Krytyka neodarwinizmu

20 października 1979 roku – początek słynnej debaty nad fundamentalnymi mechanizmami ewolucji

Spór został zainicjowany artykułem opublikowanym tego dnia przez Stephena J.Goulda i Richarda Lewontina zatytułowanym The Spandrels of San Marco and the Panglossian Paradigm: A Critique of the Adaptationist Programme. Sprowadzał się on do brawurowego, co trzeba przyznać, ataku na powszechnie przyjęty konsensus neodarwinowski. Autorzy artykułu nie tylko skrytykowali, ale wręcz wyśmiali część wydawałoby się ogólnie akceptowalnych koncepcji:

  • adaptacjonizm – wg. nich znacząca część cech fenotypowych to ewolucyjne efekty uboczne, a nie cechy przystosowawcze
  • gen jako podstawowa jednostka doboru – za co najmniej równie istotne, a nawet istotniejsze uznali poziom osobniczy i poziom grupowy
  • wiodąca rola doboru naturalnego – zdegradowali role doboru do jednego z kilku mechanizmów sprawczych, w tym czynników środowiskowych i dryfu genetycznego
  • gradualizm – przekonywali, że specjacja zachodzi skokowo, a nie stopniowo, zatem tempo ewolucji jest niejednostajne. Zakładali, że nawet pojedyncza mutacja prowadzi do tak znaczących zmian fenotypowych, że prowadzą one do powstania nowego gatunku (punktualizm)
  • socjobiologia i psychologia ewolucyjna – wprost nazwali te odnogi ewolucjonizmu nienaukowymi spekulacjami

Hasła te nie przeszły bez echa i znalazły poparcie u Noama Chomsky’ego, Nilesa Elderidge’a i części innych, mniej wpływowych ewolucjonistów.

Po drugiej stronie barykady stanęli Edward Wilson (twórca socjobiologii), Steven Pinker (ceniony psycholog ewolucyjny), Daniel Dennett (filozof nauki, ewolucjonista), a przede wszystkim Richard Dawkins, którego  nie musze przedstawiać. Zdecydowanie i konkretnie zareagowali na próbę ewolucyjnego puczu, odpierając po kolei i konsekwentnie wszystkie argumenty użyte w artykule, a potem wysunięte podczas wieloletniej debaty. Była to pasjonująca walka, a tutaj nie miejsce na szczegółowa relację – podsumowując większość tez uznali za bicie piany, wariacje na temat, z którymi wbrew temu, co twierdzili ich autorzy, neodarwinizm nigdy nie przeczył. Ponieważ to temat-rzeka, tutaj z racji zwięzłego formatu ograniczę się do jednego konkretu. Gould twierdził, że bezprecedensowy, ogromny potencjał intelektualny i rozwojowy ludzkiego mózgu powstał na drodze selekcji naturalnej niosącej praktyczne korzyści dla fenotypu – przetrwaniem w grupie i w określonym środowisku, zaawansowaną zręcznością, wysoką koordynacją ruchową, zdolnością do analizy otoczenia z pozycji dwunożnej, itp. Natomiast wyższe funkcje psychiczne, zdolność do posługiwania się językiem, gramatyka, uczucia wyższe, abstrakcyjne myślenie – wszystko to rodzaj nieplanowanej nadwyżki, dodatkowy bonus, efekt uboczny. Pinker wyczerpująco uzasadnił fałszywość takiego stanowiska, wykazując choćby że język jest nazbyt złożonym, skomplikowanym procesem, aby mógł powstać przypadkowo, przy okazji. Poświęcił tej tematyce część książki Jak działa umysł.

Gould miał to do siebie, że robił wiele hałasu o nic – lub też nader często plótł totalne androny. Nie bez powodu zyskał w środowisku ewolucjonistów opinię wichrzyciela pod publiczkę i pożytecznego idioty kreacjonistów, którzy tylko czekali, aby najmniejszą kontrowersję przekuć na dowód fałszywości ewolucjonizmu.

Jeśli chcielibyście szerzej zagłębić się w meandry tego sporu nazywanego wielką debata nad ewolucją, dajcie znać, a przysiądę na artykułem z prawdziwego zdarzenia. Dla mnie to bez dwóch zdań fascynująca historia, ale podejrzewam, że dla większości z Was niekoniecznie – wszak to stare dzieje. Dlatego pozostawiam Was z tym pytaniem, czy też propozycją. Spodziewam się braku jakiejkolwiek reakcji, ale kto wie.

Główni uczestnicy jednego z najsłynniejszych sporów ewolucjonizmu


20 października 2020 roku, Floryda – umiera Jamesa Randi

Pod pseudonimem Niesamowity Randi występował z powodzeniem jako iluzjonista – to do niego należał rekord Guinessa w przebywaniu pod woda w zamkniętym kufrze; spędził w nim 44 minuty, czym przebił samego Houdiniego. Podczas kariery magika poznał całe zastępy oszustów żerujących na naiwnych osobach wierzących w zdolności paranormalne różnorakich mediów, cudotwórców, jasnowidzów, wróżek, telepatów, ezoteryków z doświadczeniami pozacielesnymi (OOBE) i innych hochsztaplerów. Jako racjonalista z krwi i kości postanowił z jednej strony dać im szansę na udowodnienie rzekomych zdolności, a z drugiej zamierzał zakończyć ich hossę i zedrzeć z nich maski wybrańców tajemnych mocy. Ufundował nagrodę, która w końcowej fazie urosła do miliona dolarów dla każdego kto przed obiektywną komisją i w kontrolowanych warunkach przejdzie testy sprawdzające deklarowane umiejętności. Przez cały okres trwania programu nie znalazła się ani jedna osoba, która byłaby w stanie sprostać wzywaniu i zgarnąć zasłużona nagrodę. A przy tym sławę i prestiż. Ach, gdyby tylko tak nasz Jackowski dostał taką szansę. Randi wysyłał zaproszenia do udziału w testach najbardziej osławionym i medialnym gwiazdom światka cudotwórców. Żaden z nich nie przyjął zaproszenia – najwidoczniej mozolne ciułanie dolarów od klientów uznali za bardziej satysfakcjonujące. No bo przecież nie odmawiali ze strachu przed zdemaskowaniem – co to, to nie.

Ostatecznie sceptycy utwierdzili się w swoich racjach, a wyznawcy czarów i guseł jak byli głupcami, tak nimi pozostali. Randi osiągnął jednak jeden wymierny sukces. Wykrył manipulacje przeprowadzane w celu udowodnienia skuteczności homeopatii, do oceny których został zaproszony redakcję Nature. Był to jeden z wielu kroków prowadzących do marginalizacji homeopatii, jednego z największych przekrętów w dziejach medycyny. Dziś na szczęście popyt na leki homeopatyczne stanowi skromną namiastkę minionego apogeum.

James Randi



19 października

21 października

6 thoughts on “Krytyka neodarwinizmu”

  1. Śmieszne, a zarazem znamienne, że Gould i Lewontin w swoim krytycznym artykule pomylili kontrukcyjne funkcje spandrelu z prawdopodobnie pendentywem. Spandrel ma ważną rolę kontrukcyjną!

    W nawiązaniu do Randiego – niedawno była rocznica tzw. „cudu słońca” w Fatimie, gdzie „najwyższe siły” przygotowały wielotysięcznej widowni „The great gig in the sky” . Wdając się w dyskusję z moim uduchowionym dzieckiem obiecałem znaleźć relację sceptyka obecnego na „widowni” (których ponoć tam trochę było). Poza zdawkowymi wzmiankami nic wiążącego nie znalazłem, co mnie trochę zniesmaczyło.

  2. Gould był dobrym mówcą i zdolnym pisarzem. Słynął z efektownych, pomysłowych porównań. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że viralowych. Szkoda tylko, że zwykle całkowicie nietrafionych. Więc i ta, wspomniana przez Ciebie pomyłka jakoś mnie nie dziwi.

    Co do cudu słońca i temu podobnych słynnych mitów (u nas to będzie maryjny cud nad Wisłą) – – chętnie poznałbym wyniki sondażu badającego, ilu ludzi uznaje te wydarzenia za fakty. Byłoby to znacznie ciekawsze od kolejnego sondażu okołopolitycznego. Obawiam się, ze mógłbym się bardzo niemile zdziwić.

  3. Pod koniec lat 80 i na początku 90tych tych chodziłem regularnie do swietnie działającej Biblioteki Instytutu Zoloogii, a lekturę nowości zaczynałem od Natural History gdzie zawsze był felieton Goulda. Miło się to czytało pomimo językowych ograniczeń. Kubki zimnej wody, które wylewał na głowy rozgtorączkowanych adaptacjonistów przyniosły raczej pozytywny efekt, bo unaoczniały że to wszystko nie jest takie pod linijkę. Podobała mi się opowieść o kciuku pandy. Kciuk (pierwszy palec) u Carnivora w zasadzie zanikł albo przyjął żałosny wygląd „wilczego pazura” znanego (tulko u niektórych!) naszych psów. Ewolucja mogła do pewnego stopnia wyciągać i skracać trąby czy kły, ale nie znane są raczej powroty do pierwotnej funkcji narządów cofniętych do rudimentu. Panda pokazuje, że funkcjonalnie analogowy narząd może się rozwinąć z zupełnie innej anatomii. U pandy to jedna z kości nadgarstka. Chwała mu też za wlanie optymizmu dla osób dotniętych nowotworami. Sam w sile wieku wieku zdiagnowy na „osiem miesięcy życia” wziął się do metodycznego badania społecznych i ewolucyjnych aspektów nowotworów, czego efektem był felieton Mediana to nie wyrok z 1985 roku. Przeżył jecze ponad dwie dekady.

    • Miewał przebłyski, jednak moim zdaniem narobił więcej szkody, niż pożytku. Te wszystkie słabe strony czy to adaptacjonizmu, czy to gradualizacji, czy innych zagadnień były przez niego uwypuklane i przedstawiane jako problemy dyskwalifikujące całe koncepcje. Tymczasem zdawano sobie doskonale sprawę z istniejących niedociągnięć, kontrowersji, odstępstw od reguły. Takie zastrzeżenia, nieraz bardzo poważne, można przecież wysunąć do większości uznanych teorii naukowych – nawet do Teorii Względności. Gould natomiast, choć był zadeklarowanym ewolucjonistą, wykazywał mentalność kreacjonistów i tak jak oni skupiał się na wyszukiwaniu luk, do których można się przyczepić a potem na tej podstawie obalać całą resztę idei, która mu nie pasowała. Tymczasem jedna czy druga alternatywa, którą niekiedy proponował, w owe luki była znacznie bogatsza – ale to już mu nie przeszkadzało.

  4. Jak masz czas to opisz szerzej problem. W dobie zalewu kreacjonizmem po wszelkimi postaciami, każde atrakcyjne stanowisko (tu walka idei ewolucjonistów) jest na wagę złota. To ma większy potencjał na „klikalność” niż suche opisy faktów. Tak w rzeczywistości to prawdopodobnie jest w zależności od taksonu bliższe jednemu lub drugiemu stanowisku. A też czasami to jest kwestia doboru słów i określenia punktu ciężkości przy opisaniu zjawiska.

    • Akurat na jakąś oszałamiającą klikalność w ogóle nie liczę. I mi na niej nie zależy. Dużo bardziej satysfakcjonuje mnie dotarcie do odbiorcy, którego temat faktycznie wciąga – zwykle takich osób nie ma wiele przy tak niszowej tematyce. Myślę, że odświeżę sobie niuanse debaty i to przyniesie efekt w postaci artykułu. Najpierw jednak chcę wreszcie usiąść do drugiej części historii życia i artykułu o tlenie .

      Dzięki za wydanie opinii.

Dodaj komentarz