Czarny czwartek

24 października 1929 roku, Nowy Jork

Amerykański milioner Joseph P.Kennedy, ojciec przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, przechadzał się ulicami Nowego Jorku. Aż natknął się na biednego pucybuta. Chcąc dać mu nieco zarobić, postanowił skorzystać z tej popularnej wówczas usługi. Pucybut okazał się być bystrym i gadatliwym młodzieńcem. Od słowa do słowa zaczął udzielać zamożnemu, miłemu klientowi rad odnośnie inwestycji giełdowych. Wskazywał akcje konkretnych firm, które warto nabyć. W głowie Kennedy’ego zapaliła się czerwona lampka. Zrozumiał, że sytuacja, w której graczami staja się całkowici dyletanci i minimalnych dochodach, oznacza że poważnych kupujących zaczyna brakować; że cały dostępny kapitał już został zainwestowany. W języku giełdowym doszło do momentu zwanego maksymalna euforią. Może być już tylko gorzej. I zaczął sprzedwać.

Tak głosi legenda. Nie wiadomo, ile jest w niej prawdy, jednak faktycznie niewiele później, 24 października, doszło do spektakularnego krachu na nowojorskiej giełdzie. W jednej niemalże chwili tysiące ludzi straciło wszystko, lub niemal wszystko. Czarny czwartek zapoczątkował wieloletni kryzys ekonomiczny na skalę światową, któremu oparła się ponoć jedynie Rosja. Nazwano go Wielkim Kryzysem. Ludzie bankrutowali, banki i firmy upadały. W krótkim czasie straty akcjonariuszy sięgnęły 40 miliardów dolarów – a pamiętać należy, miało to 100 lat temu, kiedy nowy samochód kosztował 500-700 dolarów.  Bezrobocie rosło w zastraszającym tempie. Fala samobójstw biła niechlubne rekordy, choć opowiastki o masowych skokach z okien i mostów można zaliczyć do kategorii miejskich legend. Najbardziej brzemiennym w skutki następstwem było jednak coś innego, coś znacznie groźniejszego i złowrogiego. Oto w Europie załamanie gospodarcze osiągnęło niespotykane wcześniej apogeum. W Niemczech 6 milinów ludzi straciło pracę. Nastroje społeczne ulegały zmianie, preferencje wyborcze wyraźnie zwracały się ku ekstremów, jak to często bywa, gdy nie ma co włożyć do garnka. Nie bez powodu dzisiejsi wyborcy Konfy i Brauna to na ogół ludzie słabo wykształceni i niezamożni, z poczuciem niesprawiedliwości dziejowej, wiecznie pokrzywdzeni przez wraże siły. NSDAP przed kryzysem było partią marginalną – w 1928 roku Hitler zyskał w wyborach znikome 2,6% głosów. Kiedy w desperacji ludzie zaczęli szukać pomocy u radykalnych świrów, faszyści bredzący o sobie jako o nowej, lepszej drodze, o lepszej alternatywie, urośli w siłę. A kiedy punkt krytyczny zostanie osiągnięty, dochodzi do reakcji łańcuchowej. Wkrótce poparcie dla nazistów osiągnęło szczyty; nawet wcześniejsi sceptycy stali się zwolennikami.

Reszta jest historią.

Wydanie gazety z 24 października. W nagłówku info o panice na Wall Street


24 października 2003 roku – ostatni lot Concorde’a

Kultowy, naddźwiękowy samolot pasażerski zakończył niemal 3–letnią karierę. Stanowił ofertę dla bogatych pasażerów, którym zależało na przebyciu Atlantyku w 3,5 godziny, czyli dwukrotnie szybciej niż standardowym Jumbo Jetem – w efekcie lądowali w Nowym Jorku co najmniej o godzinę wcześniej, niż w Londynie startowali. Za ten przywilej płacili do 20 000 dolarów za bilet. Jednak prestiż lotów Concordem sprawiał, ze klientów nie brakło. Charakterystyczny, ostry nos pilot opuszczał po starcie o maksymalnie 12,5 stopnia, czym zmniejszał opór aerodynamiczny. Mimo to tarcie na tyle silnie podgrzewało kadłub, że ten wydłużał się podczas lotu o 15-20 cm.

Concorde


23 października

25 października


Dodaj komentarz