10 cudów

Cudy życia biologicznego i świata nieożywionego

Za cud uznajemy zjawisko odmienne od naszej wiedzy tzw. powszechnej (bywa, że również naukowej) oraz od naszych wyobrażeń dotyczących świata, w którym żyjemy. Pominę tu cudy przekazywane w tekstach religijnych, a przytoczę te, które dotyczą świata poznawanego na drodze dociekań naukowych. Uznałem, że są one niezwykle interesujące, ponieważ prawdopodobieństwo ich zaistnienia było krytycznie znikome. Ale przecież fizycznie zaistniały i są naukowo poznawalne, chociaż nie wszystkie. Ponadto czasem są bardzo trudne do zrozumienia. Tu poznanie naukowe przegrywa z wiarą. Wiara wymaga uwierzenia, natomiast nauka wymaga dociekań, dowodów i niezależnych potwierdzeń.

Cud pierwszy. Zaistnienie Wszechświata, którego jesteśmy mikroskopijnymi pyłkami. Nie wiemy dlaczego, z czego i w jaki sposób powstał. Kosmolodzy, astronomowie i fizycy od lat stawiają hipotezy, ale odpowiedzi na te pytania prawdopodobnie nigdy nie poznamy. Główną hipotezą jest „teoria Wielkiego Wybuchu”, który miał mieć miejsce 13,8 mld lat temu. Tę wartość czasu wyliczono na podstawie poznanej szybkości rozszerzania się współczesnego Wszechświata. To tylko hipoteza, ponieważ zgodnie z prawidłami nauki, teoria wymaga mocnych dowodów, a tych nie ma. Co więcej, uznaje się, że akt i przyczyna stworzenia Wszechświata leżą poza granicami ludzkiego poznania. Jednak kilkadziesiąt ostatnich lat badań coraz odleglejszej (tzn. coraz starszej) przestrzeni kosmicznej, prowadzonych przez fizyków teoretycznych i astrofizyków doświadczalnych wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie mogło być.
Dowody pośrednie oparte są na udokumentowanych wynikach badań kosmologicznych dotyczących późniejszych procesów zachodzących w kosmosie. Ale jak daleko w tych badaniach można cofnąć się w czasie. Najstarszym, wykrywalnym obecnie kosmicznym śladem i dowodem poprawności teorii (pozostanę przy tej powszechnie przyjętej nazwie) Wielkiego Wybuchu jest tzw. mikrofalowe promieniowanie tła pochodzące z najdalszych, najstarszych i najzimniejszych kresów Wszechświata. Przyjmuje się, że tu leży granica poznawalności początków Wszechświata, która szacowana  jest na około 380 tys. lat po Wielkim Wybuchu.
Wszechświat, przez cały czas od swojego powstania, zachowuje się w dużym stopniu spontanicznie, ale bardzo dynamicznie, wręcz burzliwie, tragicznie i nieprzewidywalnie. A mimo to trwa już kilkanaście miliardów lat. Wszechświat zawiera miliardy galaktyk, które zawierają miliardy gwiazd i krążące wokół nich niepoliczalne planety. Wielkości obiektów kosmicznych, prędkości ich ruchu oraz odległości między nimi są niewyobrażalnie duże, a przy tym Wszechświat stale się rozszerza. Żyje swoim kosmicznym życiem – gwiazdy rodzą się i umierają, oddając w przestrzeń zarówno energię jak i materię, w tym powstające w nich znane nam pierwiastki chemiczne. Z kosmicznego pyłu i gazu rodzą się nowe gwiazdy. Materia gwiezdna znika też w czarnych dziurach. Poza tym obok materii i energii dla nas poznawalnej w przytłaczającej przewadze we Wszechświecie funkcjonuje nieznany rodzaj energii i materii – tzw. ciemna energia oraz ciemna materia, które w jakiś sposób zarządzają Wszechświatem widzialnym.
Istnienie tak złożonego, a przy tym nieprzewidywalnego Wszechświata jest niewątpliwym cudem, który należy uznać za największy, ale i najmniej zrozumiały. Nie tylko dla zwykłych ludzi, bo okazuje się, że również dla fizyków, astronomów i kosmologów. Obok teorii Wielkiego Wybuchu, proponowane są inne, np. „teoria” o istnieniu wieloświatów, a nawet, że Wszechświat nigdy nie miał początku. Pozostawmy to przytoczonym wyżej ludziom nauki. Dla wyznawców trzech wielkich religii monoteistycznych problem nie istnieje – Wszechświat jest dziełem Boga wszechmogącego.
Cud drugi. Zaistnienie biologicznego życia. A może ten cud jest największy? Nauka stawia hipotezę o samorództwie, czyli przemianie materii nieożywionej w ożywioną w sprzyjających warunkach fizycznych i chemicznych. Wiele współczesnych danych wskazuje na bardzo duże prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.
Cud trzeci. Wobec ogromu Wszechświata, za cud należałoby uznać również, że warunki do powstania biologicznego życia zaistniały tylko na jednej naszej planecie. Szukamy śladów życia w kosmosie. Struktury chemiczne warunkujące życie biologiczne wykryto w spadających na Ziemię meteorytach. Nie są one jednak dowodem na istnienie życia poza Ziemią, a jedynie na istnienie w kosmosie warunków chemicznych i fizycznych umożliwiających powstawanie takich struktur.
Cud czwarty. Gatunki organizmów żywych na Ziemi nie są ustalone raz na zawsze. Ich ewolucja ma charakter selekcji form najlepiej przystosowanych do zmieniających się warunków środowiskowych; nie jest zaplanowana według „inteligentnego projektu”, jak twierdzą jego wyznawcy.  Jest wynikiem doboru naturalnego organizmów zmienionych w wyniku przypadkowych, ale korzystnych mutacji w połączeniu z presją środowiska. Ewolucję organizmów żywych (z wyjątkiem człowieka) uznał nawet papież Jan Paweł II.
Cud piąty. Wielkie globalne masowe wymierania (wymienia się ich pięć), powodowane nękającymi naszą planetę kataklizmami kosmicznymi, geologicznymi i klimatycznymi przez ostatnie kilkaset milionów lat nie doprowadziły do zagłady życia na Ziemi. Wręcz przeciwnie – były impulsem do powstawania nowych, coraz doskonalszych form biologicznych. Jednak życie nie rozwijało się w jakimś jednym kierunku. Za każdym razem następował rozwój bardzo zróżnicowanych form współzależnych od siebie organizmów. Co ciekawe, im bardziej złożony jest ekosystem, tym lepiej funkcjonuje.
Cud szósty. Człowiek, wyróżniający się wśród innych istot ziemskich niezwykłą inteligencją. Homo sapiens zwieńczył długą linię hominidów, której początek szacowany jest przed około 5 mln lat. Czy to z woli Boga zaistniał cały ogromny Wszechświat i mikroskopijna w skali Wszechświata Ziemia, żeby Bóg mógł stworzyć na Ziemi człowieka i podporządkować mu całą Ziemię i resztę ziemskiego życia? No to Homo sapiens ze swojej roli wywiązuje się bardzo nagannie. Nauka wskazuje, że znaczący, a być może decydujący udział w rozwoju ludzkiej inteligencji miały dwie mutacje jednego z naszych genów –  ARHGAP11, które zaszły na etapie wczesnych hominidów. Pierwsza już około 5 mln lat temu u Homo erectus, a druga około 1,5 mln lat temu.

Homo erectus – pierwszy hominid posługujący się ogniem Źródło – https://humanidades.com/en/homo-erectus/

W efekcie wystąpiło zwiększone namnażanie w mózgu prekursorowych dla neuronów komórek macierzystych. Nastąpił rozrost kory mózgowej odpowiedzialnej za inteligencję. Przyjmuje się, że właśnie dopiero ta druga mutacja jest odpowiedzialna za nasze możliwości poznawcze i twórcze, za wytworzenie języka mówionego i za myślenie abstrakcyjne. Trudno w to uwierzyć, ale jeżeli wystarczyła ta jedna mutacja, to jej zajście i pojawienie się człowieka współczesnego mieści się w przyjętej tu konwencji cudów, bo inne gatunki hominidów wymarły.
Cud siódmy. Jeżeli jesteśmy sami we Wszechświecie. Jak dotąd nie wykryto sygnałów, które byłyby wysyłane w przestrzeń kosmiczną przez inne istoty inteligentne, podczas gdy ludzkość, generując fale elektromagnetyczne o bardzo różnej częstotliwości wysyła ich a mnóstwo. Wysłała nawet fizyczny dysk z zero-jedynkowym zapisem informującym o naszym istnieniu. Jak na razie odzewu nie ma – i prawdopodobnie nie będzie.  Jeżeli jesteśmy jedynymi istotami inteligentnymi zdolnymi badać i podbijać kosmos, może należy to uznać nawet za cud zbliżony do cudu zaistnienia Wszechświata.
Cud ósmy. Na przełomie XVI i XVII wieku Galileusz (fizyk, astronom, matematyk) doszedł do przekonania, że przyroda podlega opisowi matematycznemu. Jeżeli tak jest, to już samo to należy uznać za cud. Na długie wieki przed Galileuszem podobnie twierdził Platon. Najbardziej przekonujący dowód na potwierdzenie matematyczności mechaniki zjawisk fizycznych w przyrodzie przyniosły prace Izaaka Newtona.
Cud dziewiąty. Matematykę samą w sobie też należy uznać za cud. Zaistniała razem z początkiem Wszechświata, a człowiek z jednej strony ją odkrywa, ale z drugiej również tworzy jej nowe obszary i problemy teoretyczne.
Cud dziesiąty. Równoczesne współistnienie mechaniki klasycznej zjawisk na poziomie fizycznie (powiedziałbym „namacalnie”) poznawalnym i przewidywalnym, dające się opisać deterministycznymi równaniami matematycznymi oraz mechaniki kwantowej, która dotyczy fundamentalnego świata cząstek elementarnych. Ich zachowanie się jest nieprzewidywalne i podlega tylko ocenie prawdopodobieństwa. Jak to jest możliwe, że te dwa jakże odmienne światy, tworzą zgodnie nasz świat rzeczywisty?
Wszystkie te cudy zaistniały (być może jest ich znacznie więcej), ale czy musiały zaistnieć? Zakładam, że jeżeli zaistniał pierwszy, to pozostałe też musiały. Dlaczego? Przecież w świecie kwantowym leżącym u podstaw istnienia Wszechświata obowiązuje zasada nieoznaczoności – nic nie jest zdeterminowane i liczba możliwych „wariacji” od początku Wszechświata była i jest nadal nieograniczona. Napisałem „wariacji” ponieważ Wszechświat jest przestrzenią burzliwego chaosu. Czy zatem kolejne cudy zaistniały przez przypadek?
Jeżeli ufamy zasadom mechaniki kwantowej, to tak – przez przypadek, ale jakże szczęśliwy. Ponieważ czas we Wszechświecie trwa już „nieludzko” długo, to może spośród ogromu niezliczonych prób realizacji wariantów teoretycznie możliwych (których oczywiście nie poznamy), przytoczone cudy sprawdziły się. Były rozwiązaniami najlepszymi, stabilizującymi „chwilowo” każdy kolejny etap rozwoju Wszechświata, Ziemi i życia na niej. Jest to oczywiście mój typowo ludzki punkt widzenia. Ale ludzkim punktem widzenia jest również proponowana „teoria inteligentnego projektu” powstania i rozwoju ziemskiego życia. To jednak już oddzielny temat.
„Ludzki punkt widzenia” – i tu wracam (niezbyt chętnie) do cudu siódmego – do zaistnienia naszego gatunku. Homo sapiens, po nieprawdopodobnej ekspansji na całej naszej planecie, od co najmniej dwóch stuleci niezwykle mocno destabilizuje jej przyrodniczy system. Rozpędził się w niekontrolowanej eksploatacja ziemskich zasobów oraz wielkimi siłami walkczy z dopracowanym przez ostatnie miliony lat względnie stabilnym bogactwem przyrodniczej różnorodności na Ziemi. Nasza niezwykle inteligentna (ale czy mądra?) cywilizacja uparcie dąży w ten sposób do samounicestwienia. Przesadzam? Nie tylko niszczymy nasze ziemskie środowisko; potencjał globalnej zagłady stworzyliśmy przecież już wcześniej – od bomby atomowej przez broń chemiczną po niezwykle ofensywną broń biologiczną. A szaleńców nie brakuje. Ale może tak właśnie zostało to „inteligentnie zaprojektowane”.


Grudzień 2024

Aleksander Chmiel

23 thoughts on “10 cudów

  1. Artykuł lekko prowokacyjny, dyskusjogenny, że posłużę się nowomową. Póki co odniosę się do informacji o uznaniu TE przez naszego pedopapieża. Nie – skoro Wojtyła wyklucza z układanki człowieka, to znaczy że nie uznaje teorii Darwina. Nie zgadza się z nią zatem także Kościół rzymskokatolicki, nawet jeśli co niektórzy twierdzą inaczej. W tym przypadku brak miejsca na kompromis.

    • Że tak zażartuję – różnica polega na tym, że „cudy” to niewytłumaczalne zjawiska, którym przypisuje się ingerencję sił wyższych, a cuda zdarzają się niemal na każdym weselu i nie są wynikiem działania tychże sił.
      Pozdrawiam.

  2. Nieuznawanie człowieka jako „tworu” procesu ewolucji przez „naszego” papieża rzeczywiście jest przejawem niekonsekwencji, a także wybiórczości poglądów wedle swojego widzimisię. Na tej samej zasadzie część osób, nawet biologów nie uznaje ptaków za dinozaury, bo przecież nie wyglądają jak „gadzie”, ryczące bestie z filmów.

  3. Z całą resztą też nie zaszalał. Wystarczy zajrzeć do propagandówek zwanych humorystycznie podręcznikami od religii. Kreacjonizm pełną gębą. Zresztą, cóż on właściwie takiego przełomowego orzekł w swej natchnionej mądrości? Że TE to coś więcej niż hipoteza, zdaje się. I tak w jednej chwili ten wszechstronnie uzdolniony poeta, filozof i etyk stał się opiniotwórczym biologiem ewolucyjnym. Na szczęście tylko w pewnych kręgach. Tak jak nikt w pełni rozumu nie czyta i nie studiuje jego narcystycznych wypocin pozbawionych głębszej treści, tak nikt rozsądny nie zważa na jego dyletanckie opinie o ewolucji. Nie mają one żadnego realnego wpływu na metodę naukową.

  4. Autorowi artykułu też wypada wziąć udział w dyskusji, ale zwlekałem z nadzieją na głosy dotyczące meritum tekstu. Dyskusja dotyczy jednak marginalnego akcentu papieskiego.
    Śledzę wątek papieski, jak również wątki dotyczące innych religii od dawna z wielu powodów. Jednym z nich jest trwałość ich dogmatów i struktur administracyjnych mimo szalonego postępu nauki już od XIX wieku. Drugim powodem jest liczbowa dominacja nad ateistami ludzi „religijnych”, a właściwie to tylko z pokolenia na pokolenie zaliczających siebie do wyznawców jednej czy drugiej religii. Oznacza to, że większości ludzi osiągnięcia nauk przyrodniczych nie interesują (mimo pobierania tej wiedzy w szkołach). A dogmatów religijnych nie roztrząsają, tylko przyjmują je wprost, nie zważając na grzechy kościołów i ich duszpasterzy, bo tak jest najwygodniej. Doszedłem do przekonania, że większości Homo sapiens religia jest wręcz potrzebna, i to z wielu powodów. Dopiero w XXI wieku zaczął się przeciwreligijny bunt nastolatków. Bunty były już od samego początku istnienia współczesnych religii, ale były one wewnątrzreligijne i doprowadzały tylko do wyłaniania się nowych religijnych odłamów.
    No dobrze, po tym przydługim wstępie, przechodzę do rzeczy. Przywołanie papieża Jana-Pawła II, było zamierzone dla ilustracji, jak długo trzeba czekać, aby religijny przywódca wreszcie zaakceptował (oczywiście nie do końca) długo zwalczane osiągnięcia nauk przyrodniczych. Lepszą ilustracją wielowiekowej walki z postępami nauk przyrodniczych jest tylko rehabilitacja Galileusza, jednego z najwybitniejszych uczonych wszechczasów (fizyka, astronoma, matematyka) też przez Jana-Pawła II dopiero 300 lat po śmierci. Galileusz na szczęście uniknął spalenia na stosie. Ale zapłacił za to wyrzeczeniem się swoich przekonań na temat kopernikańskich „herezji”, i nawet ich przeklęciem. No i nadal prawda jest taka, że niezmienne dogmaty religijne u większości ludzi wygrywają z wynikami osiągnieć nauki.

    Teraz krótko – „cudy”, czy „cuda”? Dla mnie sprawa jest bardzo jasna – „cuda” dotyczą religijnych interpretacji inaczej niewytłumaczalnych zjawisk domniemanych. Natomiast „cudy” dotyczą niezaprzeczalnych zjawisk fizycznych, które poddają się badaniom naukowym i opisowi matematycznemu, ale ich wystąpienie opisywane jest niezwykle małym prawdopodobieństwem.

    I jeszcze jedno „cyfry arabskie” nie są arabskie. Arabowie w szczytowym okresie rozwoju ich nauki, przejęli je od Hindusów. Tam właśnie narodziła się matematyka, a i dzisiaj hindusi są w czołówce, tyle że w USA. Kiedy Europa po długich wiekach ciemnych, zaczęła przejmować zdobycze nauki (i medycyny) arabskiej przejęła też „arabski” zapis matematyczny, tyle tylko że cyframi tak naprawdę to hinduskimi.

  5. Aleksandrze, chętnie się odniosę do poszczególnych cudów, ale mam sporo uwag, a tutaj jest za mało miejsca. Byłoby to nieczytelne i niewygodne. Wkrótce zamieszczę oddzielną notkę, w części o charakterze polemicznym. Być może jeszcze dziś późnym wieczorem.

  6. Matematyka opierająca się na liczbach rzymskich, miałaby nieco inne zasady. Gdybyśmy mieli sześć palców na każdej dłoni, nie używalibyśmy systemy dziesiętnego. Matematyka jest sposobem opisu Wszechświata, tak jak różne języki, nie jego cechą. Bywa precyzyjna jak i urojona. Podsumowując, jest narzędziem naszej ograniczonej percepcji a nie cudem.

    • „Matematyka opierająca się na liczbach rzymskich, miałaby nieco inne zasady. Gdybyśmy mieli sześć palców na każdej dłoni, nie używalibyśmy systemy dziesiętnego.”
      Niezależnie od systemu liczenia (dwójkowy, ósemkowy, szesnastkowy itp.) zasady są te same. Zmienia się tylko ilość znaków (cyfr).

      „Matematyka jest sposobem opisu Wszechświata, … , nie jego cechą.”
      A skąd to wiesz, skoro nikt tego nie wie? Można tylko snuć przypuszczenia i tworzyć teorie. Matematyczność wszechświata jest możliwa i wielce prawdopodobna, jednak mamy zbyt mało danych, żeby to potwierdzić. Stąd też masz słuszność, że dla ograniczonych poznawczo ludzi jest obecnie tylko sposobem opisu wszechświata. Jedno nie wyklucza drugiego.

  7. Jak można postrzegać masowe wymierania jako cud? Eksterminacja gatunków na skalę globalną należy uznać za tragiczny genocyd. Tylko dla Homo sapiens to cud, że się pojawił na tej planecie kosztem innych gatunków. Ewolucja nigdy nie tworzy doskonałych tworów, niezależnie od czasów i środowiska. Organizmy żywe są na tyle skuteczne by przetrwać i nic więcej. Dzisiejsze ekosystemy wcale nie są bardziej złożone, niż z te z ery świetności dinozaurów. Nowe badania i odkrycia to potwierdzają. Wiadomo, po wymieraniu życie na planecie potrzebuje czasu na odbudowę i eksperymenty (kambr, perm, trias, paleocen).

    • Cyt.: „Jak można postrzegać masowe wymierania jako cud?”
      Przeczytaj jeszcze raz pierwsze zdanie „Cudu piątego”, ale ze zrozumieniem. Autor artykułu napisał, że cudem było przetrwanie życia na Ziemi pomimo powtarzających się kataklizmów, a nie masowe wymieranie.

  8. Co do matematyki, to oczywiście moje zdanie. Nigdzie nie twierdzę, że tak niezbicie jest. Czyż nie można wyrazić własnej opinii? A Ty skąd wiesz, że jest matematyczny? Jeśli chodzi o masowe wymierania, masz słuszność. Chociaż nie uważam, żeby cudem było jego przetrwanie. Nie wiemy jak to jest na innych planetach. Tak samo z jego powstaniem.

    • Cyt.: „A Ty skąd wiesz, że jest matematyczny?”
      Napisałem przecież, że nikt tego nie wie. Napisałem jedynie, że „jest możliwa i wielce prawdopodobna”. Nie napisałem natomiast, że świat na pewno jest matematyczny.
      Zauważ, że już przy dzisiejszym stanie naszej wiedzy wiele zjawisk matematyka opisała precyzyjnie. Kto wie na jakim poziomie nauki przyrodnicze będą za 100 czy 1000 lat. Jakie prawidłowości matematycy odkryją. Im więcej elementów składowych wszechświata da się opisać wzorami matematycznymi, tym bliżej będziemy potwierdzenia jego matematyczności. Z drugiej zaś strony, wielu zjawisk nie da się obecnie sprowadzić do postaci wzorów matematycznych chociażby ze względu na ich złożoność. Ciekawostką jest np. niemożność uzyskania całkowicie losowych liczb za pomocą komputera pomimo, że losowość/przypadkowość towarzyszy nam od momentu poczęcia na każdym kroku. Ale czy to wynika z niematematyczności wszechświata, czy może raczej z możliwości poznawczych ludzkości ograniczonych rozmiarami wszechświata. Tak więc na dzień dzisiejszy musimy przyjąć obie możliwości.

  9. No właśnie, matematyka sprawdza się w układach prostych i zamkniętych a nie w złożonych i chaotycznych. Kiedy ostatnio matematyka pchnęła świat do przodu? Dlaczego twórcy SI wolą kopiować działanie ludzkich neuronów niż wymyślać zaawansowanie matematycznie algorytmy? Czy opisanie wzorem całego Wszechświata, coś by zmieniło? Moim zdaniem odkrycie materii egzotycznej, jak choćby czarnych fotonów, odmieniłoby świat na zawsze, bez tych całych sinusów i cosinusów. Nowe odkrycia z kosmicznych teleskopów, zaskakują fizyków. Nie takie były obliczenia i przewidywania. Oczywiście matematyka jest potrzebna i przydatna, no ale bez przesady.

    • Cyt.: „No właśnie, matematyka sprawdza się w układach prostych i zamkniętych a nie w złożonych i chaotycznych.”
      Może i tak, ale układy złożone to suma wielu układów prostych. Znając wzór na układ prosty oraz wzór na wzajemne oddziaływania tych układów możemy opisać matematycznie układ złożony. Najprostszym przykładem jest budynek (składający się z wielu różnych elementów) i jego projekt (wymiary, wytrzymałość, charakterystyka energetyczna itd. – wszystko to opiera się na matematyce). Nie wiadomo jak na razie, czy chaos faktycznie jest chaotyczny, czy to tylko pozory. Gdybyśmy poznali wszystkie składowe chaosu, może dałoby się opisać go wzorem matematycznym. A może poziom skomplikowania takiego wzoru byłby zbyt duży. Przyszłość w tym temacie jest otwarta.
      Cyt: „Kiedy ostatnio matematyka pchnęła świat do przodu?”
      Moim zdaniem cały czas to robi. Nie dostrzegasz postępu technologicznego? Bez matematyki nie byłby możliwy. Telefony komórkowe nie są dla Ciebie dowodem na to? A to tylko jeden z wielu przykładów z otoczenia. Cała inżynieria opiera się na matematyce.
      Cyt.: „Oczywiście matematyka jest potrzebna i przydatna, no ale bez przesady.”
      Z tego zdania wnioskuję, że masz duszę romantyka i chciałbyś, żeby świat chociaż odrobinę pozostał tajemniczy i nieopisany. Nic w tym złego, ale postępu nie powstrzymasz.

  10. Skoro układ złożony to suma układów prostych, to nie powinno być problemu z tworzeniem żywych organizmów od postaw. Wystarczy wszystko dokładnie wyliczyć i puff, jest! Jak dla mnie, nawet proste elementy tworzą nową jakość której nie da się po prostu zsumować. Dom zbudujesz, żywej komórki nie. Owszem matematyka pomogła stworzyć telefony czy komputery, lecz zapominasz, że ktoś najpierw musiał sobie wyobrazić (mam głównie na myśli Steva Jobsa) takie urządzenie. Nie wziął kartki, nabazgrał cyferki, pi razy drzwi, i o to jest telefon! Piszę nieco sarkastycznie i uważam, że matematyka jest przeceniana w szczególności w odniesieniu do zrozumienia organizmów żywych.

    • Cyt.: „Skoro układ złożony to suma układów prostych, to nie powinno być problemu z tworzeniem żywych organizmów od postaw.”
      Myślę, że to tylko kwestia czasu, możliwe nawet, że nie tak odległego.
      Cyt.:” Najpierw musiał sobie wyobrazić (mam głównie na myśli Steva Jobsa) takie urządzenie.”
      Oczywistym jest, że wynalazki mają początek w głowach wynalazców, ale większość z tych wynalazków bez obliczeń matematycznych, projektów itd. nie ujrzałaby światła dziennego lub zwyczajnie by nie działała. Komputer także.
      Cyt.: „Owszem matematyka pomogła stworzyć telefony czy komputery…”
      Nie tylko pomogła, lecz w ogóle umożliwiła. Bez matematyki ani Turing, ani Jobs niczego by nie zbudowali, niezależnie ile pomysłów mieliby w głowach. Każdy, nawet najmniejszy element komputera oraz jego działanie zostały bardzo precyzyjnie wyliczone i zaprojektowane (co do nanometra). Ponadto bez matematyki (system liczenia) komputer to tylko złom. W końcu to cyfrowa maszyna licząca niezależnie od systemu, na którym pracuje – dwójkowy, ósemkowy, czy szesnastkowy.
      Mam odmienne zdanie w związku z matematyką. Większość z nas nie docenia jej potęgi i możliwości, a przecież cały ludzki świat działa w oparciu o nią od tysięcy lat. Piramidy, koloseum, akwedukty itd. nie powstawały „na oko”, lecz były bardzo precyzyjnie projektowane w oparciu o ówczesną wiedzę matematyczną.
      Nie bez powodu matematyka jest „królową nauk”.
      Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie naszą cywilizację bez matematyki? Wątpię. Musielibyśmy powrócić do jaskiń.

  11. Z architekturą masz rację. Nie zgadzam się, że za sprawą matematyki będzie można konstruować całe gatunki. Będzie można, dzięki edycji genów, symbiogenezie, ogólnie biologii. Matematyka będzie narzędziem które umożliwi powstanie bardziej zaawansowanych drukarek 3D, co najwyżej. Tu się nie zgodzimy. Wolę poznawać cudowne, nieznane mi gatunki na tej wspaniałej stronie czy z książek Pana Kozłowskiego niż czytać wypociny jakiegoś matematyka który sobie wyliczył jak owe gatunki mogą wyglądać i ile ich jest.

    • Cyt.: „Wolę poznawać cudowne, nieznane mi gatunki na tej wspaniałej stronie czy z książek Pana Kozłowskiego”
      Bez matematyki nie mógłbyś tego robić, bo cały Internet, a więc i ta strona, istnieją dzięki matematyce (system binarny). Ja zaś wolę poznawać te gatunki w terenie, co szczerze polecam, bo żadna książka, ani Internet nie zastąpią realnego świata.
      Cyt.: „…matematyka, który sobie wyliczył jak owe gatunki mogą wyglądać i ile ich jest.”
      Możliwe, że taka smutna rzeczywistość, prędzej czy później, czeka kolejne pokolenia. Degradacja środowiska i masowe wymieranie gatunków mogą doprowadzić do tego, że w przyszłości gatunki trzeba będzie produkować w biodrukarkach 3D (lub z wykorzystaniem nanorobotów) i reintrodukować odpowiednio zmodyfikowane wersje, aby były odporniejsze na zanieczyszczenie środowiska. Zapewne powstaną też cyfrowe bazy DNA organizmów – czyli taka futurystyczna wersja arki Noego.
      Pozdrawiam

  12. Ja też poznaję poprzez obserwację w środowisku. Wszystkich gatunków jednak nie jestem w stanie zobaczyć jak choćby Koroniec piłkorogi. Internet czy książka to narzędzia. Kreują je ludzie z pasją i wiedzą. Świat o którym piszesz, cóż nie chciałbym w nim żyć. Aczkolwiek zgadzam się z tym, że tak będzie.

  13. Dyskusja ciekawie się rozkręca; teraz poboczny wątek matematyki. No to również mi wypada wypowiedziewć się na jej temat. Ale w tym temacie dam oddzielny artykuł. Jest to kopia „krótkiego traktatu” opublikowanego na mojej fotostronie. Tam dyskusja jest jednak zablokowana. U Rafała dyskusja ma już swoją tradycję, i niech tak zostanie.

Zostaw odpowiedź