest istotniejsze od człowieka. Ba, wysyłacie własne dzieci na pożarcie zwyrolom w koloratkach. Historia niczego was nie uczy, jakby ktoś wam założył chomąto i pozwolił patrzeć tylko w wybranym kierunku.
Ale masz rację, nie musisz się z niczego tłumaczyć. Zresztą, i tak pewnie najwyższy czas na wieczorną modlitwę.