Edmund Niziurski

Zmarł 9 października 2013 roku w Warszawie

Jego twórczość to jeden wielki symbol młodości pełnej przygód. Dawnych, szkolnych przyjaźni, które choć bezpowrotnie minęły, to przecież odcisnęły niezniszczalne, naznaczone nostalgią piętno na resztę lat. Kiedyś jego książki znał niemal każdy chłopak, a i dziewczynom nie były całkiem obce. Nie znam innego autora o tak doskonałej umiejętności rozumienia i przedstawiania świata z perspektywy nastolatków uwikłanych w najrozmaitsze perturbacje wynikające z konieczności, ale i chęci przebywania razem. Na kanwę swoich powieści i opowiadań wybierał zwykle szkołę – uczniów, bardziej lub mniej srogich nauczycieli, szkolne gwiazdy i szkolnych chuliganów; relacje między nimi. Finalnie chuligani na ogół okazywali się nie być całkiem źli, a nauczyciele nie tak straszni. Właściwie wygenerowany barwny, wielopostaciowy świat wypełniony był bohaterami, których da się lubić. Bo naprawdę byli jacyś; byli charakterni. Niziurski każdemu z nich przypisywał po części definiujące ich atrybuty. A potem pozwolił im się rozwijać w ramach przyjętej narracji.

Jednak wątpię, abym dziś o nim pisał i dziś go pamiętał, gdyby nie wniósł do książek być może najistotniejszego elementu – humoru słownego, którego nie sposób podrobić. Czasem był to humor łopatologiczny polegający na przykład na nadawaniu postaciom dźwięcznych, wyrazistych imion bądź ksywek (ot, choćby legendarny złoczyńca Wieńczysław Nieszczególny), a czasem bardziej dyskretny, skryty wśród zwykłych słów lub zdań i miedzy nimi. Całość tworzyła nieco nieuchwytny styl i nieco groteskowy klimat. Oto szkolny bokser Wątłusz Pierwszy przechodzi kryzys tożsamości po przegranej z własnym bratem walce. W poszukiwaniu nowego celu życia odnajduje go w poezji.

Zachodzi słońce nad Wędzarnią krwawo
Słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży
Sezon skończony, żegnaj sławo!
Na zwiędłych liściach znokautowany bokser leży.
Twarz mu wykrzywia uśmiech żałosny. Byle do wiosny!
Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła!

Fragment pochodzi z chyba najbardziej znanej powieści Sposób na Alcybiadesa, zohydzonej niestety wyjątkowo marnej jakości adaptacjami filmowymi typu Spona.

Mam nadzieję, że książki Niziurskiego dobrze się zestarzały. Nie wiem, bo już dawno porzuciłem beletrystykę. Dziś nikt już takich rzeczy nie pisze. Zresztą – po co? I tak prawie nikt by ich nie przeczytał. A i realia się zmieniły. Autorytet nauczyciela to już tylko słabe echo dawnego. A szkolna społeczność (bo już raczej nie brać) nie marnuje czasu na plebejskie ekscesy. Coś utracono i nawet nikomu nie jest tej straty żal. Pewnie po części dlatego, że nie wiadomo co się traci.

Okładka jednej z moich ulubionych powieści Niziurskiego



8 października

10 października

Dodaj komentarz