Instynkt samozachowawczy

Są ludzie, którzy mimowolnie raz po raz pakują się w różne tarapaty. Dotyczy to także niżej podpisanego. Spacerując wczoraj w zamyśleniu po łąkach nagle usłyszałem głos:
– Te! … Dupku! … przesuń tłustą dupę bo słońce zasłaniasz! Chyba, że chcesz w mordę!
– Przepraszam już odchodzę.
– Te! …. czekaj … masz szluga? – wyartykułował bełkotliwym głosem.
– Niestety nie palę.
Już miałem się oddalić…lecz nie dane mi było…
– Te! czekaj!… dziabniesz małego? Mam tu jeszcze ździebko ślachetnego płynu.
Nie – dziękuję, nie piję.
– Te! … JAK TO NIE PIJESZ??!! A co…wszywkę masz?????
Wykonałem standardową głupkowatą minę co przy mojej fizjonomii nie przychodzi mi trudno i już zamierzałem odejść, lecz i tym razem się nie udało.
– Te! …czekaj jak się do ciebie mówi, bo dam w mordę!…
Perspektywa podkrążonych, zabarwionych na fioletowo oczu, napuchnięta twarz oraz ewentualna wizyta u protetyka podziałały natychmiastowo. Stanąłem jak przyspawany do ścieżynki.
– Te! Dupku… nie palisz, nie pijesz to już chłopie długo nie pociągniesz! Sam miałem kiedyś wszywkę to se ją po dwóch dniach wydłubałem, co i tobie z dobrego serca radzę.
Na wszelki wypadek przytaknąłem twierdząco, choć nie miałem zielonego pojęcia co i skąd mam wydłubywać.
– Te! … a po kiego wafla łazisz tu z aparatem?
Robię zdjęcia owadom.
– Te! …bo normalnie odfrunę!! Jaki czubek! Dla ciebie chłopie to już nie ma ratunku! Gdybyś chociaż robił zdjęcia gołym babom….
Tu znów udało mi się wywinąć głupkowatą miną nr.4 (mam wprawę i cały arsenał).
– Te! …a komu kibicujesz?? – zapytał z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Przeczuwając nadchodzącą katastrofę już miałem wiać ale w doskonałym momencie zadziałał instynkt samozachowawczy i błyskotliwie odparowałem:
– Jak to komu? – NASZYM!
– Te! …to jezdeś swój chłop!!! Już żech myśloł, że ty z tymi zza miedzy trzymasz. To byś dopiero dostał wpi…
– No co ty…Pewnie że NASZYM!
W tym miejscu nastąpił krótki niecenzuralny wykład o tych zza miedzy i nagle w mgnieniu oka staliśmy się dobrymi kumplami, co przypieczętował wylewnie „niedźwiadkiem” a na dodatek zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć.
Oto jedno z nich

Fot. Jacek Strojny


Ryszard Orzechowski