WTC

11 września 2001 roku

To już 20 lat minęło, ale pamiętam ten dzień. Uderzeniu w pierwszą wieżę szokujące, ale cóż, wypadki się zdarzają. Oglądane na żywo uderzenie numer 2 szok ten po wielokroć spotęgowało. Stało się jasne, że to atak. Z tyłu głowy – może nawet początek globalnego konfliktu. To było tak śmiałe w złym tego słowa znaczeniu, tak bezczelne, że aż absurdalne. A jednak działo się. Ludzie ginęli na twoich oczach a największe mocarstwo świata patrzyło bezradnie.

Co może wydać się dziwne, nie bałem się wtedy. Zagrożenie było jednak zbyt odległe, dotyczyło wielkiego świata. Za to boję się dziś. Nie spadających na budynki porwanych samolotów pasażerskich – w tej kwestii wyciągnięto wnioski i zminimalizowano ryzyko. Boję się głębokiej, religijnej nienawiści zasiewanej w umysłach muzułmanów od najmłodszych lat. Oni nasiąkają nią jak gąbki. Boję się dżihadu. Nie tylko tego z islamskimi kamikadze, ale przede wszystkim tego prowadzonego w złagodzonej formie, skupionego na stopniowym pozyskiwaniu terenu poprzez jego zasiedlanie – a finalnie na implementacji na zdobytych w ten sposób przyczułkach własnych zasad, obłąkańczo chorych, antyludzkich i antypostępowych z punktu widzenia humanizmu. Na tym polu walki Europa dostaje w kość i to mocno i dopiero musi się nauczyć stawać opór. Sromotnie przegrywamy, mam nadzieję że póki co. Kiedy patrzy się na obrazki z Wysp, ze Skandynawii, z Niemiec, z Francji, można i należy być przerażonym. Dżihadyści panoszą się w sposób dotąd niespotykany. Na wielotysięcznych wiecach bez jakichkolwiek przeszkód wygłaszają wrogie innowiercom hasła i popierają stosowanie przemocy. Wywalczyli sobie prawo do osądzania pobratymców we własnych sądach. Do posyłania dzieci do teologicznych szkół zwanych medresami, w których bynajmniej nie przekazuje się wiedzy naukowej (o TE nawet nie ma co wspominać), lecz religijną sieczkę. Gdzieniegdzie jest ich już tak wiele, że są w stanie wprowadzać przedstawicieli do lokalnych władz – a ci robią urządzają sobie modły w urzędach i od religijnych zwodzeń zaczynają obrady. A kiedy ktoś przytomny postanawia temu zapobiec, kiedy ktoś odważy te praktyki skrytykować, wtedy natychmiast oskarżany jest o islamofobię – nie tylko przez samych islamistów, ale o zgrozo także przez totalnie zidiociałe kręgi lewicowe. To szczególnie mnie uwiera, bo mam serce po lewej stronie.

Medresa. Przynajmniej niektórzy z tych chłopców zostaną dżihadystami i bojownikami. To pewne

Uważam, ze każdy emigrant powinien zadeklarować, czy jest muzułmaninem, zanim dostanie pozwolenie na pobyt. Jeśli tak – automatyczny zakaz wjazdu. Jeśli nie – niechaj na poparcie słów spali Koran. Bo wiara religijna czyni z wyznawcy irracjonalnego zwyrola. Natomaist najbardziej niebezpieczne z wierzeń, Islam, czyni z wyznawcy bestię

Jeśli nic się nie zmieni, Europa padnie. Jeszcze nie dziś i nie jutro. Ja tej katastrofy zapewne nie doczekam, ale moje dzieci albo wnuki zapewne już tak. I wcale nie pociesza mnie perspektywa, że jeśli pojawią się skuteczne środki zaradcze, to najprawdopodobniej ze strony radyklanej, brunatnej prawicy. Sam już nie wiem, co gorsze – religijny terror Islamu, czy religijny terror naziolstwa.

Coraz bardziej jestem przekonany, że przyszło mi żyć w momencie. Że jestem szczęściarzem, który przyszedł na świat nie później i nie wcześniej.


11 września 1838 roku w Kaliszu urodził się Adam Asnyk

Aby odetchnąć czymś dla odmiany pięknym i godnym, przypominam jeden z utworów naszego genialnego poety.

Między nami nic nie było!
Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych!
Nic nas z sobą nie łączyło –
Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

Prócz tych woni, barw i blasków,
Unoszących się w przestrzeni;
Prócz szumiących śpiewem lasków
I tej świeżej łąk zieleni;

Prócz tych kaskad i potoków,
Zraszających każdy parów,
Prócz girlandy tęcz, obłoków,
Prócz natury słodkich czarów;

Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
Z których serce zachwyt piło;
Prócz pierwiosnków i powojów, –
Między nami nic nie było!



10 września

12 września


Zostaw odpowiedź