Urodzony 7 września 1931 roku w Warszawie
Zoolog i zoogeograf oraz autor książek – w tym dwóch najbardziej znanych: Zwierzęta i kontynenty oraz Zwierzęta i oceany. Kiedy byłem nastolatkiem stanowiły one podstawowe źródło wiedzy o świecie przyrody. Poznałem krainy geograficzne i typowe dla nich gatunki. Zasady ekologiczne określające życie w każdej z formacji roślinnych – od tundry po las deszczowy. Dowiedziałem się czym są reguły: Allena, Bergmanna i Glogera. Zrozumiałem jak na ekosystemy wpływają gęstość ośrodka, ciśnienie, wiatry, ruchy wód i ich zasolenie, temperatura, dostępność światła. Na czym polega prawo minimum. Tych wszystkich rzeczy nie miałem szans dowiedzieć się od nauczyciela biologii, chemii czy geografii. To była odkrywcza i wciągająca lektura; obie książki przeczytałem pewnie po 20 razy. Nie jestem dziś pewien, ale bardzo możliwe że to od nich właśnie zaczęła się moja fascynacja światem ożywionym. Jestem za to autorowi niezmiernie wdzięczny. Także za porywający i przejrzysty styl pisania.
Wysokie ciśnienia są czymś bardzo charakterystycznym dla środowiska morskiego, czymś, co nie znajduje odpowiednika na lądzie. Działają one również fascynująca na wyobraźnię. Nie tylko w popularnych książeczkach, ale nawet we względnie poważnych podręcznikach można znaleźć wykrzykniki na temat zwierząt głębinowych. Jakież one muszą być odporne, jakie muszą mieć szkielety, żeby to potworne ciśnienie ich nie zgniotło, nie zmiażdżyło. Tutaj następuje zaraz efektowne porównanie z człowiekiem. Powierzchnia ciała człowieka wynosi około 2 metry sześcienne, czyli około 20 tysięcy centymetrów sześciennych. Jedna atmosfera odpowiada ciśnieniu około jednego kilograma na centymetr sześcienny, czyli że na głębokości 10 000 metrów pod ciśnieniem 1 000 atmosfer nacisk na ciało człowieka wyniósłby 20 000 ton! Nieszczęsny czytelnik widzi oczyma wyobraźni leżącego na bruku człowieka, na którego zwala się blok żelaza wielkości ośmiopiętrowego domu (10m/10 m/26 m), a potem mało apetyczne resztki człowieka.
Na szczęście takie obrazy lęgną się tylko w głowach popularyzatorów, którzy w szkołach nie dość starannie korzystali z podręcznika fizyki. Należy pamiętać, że podczas gdy gazy są ściśliwe, ciecze ściśliwe nie są i nawet pod największymi ciśnieniami ich objętość zmienia się ledwo dostrzegalnie […] Każde zwierzę jest w końcu czymś w rodzaju balonika wypełnionego wodą z różnymi roztworami i podobnie jak on, nie jest w najmniejszym stopniu zagrożone zgnieceniem.
Tomasz Umiński – Zwierzęta i oceany
Teraz staje się jasne, dlaczego ryby głębinowe często pozbawione są pęcherza pławnego.
7 września 1707 w Cambridge w Montbard we Francji urodził się Goerges-Loius Leclerc de Buffon
Geolog, botanik, zoolog, myśliciel, pisarz. Członek Królewskiej Akademii Nauk. Zwolennik koncepcji, że siła wyższa nie ingeruje w zasady i zależności kształtujące życie na Ziemi, w związku z czym wszelkich wyjaśnień należy szukać na drodze racjonalnej analizy i na wnioskach płynących z obiektywnej obserwacji, a nie na wytycznych wynikających z dogmatów czy też z metafizyki. Autor wielotomowej Historii Naturalnej, dzieła swojego życia. W encyklopedii zawarł opisy flory i fauny (także tej znanej z wykopalisk – m.in. wyśmiał pomysły, jakoby skamieliny były resztkami posiłków pielgrzymów), podsumowanie wiedzy geologicznej z rozległym opisem minerałów, pozareligijne koncepcje powstania Układu Słonecznego i wieku Ziemi, czym przysporzył sobie wrogów ze strony Kościoła.


„Zwierzęta i oceany” pamiętam do dziś i do dziś gdzieś na półce stoi. Jedno z moich źródeł przyrodniczych w dzieciństwie (nastoletniości?), obok serii Wielki atlas…, książek Jeana Henri Fabre’a i Encyklopedii leśnej :).
Z ciekawości zerknąłem na Allegro. Można kupić za oszałamiające 5 zł. Wiadomo, że część informacji się zdezaktualizowała – zwłaszcza te dotyczące gatunków wymarłych, jednak w ogólnym zarysie obie książki wciąż stanowią wartościowe źródło wiedzy.
To z nich uczyłem się pierwszych łacińskich nazw, które wtedy oczywiście wymawiałem błędnie, ale brzmiało to wręcz mistycznie. No i trochę się zyskiwało w oczach kumpli, gdy mogłeś zacytować z pamięci że w Afryce żyje piekielnie jadowita Bitis gabonica. Nie znałem nawet jej polskiej nazwy, bo w książce takiej nie podano.