Demokracja – czy istnieje?

Po upadku komunizmu i socjalizmu (Czy w ogóle istniały? Istniały tylko z nazwy) nasz świat jest zdominowany przez kapitalizm w połączeniu z demokracją. Wydawało się że jest to dobre, a może nawet najlepsze rozwiązanie. Dla kogo? Model demokratyczno-wolnorynkowy zawodzi, ponieważ narażony jest na liczne choroby wewnętrzne. A kiedy demokracja choruje, decydenci nie chcą jej leczyć, ponieważ po zdobyciu władzy, nie leży to w ich interesie. Natomiast wolny rynek z natury rządzi się swoimi prawami, które w zasadzie nie uwzględniają społecznego dobra, a raczej interesy grup dysponujących kapitałem. Kapitalizm wypączkował w XVIII wieku w Anglii w oparciu o przechodzenie w produkcji dóbr z manufaktur do fabryk.

Produkcję przemysłową umożliwiła najpierw energia wody, później pary, a ostatecznie energia elektryczna. Z jednej strony przyniosło to korzyści społeczne w postaci płatnych miejsc pracy umożliwiających wydobycie się wielkiej rzeszy ludzi z mroków feudalizmu i przemieszczenie się ich ze wsi do miast. Z drugiej strony dla ludzi tych była zmiana formy niewolnictwa feudalnego (gdzieniegdzie nadal istnieje) w formę niewolnictwa kapitalistycznego. Niewolnictwo to narasta we współczesnej formie neokapitalizmu. Chociaż ideologicznie kapitalizm (niezależnie dawny czy nowy) i demokracja tworzą całkiem niezłą parę, ten tekst ma być nie o kapitalizmie lecz o towarzyszącej mu demokracji.

Demokrację definiuje się jako rządy ludu, co było przecież głoszone również przez ideologię komunistyczną. I tu, i tu miała być realizowana wola większości obywateli. W jednym i w drugim systemie tak się nie stało. Komunizm przeistoczył się w tyranię jednego przywódcy, a kapitalizm zaowocował chorą demokracją. Demokracja była wadliwa zresztą od samego początku jej zaistnienia w Grecji. Pierwszą demokrację stworzył w latach 508-506 p.n.e. Klejstenes w mieście państwie Ateny. Decyzje były podejmowane przez obywateli (z wykluczeniem kobiet) bezpośrednio, ale stanowili oni zaledwie około 10% mieszkańców Aten (kwitło niewolnictwo). Kiedy Sokrates, wielki filozof humanista i twórca etyki, zalecał w pierwszej na Ziemi demokracji – „człowieku rozumny używaj rozumu i myśl krytycznie” – za używanie rozumu został w sposób demokratyczny stracony z woli ludu.

Demokratyczne wybory są wolą większości (ale czy zawsze świadomej swoich wyborów?). Co w takim razie z potrzebami mniejszości? To proste – mniejszość „nie ma racji”. Demokracja nie sprzyja również dokonywaniu właściwych wyborów, ponieważ większość wyborców nie ma własnego zdania i jest podatna na demagogiczne hasła polityków. Społeczeństwa są pod presją odnoszących sukces populistycznych akcji politycznych przywódców i gospodarczych lobbystów, którzy sieją dezinformację oraz zakłamują rzeczywistość. W demokracji większość wybiera rządząca elitę, która po wyborach, za zasłoną populistycznych haseł realizuje swoje, często wcześniej ukrywane partykularne cele. Tak czy inaczej całością rządzi mniejszość – tzw. polityczna elita.
W tym miejscu warto zwrócić uwagę na istotną zmianę znaczenia określenia władza ludu („ludowładztwo”). W Atenach oznaczało to, że ważne decyzje są podejmowane bezpośrednio przez mających prawo głosu obywateli. Współcześnie nie jest ważne, czy rządzący są wybrani demokratycznie, czy zdobyli siłą, czy nawet swoją władzę odziedziczyli (jak np. w Korei Północnej). Ciekawe, że współczesne europejskie dynastie królewskie też dziedziczą, ale nie władzę, lecz honorową reprezentację swoich krajów. To dobrze, niech tam królują. Rzeczywista władza jest zawsze siłą dyktującą warunki życia społeczeństw. W demokracji mamy władzę sprawowaną nad ludem przez demokratycznie wybrane rządzące elity. Ale po demokratycznych wyborach demokracja się kończy. Bywa nawet, że rządzi jeden człowiek; nie musi nawet formalnie być w składzie rządu.

A na czym tak właściwie powinna polegać istota demokracji? To proste – na rezygnacji z części osobistych wolności, potrzeb i zachcianek, a nawet części swoich ambicji na rzecz wspólnego dobra całego społeczeństwa. Tymczasem demokratycznie wybrani rządzący realizuję przede wszystkim prywatne i wewnątrzpartyjne interesy. Najgorsze jest to, że w demokracji, podobnie jak w innych systemach społecznych, posiadanie władzy można pokochać, a to prowadzi prosto do deprawacji i korupcji.


Gdzie zatem szukać prawdziwej demokracji? Czy w ogóle taka ma szanse istnieć? Myślę że tak, ale nie w społeczeństwach Homo sapiens, lecz u owadów społecznych – mrówek (najliczniejsza populacja o największej masie żywej na Ziemi, około 30% masy wszystkich zwierząt lądowych), u termitów, u os, no i oczywiście u pszczół społecznych (pszczoły samotnice jej nie potrzebują). Przykładem niech będzie najbliższy nam gatunek pszczoły miodnej (Apis mellifera). W pszczelej rodzinie jest królowa matka. Jest pielęgnowana, można by powiedzieć z wielką „miłością” przez swoją niezbyt liczna świtę.

Chociaż w pszczelim państwie panować może tylko jedna królowa, za sprawą mądrości społecznej pszczelej rodziny jest rzeczą normalną, że w warunkach dostatku pyłku i nektaru oraz dużej liczebności pszczelej rodziny, rodzi się nowa królowa matka , a często nawet więcej niż jedna.

Narodziny królowej Fot. Aleksander Chmiel

I co się dzieje? Monarchinie nie podrywają swoich zwolenników do wojny (jak robią to ludzie), lecz rodzina dzieli się na dwie części i stara królowa opuszcza ul z licznym orszakiem wiernych robotnic obładowanych pokarmem. Mechanizm rójki jest dość skomplikowany; podam tylko, że to robotnice przygotowują, a potem zmuszają starą królową do opuszczenia gniazda. W mocnej rodzinie jest średnio około 40 tysięcy robotnic, zatem podział rodziny nie grozi załamaniem się pszczelej społeczności.

Robotnica Fot. Aleksander Chmiel

Fot. Aleksander Chmiel

Fot. Aleksander Chmiel

Fot. Aleksander Chmiel

Jeżeli za sprawą robotnic rodzi się więcej niż jedna nowa królowa, to ta która objęła już tron zabija konkurentkę. Proste? I w pierwszym przypadku i w drugim nie ma podżegania, nie ma wojny, nie giną żołnierze. Gdyby tak mogło być w społeczeństwach ludzkich! Ale to tylko marzenie. U Homo sapiens współcześni główni przywódcy i rozkazodawcy najczęściej siedzą w bezpiecznych gabinetach, albo nawet głęboko w przeciwatomowych bunkrach. Zwykle bojąc się nawet swoich wiernych poddanych. Wybitnym wzorem takiego przywódcy był towarzysz Stalin. Ale nie zawsze tak bywało.
Wracam do demokracji w wersji owadziej. Cały czas w rodzinie pszczelej są bardzo liczne i bardzo pracowite robotnice, które nie tylko ze sobą nie walczą, nie buntują się, ani sobie nie przeszkadzają, a nawet jedna drugiej przekazują pokarm. Skąd taki porządek? Królowe w żadnej rodzinie nie wprowadzają systemu nakazowo-zakazowego; wytwarzają tylko specyficzny hormon, tzw. substancję mateczną; i to wystarczy. Hormon jest zlizywany z ciała królowej przez jej młode dwórki i dalej przekazywany robotnicom. W ten sposób substancja mateczna zespala rodzinę i sprawia, że robotnice na kolejnych etapach swojego życia wykonują kolejne zadania – od opieki nad królową matką, karmienia królowej oraz larw (pszczoły najmłodsze) i sprzątania komórek, przez loty po nektar i pyłek oraz wytwarzanie wosku i budowanie plastrów, po obronę rodziny (strażniczki). Skąd one „same z siebie” wiedzą, że mają przejść do wykonywania nowych zadań, i kiedy?
Czy utrwalona genetycznie demokracja pszczół i niektórych innych owadów (wymienionych na początku) jest dowodem na ich wielką inteligencję społeczną? To o ileż bardziej inteligentny Homo sapiens prawdziwej demokracji stworzyć nie potrafi? A może nie chce? Ale zaraz, czy w ulu jest demokracja? Czy przypadkiem królowa matka nie jest tyranem? Przecież to jej substancja mateczna sprawia, że robotnice zaharowują się na śmierć. Tylko, że śmierć jest wkalkulowana w każde życie.

Jest jeszcze inny problem. W pszczelich rodzinach są nic nie robiące darmozjady – samce (trutnie). Są one nawet pielęgnowane przez robotnice i dobrze odżywiane, ale do czasu. Mają tylko jedno zadanie do wypełnienia, ale już poza ulem – mają zapłodnić nowo obwołane młode królowe. Po spełnieniu tej roli wprawdzie najczęściej wracają do ula i przez jakiś czas są tolerowane, ale kiedy nadchodzi jesień i rodzina pszczela musi oszczędzać pokarm na zimę, trutnie są brutalnie wyganiane na śmierć głodową. Samiec zrobił swoje – samiec ma zniknąć. Tu jednak posunąłem się chyba już za daleko, chociaż w plemieniu starożytnych amazonek podobno też tak bywało.

Wracam do ludzkiej demokracji, która jawi mi się jako nieosiągalna utopijna kraina. Tak zresztą już pierwszą demokrację grecką oceniał Platon. Do ideałów demokracji należy jednak dążyć; tymczasem jest ona stale wypaczana. Można by uznać, że najlepszym, najbliższym prawdziwej demokracji rozwiązaniem społeczno-politycznym jest system sprawowania władzy we współczesnej Szwajcarii, oparty na powszechnych referendach. Tylko że Szwajcaria to mały kraj z mniej niż 10 mln rozsądnych (przynajmniej tak mi się wydaje) obywateli. Dziwne, że demokracja w połączeniu z kapitalizmem przynosi takie efekty, chociaż komunikują się aż czterema zdecydowanie różnymi językami.


23.03.2024

Aleksander Chmiel

4 thoughts on “Demokracja – czy istnieje?

  1. Aleksandrze, bardzo odważne zestawienie społeczności ludzi i pszczoły. Różni nas przecież tak wiele, choćby to że nie wszyscy jesteśmy rodzeństwem. Ale być może nie było innego wyjścia w poszukiwaniu autentycznej demokracji.
    Mnie demokracja kojarzy się z wolnością, mimo wszystko. Z prawem wyboru. Tymczasem robotnice wyboru nie mają. Z tego co kojarzę to nie jest tak, że wszystkie bezwarunkowo rezygnują z macierzyństwa. To siostry im na nie nie pozwalają. To ich genetyczna (tutaj użyję modnego ostatnio słowa, które mnie akurat całkowicie obrzydło) prerogatywa i genetyczny interes jednocześnie.
    Może więc należy pogodzić się ze smutną być może prawdą, że demokracja jest utopią. Może nie na równi z wymienionymi przez Ciebie komunizmem i socjallizmem, ale jednak. Nie wiem tylko, czy powinniśmy tę diagnozę traktować zer-jedynkowo, albo-albo. Wydaje mi się – i więcej, mam taką nadzieję – że ta szczątkowa, okaleczona i często generująca patologie demokracja wciąż stanowi alternatywę korzystniejszą od innych.

    • Rafale, moim zamierzeniem nie było porównywanie dwóch tak genetycznie odległych gatunków, lecz próbą szukania demokracji w świecie żywych organizmów. A że padło na udomowione pszczoły to wynika ze znajomości (tak przynajmniej mi się wydaje) tych owadów. Zastanawiam się, jak to jest u mrówek, ale na ich życiu społecznym nie znam się. Poza tym w tekście stawiam pytania i przemycam swoje wątpliwości do własnych stwierdzeń.

      • U mrówek monoginicznych robotnice z reguły likwidują po jakimś czasie nadmiarowe królowe (albo one same po kolei się eliminują). Zaś u Formica sanguinea, praktykujących fakultatywne niewolnictwo „niewolnice” po przekroczeniu pewnej ilości zabijają królową gospodarza i wprowadzają królową swojego gatunku. Oba te przypadki wskazują na działanie tzw. inteligencji zbiorowej, jakby nie patrzeć jest to przykład demokracji 🙂

  2. Oczywiście, co nie zmienia mojej opinii, ze to było odważne, w dobrym tego słowa znaczeniu.
    Ogólnie demokracja wydaje się być w naturze stanem abstrakcyjnym. Po prostu jej brak. Tym bardziej warto docenić jej dominacje w świecie ludzi. I jak to często bywa, to co naturalne wcale nie jest dobre. Wbrew wszelkim piewcom czegoś wręcz przeciwnego, jednocześnie czerpiacym pełnymi garściami z osiągnięć tak przez nich pogardzanych buntowników. Nawet dla człowieka to relatywnie nowy, wręcz nowatorski wynalazek. Przypomina mi się ostatni sezon Gry o tron i wybory nowego władcy – w ich trakcie Samwell Tarly wygłosił ideę, aby ludzie sami go wybrali. Wszyscy ludzie. Został wyśmiany. Możnowładcy z Westeros nie dorośli do demokracji.

Zostaw odpowiedź