Od wczoraj strach wyjść na ulice. Koniec cywilizacji białego człowieka. Rozejrzyjcie się po sąsiadach. Rodziny się rozpadają. Dzieciaki biegają bez smyczy po mieście, samopas, bo rodzice przestali się nimi interesować. Świętość rodziny jako takiej została zbrukana, więc trudno im się dziwić. Krzyże się przewracają, upadają przydrożne świątki. Ludzie biegają wokół rozpaczliwie szukając kogoś do pary – geja, psa, kozy. Degrengolada wszędzie wokół, rozpasanie totalne. Upadek myśli wszelakiej, dramat. Sodoma i Gomora. Polska się skończyła. Znaczy są jacyś ludzie, dawniej może i Polacy, ale teraz to co najwyżej Europejczycy polskiego pochodzenia. Lada chwila zaczną walić się kościoły. Niepostrzeżenie z dnia na dzień wkroczyliśmy w erę postapo. Zaleca się nie wychodzić z domu, aby uniknąć wdychania powietrza przepełnionego ogniem piekielnym. Ewentualnie szybko przemknąć chyłkiem do najbliższego sklepu, aby zaopatrzyć się w niezbędne produkty. Wracając rozglądać się uważnie. Geje dostały jakiegoś amoku, zhardzieli do granic obłędu. Widać to od razu po ich łakomym wzroku. Nawet psy biegają opłotkami, bo skoro już wolno oficjalnie wiązać się pederastom, to logiczną kontynuacją musi być akceptacja zoofilii. Doszło do tego, że zwierzęta trzeba siłą wyprowadzać na siku, bo najchętniej to by robiły pod siebie na miejscu. Aha, bardzo ważna rzecz – byle przy tym nie wsiadać do windy. A niechby gej wsiadł na drugim piętrze, a ty mieszkasz na dziewiątym. Wiadomo czym to się skończy. Teraz oni tu rządzą, więc trzeba będzie spuścić nachy w dół.
A wszystko przez dwóch zwyrodnialców, którzy wzięli ślub za granicą, po czym przyjechali do Polski aby ją zhańbić domagając się uznania wyroku europejskiego tfu! trybunału. I to gdzie ten ślub zawarli? W Niemczech! Po czym bezczelnie i z premedytacją domagają się jakichś wyimaginowanych, rzekomych praw. Policzek w twarz każdego prawilnego Polaka. Właściwie nie ma już ratunku, nawet obrońca prawdziwych Polaków, tradycji i wiary tym razem pozostaje bezsilny, choć trudno w to uwierzyć. Doszło wręcz do tego, że i potrójna dawka snusa zawiodła. Dzień 14 maja 2026 roku na zawsze zapisał się w historii tej udręczonej ziemi czarnymi zgłoskami.
Są zresztą już pierwsze oznaki postępującej zgnilizny moralnej. Oto nie nigdzie indziej, ale w uświęconym Gietrzwałdzie znaleziono płód w ściekach. Niewątpliwy symbol upadku jednej z ostatnich ostoi chrześcijańskiej cywilizacji, jaką jeszcze do wtorku była Polska. To z pewnością początek łańcucha nieszczęść. Być może już wcześniej zaplanowany i ostatecznie zainicjowany przez lewactwo impuls do postępującej demoralizacji. To nie przypadek, że wybrano właśnie Gietrzwałd. Co będzie następne? Jasna Góra? A może nawet Licheń, albo schody smoleńskie? Ci, którzy dostrzegali zagrożenie, ostrzegali jak widać na próżno.
Dziwi też zastanawiająca spolegliwość rządu. Co prawda jakiś czas rządzący dzielnie opierali się wyrokowi TSUE ze wszystkich sił, delegując niejakiego Kierwińskiego, aby opóźniał i torpedował wykonanie wyroku tak długo, jak to możliwe. Ostatecznie jednak stchórzyli, jak to mają w zwyczaju. Perspektywa setek przegranych spraw a w konsekwencji odszkodowań, a także niezrozumiale wysoka akceptacja społeczna spowodowała że nagle, po trzech latach sprawowania władzy, wreszcie się ugięli. Okazało się, że wystarczy jedno rozporządzenie. Trzy lata udawało się nie realizować obietnic wyborczych i można by tak dalej, gdyby nie ta uparta para gejów. Miękiszony, do tego zakłamane – i akurat to piszę bez ironii. Równie niewiele, czyli nic, nie zrobiła w tej sprawie tzw. lewica. Jej partyjni członkowie nie wysłali wniosku do trybunału europejskiego z odpowiednim zapytaniem. Nie udzielili żadnej pomocy prawnej zainteresowanym parom. Dopiero oddolna inicjatywa tych, którym naprawdę zależało przyniosła skutki. Za to teraz próbują przypisać sobie jakieś znaczenie. Ba – także zasługi. Nieprzydatna do niczego zgraja karierowiczów z Żukowską i Kotulą na czele.
Barwny opis rzeczywistości zaczerpnąłem z audycji Wojtko Krzyżaniaka z Głosu szczerej słowiańskiej szydery, za jego zgodą i wiedzą. Opis ten stanowi swoistą parafrazę reakcji środowisk prawicowych na pierwszą transkrypcję aktu małżeństwa tej samej płci w Polsce, jaką wręczył prezydent Warszawy, tym samym ze znacznym opóźnieniem i zapewne z ogromnym bólem tyłka realizując wyrok TSUE.
Łódź 15.05.2026

Nie jestem już Polakiem? Hmm… Lepiej późno niż wcale.
Nie bardzo wiem, co właściwie znaczą Twoje słowa. Tak czy inaczej – bez obaw, małżeństwa gejów w niczym nam nie zagrażają. W przeciwieństwie do coraz bardziej bezczelnych katotalibów, którzy chcieliby z naszego kraju uczynić watykańską kolonię. Do czego zresztą naprawdę niewiele brakuje.
Z drugiej strony obserwując to, co się dzieje w niektórych krajach zachodnich, to i tak trzeba się cieszyć, że póki co nie nie ma komu urządzać w Polsce Pakistanu. I oby to nie uległo zmianie.
To był sarkazm i duża doza ironii. Czyli autor potępia te słowa i zachowanie u ludzi, którzy są ich autorem, ale nie wprost, za to ironizując.
Jak dla mnie mogą być związki partnerskie.
Zabrzmiało to trochę, jak łaskawe przyzwolenie. Lepsze to, niż tępy sprzeciw, ale nieco uwłaczające. Związki partnerskie to powinna być rutyna nie budząca kontrowersji, a nie anomalia na którą się wspaniałomyślnie zgadzamy, na dodatek zwykle pod pewnymi warunkami – przede wszystkim zakaz adopcji, broń boże.