Filozofia

Wiem że nic nie wiem (Sokrates, V wiek p.n.e.)
Na szczęście Sokrates i inni wcześni greccy filozofowie wskazali drogę poznawania. Odrzucili mity, a zwrócili się w kierunku przyrody i zaczęli pytać jak funkcjonuje świat i jakie były jego początki. Zaczęli zastanawiać się, jaka może być rządząca światem „zasada wszechrzeczy”. Czyż nie to samo było w istocie motorem prac najtęższych współczesnych nam umysłów – Alfreda Einsteina i Stephena Hawkinga. Zgodnie z oceną Sokratesa, również dzisiaj nadal nasza niewiedza w tej materii jest przeogromna. Archaicznych greckich filozofów należy cenić za to, że przed dwoma i pół tysiącem lat mieli odwagę przeciwstawiać się wierzeniom i, wyznając potęgę myślenia, zadawać pytania, dociekać natury rzeczywistości, dyskutować. Pytania i dyskusje są ważniejsze od odpowiedzi, które nie od razu muszą być prawidłowe. Zadajmy pytania; nie szkodzi jeżeli nie znajdziemy odpowiedzi, może znajdzie ją ktoś inny.

Pierwszym greckim (jońskim) filozofem był chyba Tales z Miletu (VI wieku p.n.e.), który uznał, że atrybutem życia jest ruch. W tym samym czasie Anaksymander (też z Miletu) zaproponował ewolucyjny rozwój naszego świata i wprowadził termin „arche” na określenie zasady wszechrzeczy, źródło i początek wszystkiego. Również był wyznawcą wiecznego ruchu, a także zmienności oraz nieskończoności wszechświata i cykliczności procesów występujących w przyrodzie. Uważał nawet, co zostało udowodnione dopiero 2,5 tys. lat później, że zwierzęta lądowe wywodzą się od zwierząt morskich. Był nawet tak odważny, że rodowód człowieka widział w innych wcześniejszych gatunkach.

Okazuje się zatem, że Karol Darwin i Alfred Russel Wallace nie byli w tej materii pierwsi. Niestety, od greckich filozofów oddzielały ich długie „wieki ciemne”, w których myśli greckich uczonych zostały zaprzepaszczone. Dopiero w epoce Odrodzenia (wiek XV i XVI; Giordano Bruno, Mikołaj Kopernik), a później Oświecenia (wiek XII; Immanuel Kant) zaczęto zrywać ze średniowieczną scholastyką i nawiązano do sposobu myślenia starożytnych filozofów. Powrócono do uprawiania matematyki, fizyki i szeroko pojmowanego przyrodoznawstwa.

Ale wróćmy do starożytności greckiej. Do greckiej, a nie wschodniej (Indyjskiej, chińskiej), ponieważ kultura europejska ma swoje korzenie w basenie Morza Śródziemnego. Prawdopodobnie przed Talesem istniały próby podejmowania zagadnień filozoficznych w greckim obszarze Morza Jońskiego, jednak brak jest na to mocnych dowodów. Zresztą Tales także nie pozostawił zapisanych treści swoich rozmyślań. Jego aktywność filozoficzna znana jest z relacji późniejszych filozofów, zwłaszcza Arystotelesa.

Z wielkim szacunkiem odnoszę się do starożytnych filozofów greckich za ich odwagę negowania mitów (z których, jak się uważa, zrodziła się filozofia) i promowanie poznawania świata w oparciu o fakty i racjonalne myślenie. Dało to początek pierwszemu poważnemu nurtowi określanemu jako filozofia przyrody oraz rozważaniom etyczno-moralnym. Nie można przecenić ich wkładu w rozwój matematyki. Tu najlepszym przykładem jest Pitagoras i jego szkoła (VI wieku p.n.e.): opracowanie systemu dziesiętnego czy tabliczki mnożenia, a w obszarze geometrii twierdzenie Pitagorasa, elipsa, hiperbola, parabola. I dalej – jakże istotne były ówczesne „herezje” Pitagorasa, że Ziemia jest kulą i obraca się wokół własnej osi, a także krąży z innymi ciałami niebieskimi wokół centralnej ognistej kuli. Za takie „herezje” Giordano Bruno w XVI wieku n.e. został spalony na stosie, dzieło Mikołaja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich” zostało zakazane, Galileusz (Galileo Galilei) musiał się wyrzec swoich „herezji”, a nawet je przekląć wobec rzymskiej inkwizycji. Czyż można nie cenić greckich filozofów otwierających umysły w celu poznawania świata ponad dwa tysiące lat wcześniej.

Heraklit z Efezu (VI/V wieku p.n.e. uznawał, że nie ma w nim nic trwałego, że świat jest dynamiczny i wszystko ulega zmianom, że istnieje tylko ciągłość narodzin i umierania. Wymienię jeszcze trzech wielkich przedstawicieli starożytnej filozofii. Demokryt z Abdery (V wiek p.n.e.) uznawał, że poznawanie tylko zmysłowe jest niepewne; że prawdziwe poznanie wymaga użycia rozumu. Analizował też pojęcie harmonii życia, wskazując na potrzebę zachowania umiaru oraz panowanie rozumu nad namiętnościami. Twierdził, że każda materia składa się z niepodzielnych podstawowych elementów – atomów, które mają różne kształty. Istnieją tylko atomy, a poza nim niema nic (próżnia). Skupiskiem atomów, wg Demokryta, jest zarówno materialny rozum jak i materialna dusza; ta druga zbudowana miała być z atomów idealnie kulistych.

Sokrates (V wiek p.n.e.) miał świadomość własnej wielkiej niewiedzy. Tworząc podstawy etyki, uznawał istnienie absolutnej prawdy i absolutnego dobra oraz zła,. Warunkiem szczęścia człowieka, według Sokratesa, jest cnota definiowana jako wiedza etyczna. Nie jest ona jednak cechą wrodzoną; człowiek nabywa ją w ciągu swojego życia. Wskazywał, że do prawdy należy dochodzić przez dialog, co umożliwia wyjście z własnego obszaru niewiedzy. Jakże ważne jest to każdego dnia również dzisiaj; i jak niechętnie wielu z nas z tego zalecenia korzysta. Uważa się, że Sokrates dał początek późniejszej filozofii europejskiej.

Platon (V/IV wiek p.n.e.), wybitny uczeń Sokratesa, uznawał że wiedza pochodzi z poznawania. Pytał o wszystko co istnieje i analizował sens różnych pojęć i bytów niematerialnych, takich jak cnoty, miłość, sztuka, piękno (czym jest i na czym ono polega). Swoje dociekania humanistyczne rozwijał w kierunku teoretycznym, bardziej wyidealizowanym. Uznawał dualizm rzeczy (bytów materialnych) i idei (bytów niematerialnych). Platon, podobnie jak inni starożytni filozofowie, obok ludzkiej cielesności wyznawał również istnienie duszy. Do największych osiągnięć Platona trzeba zaliczyć skierowanie starożytnej nauki na rozważania o ideach. W tym obszarze rozważał o teoretycznie wymyślonych, doskonałych (utopijnych) państwach. Dzieła Platona wyróżniały się dużym walorem literackim, co na pewno wynikało z jego wcześniejszych zainteresowań poezją.

Podwaliny sensownej dyskusji wskazał kolejny starożytny Grek, uczeń PlatonaArystoteles (IV wiek p.n.e.; zadziwienie początkiem filozofii), wyznawca empiryzmu i racjonalizmu; ostatni z filozofów starożytności, który filozofię traktował jako wiedzę całościową. Opracował zasady logiki, dedukcji, retoryki i estetyki. Arystoteles, podobnie jak Platon, wyznawał dualizm świata i był zwolennikiem jego empirycznego poznawania; opisywał rzeczywistość jako połączenie materii i formy. Ciekawa była jego interpretacja materii jako „pierwotnego substratu każdej rzeczy, z którego ona powstaje w sposób nieprzypadkowy”. Trudno się z tym nie zgodzić. W człowieku Arystoteles, podobnie jak wielu innych filozofów, uznawał istnienie nie tylko ciała, ale i duszy, przy czym według niego dusza (duchowość) człowieka miała trojaką naturę. Wyróżniał duszę wegetatywną (odżywianie i wzrost jak u roślin), zmysłową duszę zwierzęcą (postrzeganie, odbieranie wrażeń, doznawanie uczuć) oraz duszę odpowiedzialna za myślenie osadzona w ludzkie rozumie. Arystoteles, podobnie jak Demokryt twierdził, że poznawanie powinno być oparte wprawdzie o doznania zmysłowe, ale zrozumienie tego co poznajemy wymaga jednak pracy umysłu. Tyle tylko, że wielu nadal nie lubi go używać, przyjmując jako pewnik prawdy objawione w stałych dogmatach.

Po okresie długich prób obejmowania przez greckich filozofów w obszarze filozofii całości ówczesnej wiedzy o przyrodzie i człowieku, w okresie od III wieku p.n.e. do VI wieku n.e., nastąpiło powolne wyodrębnianie się pojedynczych dyscyplin, takich jak matematyka, astronomia, mechanika czy medycyna. Filozofia, już nie tylko grecka, ale Rzymu i całego basenu Morza Śródziemnego, jako dziedzina nauki ukierunkowała się w tym czasie głównie na człowieka, na jego wnętrze, umysł (dzisiaj wyróżnia się filozofię umysłu), mentalność, duchowość, i przez długie wieki koncentrowała się na religii. Rozwijane były systemy filozoficzne. W dobie oświecenia dominował kult rozumu, ale filozofia romantyzmu podkreślała wagę uczuć w życiu człowieka. Późniejsze propozycje filozofów są dla mnie często niezrozumiałe albo niezgodne z moimi odczuciami.

Wracając do myśli wywodzącej się z archaicznej filozofii greckiej – w naszym ludzkim świecie mamy dwa rodzaje bytów – fizyczne istniejące z „natury rzeczy” oraz stworzone przez człowieka (sofiści): państwa, granice, prawo, etyka, pieniądz, dzieła literackie, malarstwo, rzeźba, fotografia, muzyka, Internet, świat wirtualny, sztuczna inteligencja, …

PS
Czym dla mnie jest filozofia? Tylko, że nie ta nauczana na uniwersytetach. W języku angielskim najważniejszy używany do dzisiaj stopień naukowy PhD (Doctor of Philosophy) znaczy tyle co doktor nauk, i może dotyczyć doktoratu w zakresie dowolnej dyscypliny naukowej. Widzę to jako najstarszą i najwierniejszą interpretację filozofii archaicznej, jako nauki uprawianej przez poznawanie, dociekanie, badanie, niezależnie czy dotyczy to spekulacji myślowych czy badań zjawisk i procesów przyrodniczych w najszerszym znaczeniu tego terminu. Starożytnych, archaicznych filozofów cenię, ponieważ nie uznawali ograniczeń.


Nawiązując do mailowej dyskusji z avidalem
Rafale, przytoczyłeś filozofów nieznanych mi.
Odnośnie Daniela Dennetta – nie przemawia do mnie jego wyjaśnianie kulturowego rozwoju człowieka memami, i że ludzka kultura i ludzkie osiągnięcia zaistniały w mechanizmie bezmyślnej selekcji na podobieństwo ewolucji przyrody. Ma to być prowokacja? Memów nie lubię, a jeszcze bardziej avatarów, bo jest to choroba XXI wieku, symbolicznie – ucieczka ze świata realnego w świat wirtualny. Dlaczego ludzie usiłują bez istotnego powodu ukryć się za avatarami i uniemożliwiać czytelnikowi identyfikację? Rozumiem to, kiedy identyfikacja grozi niebezpieczeństwem, jak podczas wojny czy choćby szpiegowania i innych tego typu niecnych ludzkich aktywności.

Podobnie nie przyjmuję rozważań Dennetta na temat świadomości; być może nie rozumiem go. „Moja” świadomość ma bardzo prostą interpretację – „mam świadomość, ponieważ wiem że jestem, ponieważ zdaję sobie sprawę ze swojego istnienia bez potrzeby patrzenia w lustro oraz świadomie jestem aktywny w znanym mi (wprawdzie tylko w jakimś stopniu) realnym świecie”. W XXI wieku mamy jednak ucieczkę ludzi ze świata realnego w świat wirtualny. I tu jest problem – mam bowiem świadomość, że granica między tymi światami już się zatarła. I znowu, mam też świadomość, że muszę uczestniczyć w tym dualistycznym świecie nawet gdybym nie chciał.

A teraz krótko co do Bertranda Russella; uważam, że należy go cenić przede wszystkim za odwagę i bezwzględnie pacyfistyczną postawę życiową. Jego logicystycznego flirtu z matematyką to jednak nie trawię. Nie trawię również innych jego słownie zagmatwanych filozoficznych propozycji.
Generalnie, nowożytna filozofia jawi mi się jako ciągłe mielenie pojęć, idei, koncepcji czy interpretacji w sporym (chociaż nie całkowitym) oderwaniu od spraw, jakimi żyje „normalny” człowiek – cokolwiek znaczy „normalny”. Pozostawiam to filozofom.


Aleksander Chmiel

3 thoughts on “Filozofia

  1. Zgadzam się, że współczesna filozofia (ale czy na pewno tylko współczesna?) jawi się jako jałowa (to chyba najlepsze słowo w tym kontekście, choć go nie lubię) komuś takiemu jak ja czy Ty, czyli zwyczajnej osobie bez implikacji do rozdzielania włosa na czworo. A przecież na pewno nie wszystko już powiedziano. To być może dlatego, że w porównaniu z nauką filozofia ma tak niewiele do zaoferowania, przynajmniej z praktycznego punktu widzenia. Traci może nie tyle na znaczeniu, co na sile oddziaływania na odbiorców wraz z rozwojem nauki. Nie bez powodu brak filozofii w programie nauczania na podstawowych poziomach. Nie wiem, czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie – za siebie powiem, że nie rozpaczam nad tym faktem.

    Jeśli chodzi o Dennetta, to doceniam jego wysiłki jako filozofa nauki na rzecz nadania większej rangi poznawczej wiedzy naukowej. W filozofii nauka bywa zwykle przedstawiana jako jedna z równorzędnych, a bywa że i bardziej poślednich form opisu rzeczywistości i przez to jej znaczenie bywa bagatelizowane, a wręcz lekceważone. Nader często bywa przedstawiana jako ułomna i niewiarygodna, naświetlająca świat z jednej tylko, materialistycznej perspektywy – jako wybiórcza. Dennett próbuje zdemaskować ten sposób jej traktowania jako krzywdzący, a ja się z nim zgadzam. Choc przyznam, że ma dość ciężkie pióro i niełatwo się go czyta.
    Naturalną konsekwencją tej demaskacji staje się dla niego krytyka religii – wszak to jeden z 4 tzw. jeźdźców apokalipsy.
    Akurat mam pod ręka jedną z jego książek, więc umieszczę cytat obrazujący dość klarownie jego podejście do religii właśnie.

    „Wielu jest ludzi głęboko religijnych, którzy zawsze są gotowi bronić swoich przekonań przed trybunałem rozumu i perswazji. Bez trudu przyjmą oni wszystkie te uwagi – z wyjątkiem postawienia ich wobec dyplomatycznej decyzji, czy mają przyłączyć się do mnie i próbować przekonać swoich mniej racjonalnych współwyznawców, że postawa nieprzejednania źle służy ich religii. Na tym właśnie polega jeden z najtrudniejszych problemów moralnych, jakie dziś stoją przed światem. Każda religia – oprócz rozproszonych i marginalnych kultów z gruntu toksycznych – ma zdrową populację ludzi nastawionych ekumenicznie, otwartych na osoby innej wiary lub w ogóle areligijne i gotowe rozważać moralne dylematy współczesności w racjonalny sposób. W lipcu 2004 roku zwołany został w Barcelonie czwarty Parlament Religii Świata, na którym przez tydzień przedstawiciele różnych religii zbierali się na seminariach, sympozjach, sesjach plenarnych, spektaklach i w miejscach modlitwy, przestrzegając tych samych zasad:
    – słuchaj i bądź wysłuchiwany, tak by każdy głos docierał do adresatów
    – mów i niech inni mówią do ciebie z pełnym szacunkiem
    – ucz się cudzej perspektywy i zastanawiaj się nad poglądami innych
    – rozwijaj i pogłębiaj wzajemne zrozumienie
    oraz
    – odkrywaj nowe sposoby myślenia

    Kolorowe grupy rozmaicie odzianych księży i guru, zakonnic i mnichów, chórów i tancerzy, którzy wymieniali uściski dłoni i z szacunkiem słuchali się nawzajem – był to bardzo budujący widok, lecz każdy z tych energicznych i pełnych dobrych intencji ludzi jest dziwnie bezradny wobec swoich radykalnych współwyznawców. W wielu wypadkach po prostu ich się boi. Umiarkowani muzułmanie nie zdołali zwrócić islamskiej opinii społecznej przeciwko wahhabistom i innym ekstremistom, a umiarkowani chrześcijanie, żydzi i hindusi są równie niezaradni, gdy chodzi o sprzeciw wobec oburzających żądań i działań swoich radykalnych elementów.
    Nadszedł czas, by rozsądni wyznawcy wszelkich wiar zdobyli się na odwagę i wytrwałość potrzebną do zerwania z tradycją, która respektuje bezgraniczną miłość do Boga. Nie zasługuje ona nie tylko na szacunek, lecz nawet na wybaczenie; jest czymś, czego trzeba się wstydzić. Najbardziej zaś wstydzić się powinni księża, rabini, imamowie i inni eksperci, którzy w odpowiedzi na szczere prośby wyznawców danej wiary o przewodnictwo moralne ukrywają brak własnych argumentów w trudnych sprawach za parawanem „nieomylnej” (czytaj: niepodlegającej krytyce) interpretacji świętych tekstów. Obdarzanie autorytetem religijnego przywódcy przez ufającą mu osobę świecką, głęboko przywiązaną do danej tradycji religijnej, to jedna rzecz; całkiem inna rzeczą jest pretendowanie przez takich przywódców do tego, że odkrywają (dzięki posiadanej wiedzy) właściwe odpowiedzi swojej tradycji w procesie, który trzeba przyjąć na wiarę i który nie podlega nawet najbardziej życzliwej krytyce.[…]

    Ludzie, którzy zajmują się religiami i starają się uczynić je bardziej atrakcyjnymi, muszą być obarczani podobną odpowiedzialnością za szkody, jakie wyrządzają niektórzy spośród nich, których zwabiają i zapewniają, że są godni szacunku. Obrońcy religii chętnie wskazują na to, że terroryści mają z reguły polityczne, a nie religijne plany, co zapewne jest prawdą w większości wypadków, być może nawet we wszystkich, lecz nie wyczerpuje sprawy. Polityczne sprawy stosujących przemoc fanatyków występują często w religijnym przebraniu, a oni sami wykorzystują organizacyjna infrastrukturę i tradycje bezkrytycznej wierności religii, która jest przydatna do takich celów. Prawdą jest też, że fanatycy ci rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, inspirują się lub kierują najgłębszymi i najlepszymi zasadami owych tradycji. Ale co z tego? Terroryzm Al-Kaidy i Hamasu nadal pozostaje terroryzmem islamskim, za podkładanie bomb w klinikach aborcyjnych odpowiedzialność ponosi chrześcijaństwo, a za zabójstwa dokonane przez ekstremistów hinduskich odpowiedzialny jest hinduizm.[…]

    Tych umiarkowanych muzułmanów musimy obarczyć odpowiedzialnością za przekształcenie własnej religii – lecz znaczy to, że również umiarkowanych chrześcijan i żydów musimy obarczyć odpowiedzialnością za wszystkie ekscesy występujące w ich własnych tradycjach religijnych. […]

    W jaki sposób my wszyscy możemy zapobiegać wykorzystywaniu aury szacunku, która otacza religię, jako parasole ochronnego dla szaleńczych ekscesów? Pomogłoby w tym traktowanie religii w ogóle nie jako świętej krowy, lecz raczej jako wyboru, który zasługuje na szacunek. Jest to postawa, jaka zajmują wobec niej niektórzy z nas, brajtów – ateistów, agnostyków, wolnomyślicieli, świeckich humanistów i innych ludzi, którzy uwolnili się od swoistego poddaństwa wobec religii. Jesteśmy świadomi wszystkich dobrych funkcji, jakie pełni religia, lecz wolimy czynić dobro za pośrednictwem organizacji świeckich właśnie dlatego, ze nie chcemy uczestniczyć w podtrzymywaniu dobrego imienia religii! Mamy dzięki temu czyste ręce, ale to za mało – nie więcej, niż czynią umiarkowani chrześcijanie, którzy nie finansują organizacji antysemickich w łonie chrześcijaństwa, albo umiarkowani żydzi, którzy swą działalność charytatywną ograniczają do organizacji działających na rzecz pokojowej koegzystencji Palestyńczykow i Izraelczyków. Jest to dopiero początek, należy zrobić więcej: podjąć nieprzyjemne, a nawet niebezpieczne zadanie odebrania religijnej sankcji ekscesom każdej tradycji od wewnątrz. Człowiek religijny, który nie działa aktywnie i publicznie w tym kierunku, zaniedbuje swoje obowiązki – fakt, że sam należy do przestępczej kongregacji, nie usprawiedliwia go: to chrześcijaństwo, islam, judaizm i hinduizm (na przykład) są atrakcyjnymi utrapieniami, a nie jedynie ich odgałęzienia.
    Każdy złowrogi kult, który posługuje się na przykład tekstami i symboliką chrześcijańską jako swymi barwami ochronnymi, obciąża sumienie wszystkich, którzy uważają się za chrześcijan. Dopóki księża, rabini, imamowie i ich owieczki nie potępiają publicznie i imiennie niebezpiecznych osób i kongregacji w swoich szeregach, dopóty wszyscy oni są współwinni.”
    Daniel Dennett, Odczarowanie

  2. Rafale, z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Twoją obronę Dennetta. Chyba kupię tę jego książkę.
    Otóż, przytoczone prze Ciebie cytaty do mnie przemawiają prawie bez zastrzeżeń. To „prawie” jest bardzo malutkie, i być może zniknie po przeczytaniu książki. 🙂

  3. Jak uważasz, ja średnio ją polecam. A to dlatego, że mimo całej sympatii do autora nie uznałbym jej za jakoś szczególnie odkrywczą. Może wystarczy po prostu posłuchać na Youtubie debat z jego udziałem.

Leave a Reply