Prolog
Sienkiewiczowski Onufry Zagłoba w III tomie Trylogii zastanawia się w rozmowie z Baśką Wołodyjowską dlaczego on kawaler, przez całe życie tak bardzo lubił płeć białogłowską i nie umie znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Kiedy podobne pytanie zadaję sobie, o to dlaczego tak bardzo lubię motyle, odpowiedź nasuwa się natychmiast: bo istnieją. Kiedy dobrze się na tym zastanowić, są to organizmy nie z tej ziemi, pasujące raczej do filmowych światów np. do stworów zamieszkujących Pandorę w układzie Alfa-Centauri, znanych z Avatara – Jamesa Camerona. Motyle zwłaszcza te duże, pasowałyby do takiego świata jak ulał, a istnieją na Ziemi od milionów lat i przy odrobinie szczęścia można je jeszcze dzisiaj oglądać. W wieku senioralnym, w którym jestem, kiedy czuje się namacalnie, skracającą się perspektywę zdarzeń, jedna namiętność pozostaje silna, a nawet rośnie: przeżyć, doświadczyć, zobaczyć. W moim przypadku ta namiętność dotyczy głównie obserwacji fenomenów świata przyrody. Po ubiegłorocznej przygodzie na greckiej wyspie Samos, kiedy to udało mi się zaobserwować pazia południowego – Papilio alexanor, powiedziałem sobie, że może czas na motylowy detoks, w tym roku polecę na Maderę, zobaczę po raz pierwszy ocean i las mglisty z jego bogatą florą. Jednak w okresie jesienno-zimowych miesięcy, myśli ciągle wracały do owadów. Żyjemy w antropocenie, wywołaliśmy masowe wymieranie gatunków, samą presją wywieraną przez 8 mld ludzi na inne żywe organizmy. Próbujemy też podejmować wysiłki, aby to wymieranie powstrzymać. Nauczyliśmy się ratować duże zwierzęta, wiele z nich ma zawieszone nadajniki lub wszczepione chipy, abyśmy stale wiedzieli gdzie są. Wydaje się nam, że zwierzęta te powinny być nam za to wdzięczne, a nie są. Bawi mnie jak w wielu przyrodniczych filmach autorzy zastanawiają np. dlaczego nastąpił atak rekina na surfera, albo dlaczego stado orek atakuje regularnie jachty w cieśninie gibraltarskiej, jakby drapieżniki nie miały prawa się specjalizować. O prawdziwym pandemonium wymierania owadów na Ziemi nie wspomina za to prawie nikt. Owady wymierają po cichu, masowo i niezauważalnie (1). Nierównowaga w podejściu do ochrony zwierząt ma swoje odzwierciedlenie na corocznie publikowanych listach CITES, skoro owady stanowią 90% gatunków zwierząt, to w załącznikach CITES zakazujących lub regulujących handel najbardziej zagrożonymi wymarciem gatunkami, powinny mieć one odpowiednio dużą reprezentację, a nie mają. Na kilka milionów żyjących na świecie gatunków owadów, w I. załączniku CITES, który całkowicie zakazuje handlu osobnikami wpisanego tam gatunku, znalazło się (uwzględniając podgatunki) zaledwie 5 taksonów: same motyle z rodziny Papilionidae, w dwu kolejnych załącznikach zezwalających na ograniczony handel okazami, za specjalnym zezwoleniem: znajduje się 43 taksony motyli w załączniku II oraz 22 taksony chrząszczy i 4 taksony motyli, w załączniku III, na łączną liczbę 6595 gatunków zwierząt tam wpisanych. Już samo umieszczenie na liście CITES zwiększa szanse gatunku na przetrwanie. Najsłynniejszy owad z 1. załącznika, największy motyl dzienny – Ornithoptera alexandrae właśnie teraz toczy walkę o przetrwanie. Nigdy w historii Ziemi jego liczebność nie była duża, obecnie to zaledwie dwie subpopulacje żyjące na 140 km2 we wschodniej Papui Nowej Gwinei. Cechuje je bardzo mała heterozygotyczność na poziomie 0,01%, rośliny żywicielskie Aristolochia dielsiana i A. meridionaliana są endemiczne, motyl jest mocno zagrożony przez kłusownictwo, czarnorynkowa cena za jeden okaz, to co najmniej 10 tys. funtów (3). Czy zatem tego olbrzyma nic już nie uratuje? Niekoniecznie, ma on swoich Aniołów Stróżów w osobach dwóch brytyjskich biznesmenów: Iana Orrella i Henry’ego Barlowa, którzy poświęcili dla Ornithoptera alexandrae swój majątek, przenieśli się na PNG, zawiązali współpracę z papuaskim entomologiem dr Darrenem Bito, wreszcie wybudowali chronioną całodobowo dużą motylarnię z gigantyczną, wysoką wolierą o pojemności hodowlanej 100 osobników (4). Co się tyczy pozostałych 12 gatunków rajskich pazi z rodzaju Ornithoptera występujących w Indonezji, PNG, Wyspach Salomona i Australii, a wpisanych obecnie do II. załącznika CITES, to mają się całkiem nieźle, pomimo że są obiektem handlu, są bowiem hodowane w motylarniach i w ściśle limitowanej ilości sprzedawane kolekcjonerom na całym świecie. Tak, to kolejny paradoks antropocenu, masowe wymieranie przetrwają w większości tylko te gatunki, którymi się interesujemy i których pożądamy.
Wszystko jak zwykle zależy od mądrości ludzi, a rdzenni mieszkańcy PNG, są mądrzy i przewidujący. Jak na razie nie dopuścili do przekształcenia Wschodniej Papui w wielką
plantację palmy oleistej, co stało się udziałem większości wysp malajskich, w tym zachodniej części Papui należącej do Indonezji. Wschodnia Papua pozostaje w większości dzika, a jej mieszkańcy wolą czerpać zyski z zachowanej dzikiej przyrody i przekazywać to dziedzictwo swoim dzieciom, niż pełnić podrzędne role na plantacjach palmy oleistej. Kiedy z wiarygodnego źródła dowiedziałem się jakie bywają, oprócz tych profesjonalnych, motylarnie we Wschodniej Papui, z początku nieźle mną to wstrząsnęło. Otóż taki motylarz znajduje w dżungli krzew albo pnącze odpowiedniego gatunku z rodzaju Aristolochia, na nim żerującą wielką gąsienicę rajskiego pazia, a następnie wbija w ziemię patyk z przyczepioną kolorową wstążką, co oznacza że gąsienica jest jego i wraca do domu. Pojawia się tam ponownie kilka tygodni później, odnajduje i zabiera poczwarkę. Gąsienica jest trująca i zwykle nie pada łupem żadnego zwierzęcia, a zaznaczenie rośliny żywicielskiej pobratymcy respektują. Taka „hodowla” wcale nie musi doprowadzić jednak do wyginięcia gatunku. Mieszkańcy Papui nie mają przecież na sumieniu spektakularnej utraty gatunku, jak choćby Australijczycy, dla których wielkim wyrzutem sumienia pozostaje doprowadzenie do zagłady tygrysa tasmańskiego. Próbują go teraz usilnie odtworzyć używając technologii inżynierii genetycznej, w tym nowej, super wydajnej metody edycji genomu CRISPR/Cas (5). Pytanie tylko, zygotę jakiego gatunku torbacza się zredaguje i samicy/matce zastępczej jakiego gatunku się ją wszczepi, skoro nie ma już na Ziemi innego żyjącego gatunku drapieżnego torbacza o wielkości tygrysa tasmańskiego?
Na Papui sytuacja jest odmienna, latają na niej rajskie pazie i rajskie ptaki, a w kwietniu bieżącego roku podano informację o odkryciu tam 200 nowych, nieznanych dotąd nauce
gatunków roślin i zwierząt, w tym jednego gatunku ssaka i 2 gatunków płazów. To tyle dygresji o Papui Nowej Gwinei, wyspie wiecznego lata, nie traćmy czasu, lecimy na Maderę, wyspę wiecznej wiosny.
Gatunki owadów wpisane do załączników CITES (2).
Madera
04 maja. Lądowanie na Maderze wzbudziło wśród pasażerów sporo emocji. Polacy już nie klaszczą po wylądowaniu samolotu, jednak tym razem spontanicznie daliśmy brawa kapitanowi, ponieważ lotnisko w Funchal cieszy się nienajlepszą sławą, jednego z najbardziej wymagających na świecie ze względu na katastrofę, który zdarzyła się przy lądowaniu w latach 70. Od tamtej pory lotnisko zostało przebudowane, to właściwie rodzaj mola zbudowanego na ogromnych 70 metrowych betonowych kolumnach wbitych w dno Atlantyku, piloci muszą mieć specjalne uprawnienia do lądowania na nim. Nasz kapitan z Enter.air poradził sobie doskonale, najpierw musiał wykonać kilka kółek nad wyspą, czekając na swoją kolejkę do lądowania a potem posadził samolot delikatnie, lądując niczym ważka na liściu, choć ostrzegał pasażerów, że hamowanie będzie ostre. 05 maja. W niedzielę zobaczyliśmy z żoną po raz pierwszy Maderę w pełnej krasie: ciepłe powietrze, wiatr od oceanu i kwiaty, wszędzie kwiaty. Jak wspomniałem tej wiosny postanowiłem zrobić sobie detoks od motyli, tylko jak go wprowadzić go w życie, jeśli po paru minutach na pierwszym spacerze po wyspie widzi się lecącego danaida wędrownego?
Czytałem, że monarchy można spotkać w całej Makaronezji, tj. na Wyspach Kanaryjskich, Maderze i Azorach. Pomimo to, nie za bardzo wierzyłem w spotkanie z nimi, bardziej liczyłem na obserwację Vanessa vulcania i kilku innych przedstawicieli maderskich Nymphalidae,
zresztą niezbyt licznych, rzeczywistość okazała się inna, podczas tygodniowego pobytu z motyli, poza paroma wyjątkami, widziałem tylko monarchy, myślę że co najmniej 30
osobników. Monarcha w naturze robi niezwykłe wrażenie, 10 cm rozpiętości skrzydeł to już naprawdę coś. Nektaruje, raptem wzbija się do wysokiego lotu, wlatuje w dół czarnych
wulkanicznych urwisk, aż ku spienionym falom Atlantyku, wraca z powrotem. Jest trujący więc nie obawia się ptaków, widziałem jak jeden osobnik wlatywał śmiało pomiędzy dwa kosy. Nie było rady, włączyłem aparat i zacząłem je podchodzić, od razu nabierając szacunku do przeciwnika. Motyle ignorowały ptaki, ale nie mnie. Siedzący owad pozwalał mi się zbliżyć na jakieś 30 m, lecz po przekroczeniu tej niewidzialnej granicy odlatywał. Stosowałem naprzemiennie swoje najlepsze, sprawdzone sztuczki: sfinksa, kroczki misia Jogi skradającego się do koszyka piknikowego, wszystko na nic. Po jakimś czasie dałem za wygraną. Pomyślałem, że jeżeli zrobię tutaj zdjęcie danaida wędrownego, to jedynie przez przypadek. Tego samego dnia z naszego Caniço de Baixo pojechaliśmy z żoną autobusem do stolicy wyspy, Funchal na doroczne święto kwiatów. Ten trzydniowy festyn odbywa się co roku na początku maja. Jest tyleż świętem kwiatów, co świętem kobiecej urody, przyciągającym ludzi z całego świata.
Przygotowania do występu trwają cały rok, uczestnicy wydają krocie na bajecznie kolorowe stroje, podzieleni są na kilkunastuosobowe zespoły, każdy wyróżnia się odrębnym stylem
ubioru i aranżacją tanecznych kroków. Między zespołami nie ma jednak rywalizacji, jaka istnieje pomiędzy szkołami samby, podczas karnawału w Rio. Ludzkie rusałki z Madery nie uciekały przed obiektywem, wręcz przeciwnie, wyraźnie pozowały. Tak, ta wyspa potrafi miłośnie ukąsić, po to by wracać na nią co roku. Żona wdała się w rozmowę z pewną niemiecką turystką, która na święcie kwiatów była 13 razy z rzędu.
06 maja. Północno-zachodnia Madera i tajemniczy las Fanal. Tego dnia ruszyliśmy na pierwszą z trzech zaplanowanych wycieczek fakultatywnych. Zwiedzanie zaczęliśmy od nadmorskiego miasteczka Ribeira Brava. W centrum miejscowości oficjele przemawiali pod pomnikiem lokalnej znakomitości, przygrywała orkiestra dęta, jakby żywcem przeniesiona z Sycylii. Mnie zaciekawił rosnący przy pomniku piękny krzew z rodziny srebrnikowatych Leucospermum cordifolium, pochodzący z przylądkowego państwa roślinnego Capensis, to jedna z wielu południowoafrykańskich roślin rosnąca na Maderze, na tej wyspie znaleźć można dosłownie każdą roślinę z cieplejszych rejonów świata.
Krótkie odwiedziny na plantacji bananów o nazwie Madalena do Mar przeniosły nas w klimaty Ameryki Południowej. Bananowce rosną na stromych zboczach, ich uprawa i zbiór owoców to naprawdę ciężka praca. Banany z Madery, których nie spotkamy w Polsce mają delikatny i słodki smak.
Las Fanal położony na wysokości około 1000 n.p.m., przywitał nas chłodem i mgłą, która raz się wzmagała raz opadała. Las ten jest częścią maderskich lasów wawrzynowych wpisanych w 1999 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Przed wiekami lasy wawrzynowe porastały całą wyspę, dzisiaj zajmują około 19% jej powierzchni. Szacuje się, że zachowana część nie zmieniła się od 1,8 mln lat, najstarsze drzewa mają prawdopodobnie po 800 lat i do dzisiaj są największym skarbem Madery. Bez tych lasów Madera byłaby jałową wyspą podobną do pustynnych Ilhas Desertas – Wysp Opuszczonych, oddalonych od niej o zaledwie 25 km. Atlantyckie pasaty przynoszą wilgotne powietrze które zatrzymuje się w górzystych częściach wyspy. Roszenie wody z mgieł, które odbywa się na liściach drzew wawrzynowych oraz na porastających je epifitach: mchach i paprociach, jest pięciokrotnie wydajniejsze od opadów deszczu. Dalej woda z lasów mglistych rozprowadzana jest systemem kanałów – lewad, wykuwanych w skałach od kilkuset lat, do każdej posesji na wyspie, która posiada na nią przydział. Na Maderze ten kto buduje nowy dom, w równym stopniu, co o przyłączenie mediów stara się o uzyskanie przydziału na wodę z lewady, jeśli go dostanie to operator kanałów, levadeiro raz w miesiącu, w ustalonych godzinach przekieruje wodę z najbliższej lewady do jego ogrodu czy plantacji. Na koniec wycieczki w Morto Moniz zaliczyliśmy z żoną parę minut pływania w Atlantyku, a właściwie w basenie lawowym, każdy taki basen kończy się półką skalną przez którą przelewa się woda oceaniczna, 6 maja woda była w nim rześka jak w Bałtyku. Do otwartego oceanu nie odważyliśmy się wejść.
07 maja. Monarchy odleciały? Wtorek był słoneczny, ale nieco chłodniejszy i bardziej wietrzny niż dzień wczorajszy. Pierwsze co zauważałem, to znikniecie monarchów. Co prawda nie potrafiłem jeszcze do żadnego podejść na tyle blisko, aby zrobić zdjęcie, ale do ich obecności zdążyłem się już przyzwyczaić. Poza tym stale mam w pamięci słowa Rogera Gibbonsa twórcy portalu internetowego Buterflies of France, o jego udanej fotografii samicy Papilio alexanor we francuskich Alpach Nadmorskich: However, the butterfly gods often look kindly on persistence, and I was rewarded with a female (35758) that came down to ground level and settled for a few moments. Zdjęcie samicy było rzeczywiście udane, ale samiec tego gatunku, także przez niego sfotografowany, na skalistym piargu: 37842_male_Alpes-Maritimes_19Jun15, czy to nie najładniejsze zdjęcie motyla jakie widziałem, a na pewno najładniejsze zdjęcie Papilio alexanor? Jasne, trzeba być wytrwałym w obserwacji, jednak o wzniesieniu modłów do bogów motyli również nie należy zapominać. Czy zatem wznoszę modły do the butterfly gods? Pewnie, że tak, dla mnie też są w miarę łaskawi (adekwatnie do moich skromnych umiejętności), tyle że zawsze w ostatnich dniach pobytu w danej okolicy. Jak jednak zrobić zdjęcie danaida wędrownego, skoro zniknął? Może poleciał na Wyspy Kanaryjskie, albo na Porto Santo, albo na Azory, przychodziły mi do głowy niedorzeczne myśli. Cóż było robić, wybraliśmy się z żoną na długi spacer wzdłuż wybrzeża, na zachód od naszego hotelu, w stronę Funchal, aby fotografować rośliny. A tych nie brakowało, wyzierały z każdego ogrodu, pyszniąc się swoimi jaskrawymi kwiatami.

Kwiaty z ogrodów Madery. a. strelicja królewska; b. tunbergia wielkokwiatowa; c. ketmia róża chińska; d. bugenwilla; e. opuncja figowa; f. oleander pospolity. Caniço de Baixo, Madera Fot. Adam Kula
Na prywatnych posesjach mieszkańcy szczególnie upodobali sobie oplątwę brodaczkową.
W miejscach publicznych nie brakuje nasadzanego maderskiego endemitu żmijowca szmaragdowego – dumy Madery (Echium candicans), natywnego składnika lasów wawrzynolistnych.

Jeszcze inne rośliny z ogrodów Madery. a. oplątwa brodaczkowa; b. żmijowiec szmaragdowy. Caniço de Baixo, Madera Fot. Adam Kula
Tego dnia chciałem jeszcze zobaczyć gatunki trojeści na których żerują gąsienice danaida wędrownego na Madarze, tj. Asclepias curassavica i Asclepias fruticosa jednak do tego potrzeba łąki czy nieużytku. Widziałem takie miejsca z okien hotelu na obrzeżach półwyspu
Ponta da Oliveira, tyle że dojście do nich jest trudne, ponieważ tereny nadbrzeżne ze względów bezpieczeństwa są w większości ogrodzone. Tak czy tak, żadnego z tych dwóch gatunków roślin nie zaobserwowałem.
08 maja. Wschodnia Madera. Zwiedzanie wschodniej Madery rozpoczęliśmy od zdobycia najłatwiejszego szczytu świata Pico do Areeiro liczącego 1818 n.p.m., trzeciego co do wielkości szczytu Madery. Swój przydomek zyskał z tego powodu, że turystów podwozi się drogą prawie pod sam wierzchołek. Gdyby zdybywać go od wybrzeża, wcale nie byłby taki łatwy. Spojrzenie z Pico do Areeiro pozwala zrozumieć w jaki sposób góry zatrzymują chmury oceaniczne, przekazując z nich wodę dalej lasom mglistym.
Po wizycie w górach wędrujemy około 2 km wzdłuż mniej znanej i łatwej lewady, bez tuneli, wodospadów i stromych urwisk, za to las wawrzynowy przypomina tutaj puszczę tropikalną, jest gęsty i wilgotny, z drzewami porośniętymi epifitami. Kiedy dochodzimy do końca trasy ludzie wyciągają ręce i zaczynają karmić ziarnem dla ptaków maderskie zięby, tutaj prawie oswojone. Kiedy tą samą drogą wracamy na parking dochodzimy do kwietnej wyżynnej łąki, rosną na niej również przedstawiciele rodziny selerowatych. Ach dlaczego na tę piękną wyspę nie dotarł żaden z przedstawicieli śródziemnomorskich lub afrykańskich paziowatych? Wtem wysoko na gałęzi drzewa rozpoczyna swój koncert maderski dziki kanarek. Podczas śpiewu, nadyma tak samo podgardle jak kanarki hodowlane, śpiewa przy zamkniętym dziobie, jego śpiew jest piękny, nieco cichszy niż śpiew kanarka klatkowego, bardziej fletowy i słowiczy.

Obrazki ze wschodniej Madery. a. lewada; b. las wawrzynowy, c. zięba maderska, d. dziki kanarek Fot. Adam Kula
W miejscowości Santana oglądamy słynne trójkątne maderskie chaty pokryte strzechą, które mówią tyle, że nie zawsze mieszkańcy wyspy opływali w dostatki. Po kilku jeszcze atrakcjach tego dnia, na koniec docieramy do najbardziej wysuniętej na wschód części wyspy, czyli Półwyspu Św. Wawrzyńca. Jałowa ziemia półwyspu pokazuje jak ważne dla Madery są zachowane lasy mgliste i co by się stało, gdyby ich brakło. Na wodach wokół półwyspu widać koliste akwakultury łososia atlantyckiego.
09 maja. Ogrody Funchal, zdjęcie samicy monarcha przez przypadek, para monarchów bawi się ze mną w kotka i myszkę, po południu odgaduję wreszcie tajemnicę złotej godziny monarchów – samiec weteran. Aby odwiedzić ogród botaniczny w Funchal trzeba stanąć w długiej lecz szybko się posuwającej kolejce po bilet, a potem wyjechać na górę kolejką linową nad doliną strumienia João Gomes. Na górze mamy do wyboru dwie opadające ku wybrzeżu doliny: wschodnią z ogrodem botanicznym – Jardim Botânico da Madeira oraz zachodnią z ogrodem tropikalnym – Monte Palace Tropical Garden. Obydwa miejsca trzeba obowiązkowo odwiedzić, gdyż dzięki swemu położeniu i mikroklimatowi są wyjątkowo
urokliwe. Choć maderski ogród botaniczny nie należy do największych – 8 h, to na pewno zaliczyć go można najpiękniejszych.

Rośliny z Jardim Botânico da Madeira. a. Cereus hildmannianus; b. Petrea volubilis; c. Haemanthus albiflos. Funchal, Madera Fot. Adam Kula
Tutaj wreszcie, chodząc po zacisznych alejkach zrobiłem pierwsze zdjęcia motyli na wyspie:
szlaczkoniowi sylwetnikowi, osadnikowi egeria, który zagraża maderskiemu endemitowi Pararge xiphia, o dziwo odczarowałem też danaida wędrownego, robiąc zdjęcie płochliwej
samicy.

Motyle z Jardim Botânico da Madeira. a. Colias croceus; b. Pararge aegeria; c. Danaus plexippus Funchal, Madera Fot. Adam Kula
Z doświadczenia wiem, że kiedy zrobi się pierwsze zdjęcie motylowi z danego gatunku, następne jest tylko kwestią czasu, dlatego kiedy zjechaliśmy z żoną kolejką na dół i kiedy na dużym trawniku, z soczystą trawą i kwitnącą białą koniczyną zobaczyłem dwa monarchy, z werwą wkroczyłem do akcji. I można powiedzieć demony niemocy wróciły. Monarchy
nektarowały na koniczynie, kiedy tylko postawiłem nogę na trawniku, podrywały się do lotu, okrążały rosnący na środku trawnika olbrzymi aloes, po czym jeden z nich leciał na północ w stronę okazałych kamienic, a drugi na południe w kierunku wysokich eukaliptusów, rosnących przy portowej promenadzie. Po kilku minutach, obydwa motyle jak na komendę
wracały na środek trawnika, witały się radośnie na powitanie machając szybko skrzydłami, po czym opadały na koniczynę. Znowu wchodziłem na trawnik i … cała historia powtarzała się od początku, wytrzymałem trzy takie cykle. Tak wiem, układ nerwowy motyli jest głęboko zakodowany, one niczego się nie uczą, w każdej fazie życia wiedzą co robić, reagują opierając się na odruchach i instynktach. Pomimo tego mógłbym przysiąc, że te dwa pomarańczowe franty z Funchal dobrze znały zabawę w kotka i myszkę z człowiekiem i równie dobrze się przy tym bawiły. Kiedy wracaliśmy autobusem do hotelu, byłem skonfundowany i zbity z tropu, jeszcze tego samego popołudnia poczułem się jednak jak Adso z Melku z Imienia róży Umberto Eco, który szóstego dnia pobytu w opactwie benedyktyńskim, wraz ze swoim mistrzem Wilhelmem z Baskerville poznał wreszcie sposób wejścia do Finis Africae, w gmachu biblioteki. Jakąż to tajemnicę monarchów sam odkryłem? Myślę że poznałem ich złotą godzinę, w pierwszej dekadzie maja to czas pomiędzy 17.30 a 18.30, kiedy to ich zmysły nie są aż tak wyczulone, kiedy spłoszone nie odlatują zbyt daleko i można do nich podejść na dość bliską odległość. Swoją teorię sprawdziłem tuż przy hotelu, gdzie spotkałem monarchę nektarującego na lantanie pospolitej. Pozwolił mi zrobić całą serię zdjęć, na koniec przysiadł na pąkach kwiatowych oleandra, złożył skrzydła, potem opuścił jeszcze w dół górne skrzydła, pomniejszając tym samym znacznie swoją powierzchnię i zastygł, wyraźnie zasnął. Nie odważyłem się nacisnąć spustu migawki, aby to uwiecznić, dźwięk podnoszonego lustra mógłby go zbudzić, śpij dobrze weteranie.
10 maja. Samica monarcha na cynii i moje najlepsze zdjęcie monarcha o popołudniowej złotej godzinie. W piątek mieliśmy jechać na wycieczkę po północnowschodniej Maderze, ponownie do lasu Fanal. Wycieczka została odwołana, postanowiliśmy więc zobaczyć centrum miejscowości Caniço, w której mieszkamy. Od strony wybrzeża, Caniço de Baixo to nieprzerwany ciąg hoteli i pensjonatów, kilka kilometrów wyżej to rynek sennego miasteczka, ładny kościół parafialny: Igreja Paroquial da Assomada, na placyku w centrum bar kawowy, przy stolikach seniorzy prowadzą ze sobą niespieszne rozmowy, niektórzy ubrali włóczkowe czapki uszanki, widocznie pomimo 27 stopni Celsjusza odczuwali chłód. Do kawy i ciastek przyśpiewywał im dziki kanarek, idylla. Schodząc w dół do hotelu, w ogrodzie tuż przy ulicy zauważyłem nektarującą na cynii samicę danaida. Dzieliły nas pręty metalowego ogrodzenia i to była nad wyraz szczęśliwa okoliczność, ogrodzenie rozproszyło jej wyczulone zmysły, i mogłem zrobić kilka niezłych ujęć w rytm otwieranych i zamykanych skrzydeł. Obecność metalowych prętów miała i te konsekwencje, że bokeh na tych zdjęciach wygląda jak wiry na obrazach impresjonistów.
Rozochocony przedpołudniowym sukcesem o godz. 17 znów, tym razem sam, ostatni raz wybrałem się w plener. Moim celem była łąka, pusty taras rolny na północny-wschód od
hotelu, rzadkość na Maderze, gdzie każdy skrawek płaskiego terenu jest wykorzystany. Byłem tam już przed dwoma dniami i nie widziałem żadnego motyla. Miałem jednak nadzieję, że tym razem coś tam przyleci, może Vanessa vulcania, czemu nie. Po półgodzinie ostrego spaceru pod górę byłem na miejscu. Kilkunastu arowy taras porastały suche, kłujące trawy i zdziczałe pomidory, nie puszczano tu widocznie wody z lewady. Przydrożny brzeg łąki zajmowały kwitnące żmijowce zwyczajne i to one były moją nadzieją na spotkanie motyli. Po przeciwnej stronie drogi niski betonowy mur odgradzał przechodniów od stromego, kilkudziesięciometrowego urwiska, o poszarpanych brzegach z czarnej wulkanicznej skały.
Usiadłem na murku, tyłem do urwiska, patrzyłem przez drogę, na rząd żmijowców i czekałem. Vanessa vulcania nie przyleciała, ale na żmijowcach przysiadły dwa monarchy. Kiedy tylko ruszyłem w ich stronę, natychmiast wzbiły się do lotu, przeleciały nade mną i zanurkowały w dół urwiska, stary numer. Usiadłem znowu na murku, czekałem dalej. Nagle moja samotnia się zaludniła, obok mnie zatrzymało się auto, kierowca zgasił silnik, pewnie z kimś się tu umówił, po kilku chwilach pojawiła się jeszcze młoda turystka, która robiła zdjęcia komórką. No nie, tylko nie to, trzy osoby to już dziki tłum. Przeszedłem na drugą stronę drogi, wszyscy troje obserwowaliśmy się kątem oka. Turystka niespodziewanie obeszła murek i zrobiła parę kroków po pochyłym gruncie, nie idź tam córuchna, przestrzegłem ją w myśli, ale poszła. Stanęła na skraju urwiska, przechyliła głowę i spojrzała w dół, wzdrygnęła się i szybko zawróciła. Zajęła moje niedawne miejsce i patrzyła teraz na mnie zaciekawiona, co ten facet wypatrzył na skraju drogi. Nie wytrzymałem tej jawnej inwigilacji i zdesperowany wkroczyłem na łąkę, nic tam nie ma, ale przynajmniej ją przejdę. Myliłem się, były tam obydwa monarchy, spryciarze zatoczyły nad urwiskiem duży łuk i niezauważenie przyleciały na środek tarasu gdzie przysiadły na roślinach, pewnie aby spędzić tu noc. Oczywiście zostałem przez nie szybko namierzony, jeden z nich wzbił się do wysokiego lotu i poleciał na wysoką skarpę tarasu, ale drugi odleciał w linii prostej, zaledwie o kilkanaście metrów i znów przysiadł, miałem szczęście, że to złota godzina monarchów. Podchodziłem ostrożnie, wdziałem go już w wizjerze; czy nie jestem trochę za daleko, podejść jeszcze dwa kroki, nie, odleci tym razem na dobre. Wysunąłem obiektyw na całą długość i na ogniskowej 300 mm zrobiłem parę zdjęć, pięknego niezlatanego samca. Kiedy wróciłem na drogę, turystka widząc moją tryumfującą minę, spojrzała na mnie z uznaniem, jednak coś tam zobaczył.
11 maja. Niespieszne oczekiwanie na samolot do domu, rozmyślania nad przyszłością monarchów. Sobota, dzień wyjazdu, walizki ulokowane w hotelowej przechowalni, kilka godzin do transferu na lotnisko. Siedzimy sobie z żoną na ławce, pod cienistym tamaryszkiem, nad brzegiem Atlantyku i wsłuchujemy się w szum fal.
Ja robię résumé wyjazdu. Wyspa jak z bajki, Portugalczycy mili i życzliwi, tylko motyli prawie nie było. Chciałem zobaczyć: Issoria lathonia L. (Queen of Spain frtillary), Vanessa vulcaniaGodart, 1819 (Macaronesian Red Admiral), Pararge xiphia Fabricius, 1775 (Madeiran Speckled Wood) oraz przy dużym szczęściu; Hypolimnas misippus L. (False Plain Tiger) (7). Duże szczęście się nie pojawiło, ale czy mogę narzekać? Czy obserwacja danaida wędrownego nie jest przywilejem, który trafia się raz w życiu? Danaus plexippus jest na Maderze gatunkiem pospolitym, ale czy jego los nie jest podobny do wspomnianego na początku tego tekstu Ornithoptera alexandrae? Niestety mają ze sobą więcej wspólnego, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Pomimo, że Danaus plexippus jest gatunkiem ogólnoświatowym, jego liczebność w ostatnich latach gwałtownie spadła, szacuje się że nawet o ponad 90%. Wiele ma z tym wspólnego nielegalna wycinka lasu w Rezerwacie Biosfery Monarch Buterfly, położonym zaledwie około 100 km na północny zachód od 25 milionowego megalopolis Mexico City. Na początku tego stulecia wydawało się, że wyręb sosen i jodeł rosnących na płaskowyżu Neovolcanic, na których hibernują w miesiącach zimowych miliony monarchów udało się powstrzymać. Jednak po kilkunastu latach proceder nielegalnego wyrębu wrócił ze zdwojoną siłą, organizowany przez miejscowe grupy przestępcze. Na początku 2020 roku, w odstępie zaledwie tygodnia zamordowano z zimną krwią dwóch najznamienitszych meksykańskich obrońców monarchów: ekologów Gómeza Gonzáleza i Raúla Hernándeza Romero (8).
Czy zatem na nic zdadzą się wysiłki aktywistów z Meksyku, USA i Kanady zaangażowanych w ochronę danaida wędrownego, sadzących na trasach wędrówek roślinę żywicielską, trojeść
bagienną (Asclepias incarnata, ang. swamp milkweed), zachęcających do zakładania ogrodów nektarowych, przestrzegających przed nadmiernym stosowaniem pestycydów? Czy Danaus plexippus za parę lat dalej będzie jeszcze odbywał swoje liczące tysiące kilometrów wędrówki, czy nadal będzie się go nazywać danaidem wędrownym, a może danaidem wyspowym lub osiadłym? Pytania pozostają bez odpowiedzi. Takie oto niezbyt wesołe myśli towarzyszyły mi pod maderskim tamaryszkiem, kiedy to całkiem blisko przeleciał monarcha, zamachał swoimi skrzydłami w najcieplejszym odcieniu pomarańczowego koloru jaki istnieje i pożegnał się ze mną, czas było wracać do domu.
Bibliografia:
1. Schachat, S. R., & Labandeira, C. C. 2021. Are insects heading toward their first mass
extinction? Distinguishing turnover from crises in their fossil record. Annals of the
Entomological Society of America, 114(2), 99-118.
2. htps://cites.org/sites/default/files/eng/app/2024/E-Appendices-2024-05-25.pdf (data
dostępu: 19.07.2024).
3. Reboud, E. L., Nabholz, B., Chevalier, E., Tilak, M. K., Bito, D., & Condamine, F. L. 2023.
Genomics, Population Divergence, and Historical Demography of the World’s Largest and
Endangered Buterfly, The Queen Alexandra’s Birdwing. Genome Biology and Evolution,
15(4), evad040.
4. htps://www.express.co.uk/news/nature/1424901/green-britain-world-biggest-butlerfly
queen-alexandra-birdwing (data dostępu: 19.07.2024).
5. htps://geekweek.interia.pl/nauka/news-genetycy-maja-rna-tygrysa-tasmanskiego
gatunek-wymarl-lata-t,nId,7037055 (data dostępu: 19.07.2024).
6. htps://www.rp.pl/kultura/art6997011-w-lasach-papui-nowej-gwinei-odkryto-200
nowych-gatunkow (data dostępu: 19.07.2024).
7. htps://www.madeirabirds.com/madeira_buterflies (data dostępu: 19.07.2024).
8. htps://kopalniawiedzy.pl/monarchy-danaidy-wedrowne-rezerwat-Meksyk-Raul
Hernandez-Romero,31459 (data dostępu: 19.07.2024)
19 lipca 2024











Przyroda na wyspie magiczna, zwłaszcza lasy mgliste i lasy laurowe wydają się być jak z innego świata. Przy odrobinie szczęścia można się natknąć na endemity – jednego z nich przedstawiłem dzięki uprzejmości Michała Przybylskiego. https://insektarium.net/gatunki-abstynenckie-coleoptera/blabinotus-spinicollis-wawrzynowiec-orzesiony/
Gratuluję wykonania planu w znacznym procencie. Dla mnie jako miłośnika muchówek brakuje ich trochę. Ale zdaję sobie sprawę, że dla rasowego motylarza to odległy priorytet – to zrozumiałe.
Doceniam, że nie miałeś obaw przed użyciem terminu antropocen, mimo że budzi on kontrowersje. Moim zdaniem nieuzasadnione i powinno się nim posługiwać jako pełnoprawną epokę geologiczną.