Kanał Mozambicki oddziela Madagaskar od wybrzeży Afryki. Jego toń stanowi ostoję dla pewnego niezwykłego z wielu względów zwierzęcia. Na głębokości od 50 do 700 metrów bytuje licząca kilkaset osobników populacja Latimeria chalumnae. Choć gatunek ten można spotkać wzdłuż wschodniego wybrzeża od wybrzeży kenijskich aż po południowoafrykańskie, to właśnie populacja mozambicka wydaje się być najliczniejszą. Latimeria dorasta do niemal 2 metrów; 100 milionów lat temu niektórzy jej wymarli przodkowie osiągali co najmniej do 6 metrów długości (rodzaj Mawsonia). Jej ciało pokrywają duże tzw. łuski kosmoidalne, których nie posiada żadne inne współcześnie żyjące stworzenie (poza drugim, indonezyjskim gatunkiem latimerii). Kręgosłup zostaje zredukowany i zastąpiony przez strunę grzbietową. Płetwy osadzone są na mięsistych trzonach umożliwiających kroczenie po dnie. Kości płetw połączone są z tułowiem stawami, tak jak kończyny ssaków czy ptaków. Płetwa ogonowa składa się z trzech, a nie z dwóch płatów. Oddycha skrzelami, ale posiada także płuco, które co prawda nie pełni już żadnej funkcji w procesie oddychania. Potrafi pływać do góry brzuchem, głową w dół i do tyłu. Ma bardzo słaby wzrok – na dużych głębokościach nie sprawdza się on za dobrze – zamiast tego orientację umożliwiają jej liczne elektroreceptory umieszczone na głowie. Jej królestwo to tzw. strefa zmierzchu zwana też strefą mezopelagiczną (200-1000 metrów głębokości) – światło jeszcze dociera w ograniczonej ilości, lecz jest coraz to słabsze i nie wystarcza go do przeprowadzenia fotosyntezy. Latimeria dożywa do 100 lat, a może i więcej. Te wszystkie atrybuty czynią ja wyjątkową, lecz nie one przyniosły jej sławę.

Latimeria chalumnae Widać dodatkowy, wąski, środkowy, trzeci płat płetwy ogonowej zwany zwyczajowo psim ogonkiem Źródło: https://www.biolib.cz/en/image/id133476/
Po raz pierwszy wyłowiono ją w 1938 roku. Okazało się, że należy do gromady mięśniopłetwych, do podgromady trzonopłetwych i do rzędu celakantokształtnych. Gromada to była dotąd reprezentowana przez trzy gatunki dwudysznych. Natomiast ani podgromada, ani rząd, ani też rzecz jasna niższe jednostki taksonomiczne (rodzina, rodzaj, gatunek) nie miały swoich przedstawicieli w faunie. Uznawano za pewnik, że wyginęły 70 milionów lat temu, jeszcze przed katastrofą kredową – z tego właśnie okresu pochodziły najmłodsze skamieniałości trzonopłetwych. Latimeria wywołała wielką sensację w świecie nauki, a media okrzyknęły ją żywą skamieniałością. Jest to jednak pozbawiony wartości poznawczej termin popkulturowy, którego naukowym odpowiednikiem jest stabilimorfizm. Aby takson mógł być zaliczony do stabilomorfów, musi spełniać dwa podstawowe kryteria – po pierwsze powinien być w randze gatunku lub rodzaju, a po drugie powinien przetrwać w tej randze co najmniej ostatnie z pięciu wielkich wymierań. Latimeria wyewoluowała w kenozoiku – wskazują na to dane genetyczne (jej genom został zsekwencjonowany) oraz kopalne (brak skamieniałości z mezozoiku). Zatem nie spełnia drugiego z wymienionych kryteriów. Choć pozostaje zdecydowanie ciekawym odkryciem, nie jest stabilimorfem.
Piszę o niej nie bez powodu. Zasugerowano mi, abym rozwinął i uzasadnił tezę zamieszczoną we wcześniejszych artykułach, że ryby nie istnieją. Latimeria posłuży za pretekst do rozwinięcia tematu. Najpierw jednak zaznaczam, że tak jak zawsze wszystko zależy od definicji. Jeśli zdefiniujemy rybę jako organizm rozwijający się w wodzie o ciele pokrytym łuskami i oddychający skrzelami – to ryby w takim ujęciu oczywiście istnieją. Widzimy ja choćby na półkach w sklepie rybnym. Jednak z punktu widzenia nauk przyrodniczych, z punktu widzenia ewolucji, biologii, paleontologii i systematyki sprawy mają się zupełnie inaczej. Dana jednostka taksonomiczna tylko wtedy ma sens, jeśli jej składowe (elementy) zawierają wszystkich potomków (w dowolnej randze – gatunku, rodzaju, rodziny, itp.) wspólnego przodka. Taki zestaw wszystkich potomków nazywamy grupą monofiletyczną. Mamy do czynienia z kladem. Jeśli choćby jeden z potomków wspólnego przodka zostanie pominięty, mamy do czynienia z grupą parafiletyczną – gradem. Szczególną formą grupy parafiletycznej jest grupa polifiletyczna, która powstaje poprzez wybór danych taksonów na podstawie jakiejś arbitralnie wybranego kryterium, zwykle na podstawie zbliżonej anatomii spowodowanej ewolucją konwergentną – tak właśnie dzieje się w przypadku ryb, ale też gadów. Grupy parafiletyczna i polifiletyczna nie mają uzasadnienia ewolucyjnego, są sztuczne i nieprawdziwe.
Ta grupa ma sens
Te grupy pozbawione są sensu – nie istnieją z punktu widzenia ewolucji
Teraz można przełożyć te schematy na drzewo filogenetyczne z uwzględnieniem celakantów, a więc i latimerii.
Patrząc od samego dołu dzielimy kręgowce na kostnoszkieletowe i chrzęstnoszkieletowe (pominąłem tutaj dla ułatwienia wymarłe taksony takie jak „ryby” pancerne). Do tych drugich wliczają się rekiny, płaszczki i chimery. Oddzieliły się one od kostnoszkieletowych bardzo dawno temu. A ponieważ w kladzie kostnoszkieletowych (grupa monofiletyczna) znajdują się m.in. płazy, ptaki i ssaki ale też wszystkie pozostałe współcześnie żyjące „ryby” oznacza to ni mniej ni więcej, że karp, sum, lin czy tuńczyk są bliżej spokrewnione z żabą, dinozaurem, kolibrem i człowiekiem, niż z jakimkolwiek rekinem lub płaszczką.
Kostnoszkieletowe wyewoluowały w promieniopłetwe i mięśniopłetwe. Do tych pierwszych należą wspomniane już „ryby” morskie i słodkowodne poza latimerią i dwudysznymi oraz rzecz jasna chrzęstnoszkieletowymi – czyli jakieś 96% wszystkich gatunków tzw. ryb. Natomiast do kladu mięśniopłetwych należą m.in. latimeria, ptaki, płazy i ssaki – w tym ludzie. Zatem człowiek jest bliżej spokrewniony z latimerią, niż latimeria z jakąkolwiek inną „rybą” poza trzema gatunkami dwudysznych. Jednocześnie latimeria jest bliżej spokrewniona, powiedzmy, z dinozaurami, niż z rekinami, dorszami, czy szczupakami.
A teraz ten sam diagram – ale tym razem podkreśliłem na czerwono te taksony, które ze względu na ewolucję konwergentną są do siebie podobne – ewoluowały wszak do tego samego, wodnego środowiska. Nie kierowałem się stopniem pokrewieństwa ewolucyjnego. Widać wyraźnie że tak powstała grupa nie jest monofiletyczna – jest parafiletyczna. Nie ma ona ewolucyjnego sensu, bo nie uwzględnia wszystkich potomków wspólnego przodka – nie uwzględnia czworonogów. Aby ten sens zyskały, należy do niej wcielić kręgowce lądowe, w tym ludzi – a przecież nikt rozsądny nie nazwie człowieka rybą. Zatem ryby nie istnieją. Zresztą to samo dotyczy gadów.
W analogiczny sposób można zanalizować dowolny gatunek, rodzaj, rodzinę czy rząd. I ustalić na przykład, że ptaki są dinozaurami. A po wszystkim po raz kolejny powtórzyć, że w biologii nic nie ma sensu bez spojrzenia przez pryzmat Teorii Ewolucji.
Post scriptum.
A teraz wyobraźcie sobie, że właśnie odzyskana telewizja zaczyna spełniać wpisaną konstytucyjnie, edukacyjna misję i zleca produkcję filmów dokumentalnych o historii naturalnej naszej planety. Zamiast wydawać miliony na Zenka Martyniuka i propagandę partyjną zatrudnia konsultantów naukowych – paleonotologów, genetyków, geologów, biochemików, ewolucjonistów. Fachowców i entuzjastów równocześnie – mamy takich wielu, żeby wymienić choćby doktora Daniela Tyborowskiego i profesora Pawła Golika. jestem przekonany, że stworzyliby treści wartościowe i potrzebne, a przy tym fascynujące. I wreszcie pieniądze zaczynają trafiać do kompetentnych ludzi, nie są marnotrawione na horrendalne wynagrodzenia dla nieudaczników. W efekcie powstają produkcje, które równać się mogą z tymi z BBC. Które są chętnie oglądane i uznawane za cenione. Które przyczyniają się do wzrostu wiedzy i świadomości społecznej. Które wreszcie zarabiają na siebie.
Mrzonki. Tak się nigdy nie stanie. Nie w tym kraju przeżartym umiłowaniem tradycji i obskurantyzmu.
Łódź 31.12.2023





Cyt.: „Zamiast wydawać miliony na Zenka Martyniuka i propagandę partyjną zatrudnia konsultantów naukowych – paleontologów, genetyków, geologów….” – oczywiście można stworzyć takie media, tylko… jaka byłaby oglądalność takiej telewizji? Jakiś promil społeczeństwa zapewne tego typu treści chętnie by oglądał, ale TVP „poszłaby z torbami”. To nawet nie jest kwestia „umiłowania tradycji i obskurantyzmu”. Przeciętnemu Kowalskiemu wystarczają „chleb i igrzyska”. Tak było od zarania dziejów i raczej tak pozostanie. Tylko niewielka część ludzkości napędza jej rozwój technologiczny, reszta to „żuki leśne”, „kołatki domowe” itp. Zajęci są rozmnażaniem, pracą, zapychaniem żołądka i ciułactwem. Treści naukowe są dla nich nudne i trudne. Dużo fajniejsze i łatwiejsze jest podskakiwanie w rytm piosenek Zenka, czy śledzenie życia celebrytów. Wcale nie piszę tego z pogardą, bo też takim Kowalskim jestem, choć może nie moherowym i discopolowym, ale zawsze.
Podsumowując – Homo sapiens ewoluowały w istoty inteligentne, ale są we wczesnym stadium tej ewolucji. Dlatego nie wymagaj od ludzi zbyt wiele. Tradycja, religia niestety ten rozwój dodatkowo spowalniają. Polacy od średniej światowej aż tak bardzo pod tym względem nie odstają.
Z tego co się orientuję telewizja publiczna ma wypełniać funkcję edukacyjną i ta misja jest wpisana w konstytucję. Zarabianie to ewentualnie przy okazji – dlatego może pobierać abonament. Wiem, że ludzi takie treści na ogół nie obchodzą. Mimo to istnieje garstka, która z nich skorzysta. Jest to w jakimś sensie mniejszość taka sama jak inne mniejszości. Rolą państwa prawa jest dbanie o mniejszości. To jest wykonalne, co zresztą dawniej można było zaobserwować na przykładzie promowania kultury wyższej, także przecież bardzo niszowej,
Bardzo ciekawy i dobrze napisany artykuł – jak zwykle zresztą 🙂
Mam tylko malutką uwagę: kladem nazywamy grupę monofiletyczną, zaś grupę parafiletyczną – gradem.
A, to nie wiedziałem. Przejrzę artykuł pod tym kątem i poprawię ewentualne nieścisłości.
Z filogenetycznego punktu widzenia wiele taksonów nie istnieje, oprócz ryb są to chociażby jaszczurki, serviformica. Ale stosowanie tych nazw stało się na tyle powszechne i praktyczne, że ewentualna rewizja (też nie zawsze tworząca prawdziwy klad) będzie trudna za implikowania w społeczeństwie. Bo o ile określanie ptaków dinozaurami jeszcze przechodzi, to mało kto będzie chciał odejść od stosowania terminu ryby albo jaszczurki. Zresztą nazywanie ludzi małpami wielu oburza, nie wiedzieć czemu 😉
Co więcej, wraz z postępującą specjacją część grup obecnie uznanych za monofiletyczne utraci ten status. Niektóre klady przestaną mieć sens. Taka jest specyfika drzewa filogenetycznego.
Nie oczekuję, że nagle przestaniemy posługiwać się terminami bardzo silnie utrwalonymi w świadomości społecznej, jak ryby, nawet jeśli są one ewidentnie błędne. To faktycznie mało realne. I – co nawet istotniejsze – niepraktyczne. Chciałbym jednak, aby do świadomości społecznej przedarła się wiedza, że posługujemy się pewnym uproszczeniem. Wygodnym i akceptowalnym, ale z którego zdajemy sobie przynajmniej sprawę.
Natomiast nie zgadzam się z twierdzeniem, jakoby Polska było o krok w tył za innymi państwami w kwestii poprawnego nazewnictwa taksonów. Akurat polskie terminy zazwyczaj trafnie określają stopień pokrewieństwa danych grup, a ewentualne nieprecyzyjne nazwy są rewidowane. W ten sposób gazelopka sawannowa i gazelka masajska zostały oddzielone od „prawdziwych” gazel, podobnie jak krokuta centkowana od hien. U nas problemem jest to, że wiele gatunków nie ma polskiej nazwy, a w oparciu o nazwę łacińską można by ją łatwo nadać. Tak jest w przypadku mrówek. Dlatego też akurat na kwestię poprawnego filogenetycznie nazewnictwa był nie narzekał, ponieważ w innych językach, w tym popularnym angielskim niejednokrotnie tą samą nazwę noszą taksony zupełnie ze sobą niespokrewnione, przykładowo rzekotka drzewna to „tree frog”, co sugerowało by pokrewieństwo z żabami sensu stricte. W naszym nazewnictwie takich smaczków nie ma, a jeśli są, to odchodzi się od nich.
Tym razem w zasadzie mógłbym się podpisać pod Twoimi słowami. Tym bardziej, że nie sugerowałem w artykule niczego o wspomnianym przez Ciebie zacofaniu naszego kraju. Albo mam amnezję.
Nawiązałem do ostatniego zdania. Nie wydaje mi się, żeby nasz kraj był bardziej obskurancki niż średnia światowa. Są tu zarówno ludzie bardzo otwarci na różne teorie, jak i zabetonowani w swoim światopoglądzie. Równie dobrze takim krajem można by określić USA, gdzie wielu konserwatywnych obywateli burzy fakt obecności wzmianek o teorii ewolucji w podręcznikach od biologii, a jednocześnie jest ojczyzną wielu zasłużonych biologów, paleontologów czy fizyków.