Duch Pienin

Polski jednorożec

Cała historia zaczęła się lipcu 2024 roku w Szczawnicy, gdzie przebywaliśmy z żoną na trzytygodniowym turnusie sanatoryjnym. Przepisane na dany dzień zabiegi sanatoryjne udało się zwykle skumulować do godziny 10.00, tak że już niedługo potem mogłem wsiąść do busa i pojechać na zwiedzanie kolejnej pienińskiej dolinki. Trudno uwierzyć, ale w Pieninach byłem pierwszy raz w życiu i z miejsca się w nich zakochałem, zwłaszcza ujęło mnie światło, o barwie tak podobnej do tej z greckich wysp. Motyli w Pieninach też jest sporo. Ucieszyła mnie obserwacja skalnika driada, górówki medea czy perłowca niobe, ale rzecz jasna będąc w Pieninach chciałem przede wszystkim zobaczyć jego – polskiego owadziego jednorożca, niepylaka apollo. Rozzuchwalony majową obserwacją danaida wędrownego na Maderze byłem pewny, że w ciągu trzech tygodni w pobytu w Pieninach, niepylaka apollo również uda mi się spotkać. Każdy mijający dzień tępił tę moją butę i gasił wiarę. Faktem jest także, że tamtego lata nie zrobiłem jakiegokolwiek rozeznania w literaturze i w poszukiwaniach niepylaka udawałem się nie w te miejsca co trzeba. W końcu zadzwoniłem do Pienińskiego Parku Narodowego (PPN) i zapytałem pana Krzysztofa Karwowskiego (kierownika zespołu do spraw udostępniania Parku do badań naukowych), o możliwość wejścia do sekretnych stanowisk w Parku, aby móc sfotografować niepylaka. Odpowiedział, że to niemożliwe, trzeba mieć zezwolenie wydane przez Ministerstwo Klimatu i Ochrony Środowiska, skierował mnie natomiast do Prywatnej Hodowli Niepylaka na rzecz PPN w Krościenku. Oczywiście odwiedziłem ją i rozmawiałem krótko z jej właścicielem. Było już jednak za późno na obserwację imago, w hodowlanych terrariach były jedynie jaja niepylaka, z których gąsienice wyklują się najwcześniej w lutym, następnego roku. Po powrocie do Krakowa skontaktowałem się z panem Profesorem Ludwikiem Freyem, botanikiem, autorem wielu książek o florze Pienin, m.in. „Atlasu roślin pienińskich” a prywatnie moim mentorem i dobrodziejem. Pan Profesor
Frey wraz ze swoją żoną Wiesławą, tworzą znany duet przyrodników i fotografików, którym Pieniny są nad wyraz bliskie. Dostałem od nich zdjęcia niepylaka apollo, które zrobili w popularnych turystycznie miejscach w Małych Pieninach. Pan Profesor zaznaczył przy tym, że choć w Pieniny razem z żoną jeżdżą od lat, to niepylaka apollo spotkali tam tylko dwa razy, w 2012 i 2013 roku. Otwierałem te zdjęcia od czasu do czasu, traktując je jak cyfrowe amulety, które mnie samego miały doprowadzić do spotkania z niepylakiem, jak się okazało amulety te miały swoją moc.

Parnassius apollo ♂. a. lokalizacja – Szafranówka, Małe Pieniny; b, c. lokalizacja – Palenica Leśnica, Małe Pieniny.
Fot. Ludwik Frey (a), 06.07.2012, Wiesława Frey (b, c), 07.07.2013. Zamieszczono za zgodą autorów

Niepylak apollo w odwrocie

Niepylak apollo, drugi co do wielkości, po pokłonniku osinowcu, motyl dzienny Polski wzmiankowany jest w krajowej bibliografii przyrodniczej od końca XVIII stulecia, w 1780 roku znalazł się bowiem na kartach Zoologii ks. Jana Kluka pod nazwą Heliconius Apollo (3). Z kolei Charles Perthées kartograf króla Stanisława Augusta Poniatowskiego podaje, że pod koniec XVIII stulecia obydwa krajowe gatunki niepylaków: apollo i mnemozyna miały swoje stanowiska nizinne, przy czym niepylak mnemozyna był pospolity w okolicach Warszawy natomiast niepylak apollo występował liczniej w południowej Polsce (4). Do końca XIX wieku wymarły wszystkie nizinne populacje niepylaka apollo: w Sambii, w Kurlandii, w okolicach Warszawy i Kielc, a także populacje górskie w Sudetach. Od początku do połowy XX stulecia wyginęły także jego populacje w Bieszczadach i Beskidach. Z ośmiu podgatunków niepylaka apollo, znanych z Sudetów i Polskich Karpat do naszych czasów przetrwały jedynie dwa: Parnassius apollo frankenbergeri z Pienin Właściwych i P.apollo niesiolowskii z Tatr Zachodnich. Najliczniejsze populacje pienińskie, także ulegały systematycznemu zanikowi.
Jeszcze w okresie międzywojennym niepylak apollo zniknął z Małych Pienin, natomiast na początku lat 90. liczebność podgatunku P.apollo frankenbergeri, ostatniej istniejącej pienińskiej populacji, w masywie Trzech Koron, na piarżysku Spuszczalnica, spadła do około 30 osobników i tym samym podgatunek ten stanął na granicy ekstynkcji. W kolejnych latach wystartował program reintrodukcji niepylaka apollo w Pieninach, który zaliczyć można do najlepszych i najbardziej skutecznych programów ochrony zagrożonego gatunku w Polsce, jaki kiedykolwiek zrealizowano. W 1991 roku na stanowisku w masywie Trzech Koron pobrano 20 gąsienic i odłowiono 2 zapłodnione samice. Wyhodowano z nich do 1994 roku pod Wrocławiem, a potem w Pieninach, najpierw niewielką, z czasem coraz większą ilość imagines, które wsiedlano do 9 wybranych lokalizacji, od piarżyska pomiędzy Grabczychami do zbocza pod Zamkiem Czorsztyn, w Pieninach Właściwych. Częścią programu reintrodukcji gatunku było także systematyczne odtwarzanie siedlisk nieleśnych. Do końca lat 90. liczba dorosłych motyli we wszystkich subpopulacjach osiągnęła 1300 osobników, czyli prawie maksymalną pojemność siedlisk w Pieninach Właściwych. Nie można było jednak świętować pełnego sukcesu programu reintrodukcji niepylaka apollo, ponieważ na początku lat dwutysięcznych pojawiły się na nim pierwsze poważne rysy. Po pierwsze w 2004 roku zanotowano gwałtowny
spadek liczebności populacji do 500 imagines. Zaczęto obserwować erozję genetyczną, objawiającą się m.in. niskim potencjałem dyspersyjnym; migrantami były wyłącznie samce z linii słowackiej, ponadto bardziej ruchliwe były samice z linii słowackiej, w porównaniu do samic z linii polskiej (5, 6, 7). Program reintrodukcji niepylaka apollo w Pieninach nie był oparty na stałym monitoringu genetycznym. Próby wzmocnienia kondycji podgatunku poprzez krzyżowanie z osobnikami z linii słowackiej i z Alp były epizodyczne. Do tego nie znano jeszcze wtedy szybkich i skutecznych metod edycji genomu, jak chociażby CRISPR-Cas9. Od 2011 roku zaprzestano wypuszczać osobniki z hodowli na stanowiskach w Pieninach Właściwych, uznając wielkość populacji za optymalną, jednak po jakimś czasie powrócono do ich zasilania, co czyni
się do dzisiaj.

Pozwolenie na fotografowanie gatunku chronionego, czyli gra w trzy karty

Starania w Ministerstwie Klimatu i Ochrony Środowiska o zezwolenie na sfotografowanie niepylaka apollo w istniejącej hodowli w Krościenku oraz na stanowisku w Pienińskim Parku Narodowym, poza szlakami turystycznymi, rozpocząłem w marcu bieżącego roku. Nazwałem je grą w 3 karty, bo w istocie nią były. Na stole leżały trzy karciane figury, awersami na wierzchu: pierwsza to as – wspomniane już Ministerstwo, kolejna figura to król – dyrekcja Pienińskiego Parku Narodowego, trzecią figurą była dama – prywatna hodowla niepylaka apollo w Krościenku prowadzona przez pana Tadeusza Olesia. Starania w Ministerstwie rozpoczęte w marcu zakończyły się na początku czerwca. U pani Radczyni, prowadzącej sprawę, znalazłem życzliwość i zrozumienie, a kiedy poproszono mnie o uiszczenie opłaty skarbowej za fotografowanie gatunku chronionego, byłem prawie pewien, że taką zgodę dostanę. Zgodę taką faktycznie przesłano do mnie i do PPN i wtedy to karciany król nagle zmienił się w jokera, który bije wszystko. Od PPN dostałem taką oto wiadomość: „Pieniński PN, wyraża zgodę na wykonanie jednodniowej sesji zdjęciowej żywym okazom niepylaka apollo Parnassius apollo na zasadach określonych w decyzji Ministra (Wąwóz Sobczański z możliwością wejścia w głąb obszaru Parku do 10 m od szlaku). Wykonywanie sesji zdjęciowej może odbywać się wyłącznie w obecności pracownika Parku.” Tak więc, trzask-prask i po wszystkim, jednego natręta mniej. Cóż, Wąwóz Sobczański nie zalicza się do tzw. stabilnych centrów odtworzonej metapopulacji, na jego obszarze ma się niezerową szansę spotkania tego motyla, może z prawdopodobieństwem 1‰, jeśli akurat jakiś samiec z populacji słowackiej przyleci tam od strony Czerwonego Klasztoru i jeszcze to 10 m free climbingu po pionowych ścianach wąwozu. Oczywiście w tym pięknym wąwozie są miejsca, gdzie można zejść ze szlaku na 10 i więcej metrów, bez konieczności wspinaczki po skalnych ścianach, jednak tyle swobody ma zwykły turysta, wędrujący bez nadzoru. Powiedziałem sobie chłopaki nie płaczą, jako nie-entomolog,
a jedynie cytogenetyk i fotograf amator, dostałem tyle ile mi się należało. A co, jeśli nie mam nic? Wystarczy jeden telefon z PPN (od zleceniodawcy) do pana Tadeusza Olesia (do zleceniobiorcy), aby on nie oddzwonił do mnie, jak było umówione, z wiadomością, że pierwsze imagines pojawiły się w hodowli, i że mogę przyjechać. Moje aborygeńskie geny powiadomiły mnie nawet o takim telefonie, jednak jego treść, jak się później dowiedziałem, można by streścić jedynie jako ostrzeżenie dla pana Tadeusza, aby pod żadnym pozorem, nie dał mi się namówić na wspólne wyjście na stanowisko w górach, kiedy będzie wypuszczał samice niepylaka, co faktycznie było moim zamiarem.

Pan Tadeusz i sesja z niepylakiem

We środę 18 czerwca, około godz. 10, pan Tadeusz Oleś zadzwonił do mnie: „jest pierwszy samiec, może pan przyjechać”. Sprzęt od początku tygodnia miałem już spakowany, do Z6III przypiąłem obiektyw 105 mm MC, motyl jest duży, więc zamierzałem się posłużyć obiektywem makro jak porterówką, zabrałem też zooma 28-400, czyli całą swoją skromną szklarnię, bowiem dopiero miesiąc temu przesiadłem się z lustrzanki na bezlusterkowca. 45 minut później siedziałem szczęśliwy w upakowanym do ostatniego miejsca autobusie do Szczawnicy, na rozkładanym siedzeniu obok kierowcy. Dzień był piękny, słoneczny, autobus jechał jak po
sznurku … mniej więcej do połowy trasy, kiedy to z hukiem strzeliła jedna opon i stanęliśmy. Kierowca oświadczył, że nie wie czy będzie mógł jechać dalej, na podmianę autobusu możemy czekać nawet 2 godziny. No tak, ale niepylak nie będzie na mnie czekał zbyt długo, jeszcze dzisiaj zostanie wywieziony na stanowisko w górach. Na szczęście oględziny autobusu wypadły pomyślnie (strzeliła opona na środkowym kole), kierowca zdecydował się jechać dalej, choć wolno i bocznymi drogami, dlatego cała podróż do Krościenka trwała 4 godziny. Przed 15.30 zadzwoniłem do furtki domu pana Tadeusza Olesia. Zastanawiałem się jak będzie wyglądać ta sesja z niepylakiem. Po krótkim przywitaniu pan Tadeusz przyniósł samca w siatkowej miniwolierze i po prostu wypuścił go w ogrodzie. Motyl latał nieszczególnie, przeleciał dwa trzy metry i lądował niezdarnie na podłożu lub na roślinach, nie był to wolny, szybujący lot, a trochę „lot kamikadze”. O ósmej rano zaczęło się wypoczwarczenie, o godz. 10 miał już pewnie napompowane skrzydła, o 15.30 powinien być już w pełni sił. Poza niezdarnym lotem okaz był doskonały: duży, niezdeformowany, nie brakowało mu bodaj jednej fimbrii strzępiny. Zrobiłem jeszcze zdjęcia gąsienicy i poczwarkom i po niecałej półgodzinie sesja była skończona.

Parnassius apollo. a, b, c, d. imago ♂, e. poczwarki, f. gąsienica. Prywatna hodowla niepylaka apollo w
Krościenku, działająca na rzecz PPN. Fot. Adam Kula, 18.06.2025

Usiedliśmy potem z panem Tadeuszem na ławce przed domem i porozmawialiśmy trochę. Muszę powiedzieć, że to jeden z najbardziej interesujących ludzi jakich spotkałem. Zanim osiadł w Pieninach przez długie lata pracował w Muzeum Przyrodniczym ISEZ PAN w Krakowie. Jako pracownik tego muzeum zjeździł pół świata, był m.in. w Azji Południowo-Wschodniej. Nad zapleczem jego motylarni urządził małe muzeum przyrodnicze z okazami, które sam przygotował jest bowiem również taksydermistą, można w nim zobaczyć młodą panterę, ptaka kiwi i wiele innych okazów, nie preparuje rzecz jasna motyli, hoduje je. Sąsiedzi i znajomi, znając jego przyrodnicze zacięcie przynoszą mu osierocone zwierzęta, i tak w poprzednim roku uratował dwa czarne bociany i jerzyka, który przy klasycznej próbie wyrzucenia go do góry z dwóch rąk (młode jerzyki nie potrafią wzbić się do lotu z ziemi), poranił go do krwi pazurami, zanim przy kolejnym podejściu start się udał. Mnie imponuje najbardziej jego życiowa energia, w 2024 wyhodował i wypuścił na pienińskich stanowiskach 160 imagines niepylaka apollo. Czy los przetrwania pienińskiego niepylaka apollo zależy od tego jednego człowieka? W dużej mierze tak.

Tadeusz Oleś, hodowca i właściciel prywatnej hodowli niepylaka apollo w Krościenku, działającej na rzecz PPN.
Fot. Adam Kula, 18.06.2025

Pytania i odpowiedzi

Podczas powrotu do Krakowa zastanawiałem się, czego niedawno byłem świadkiem, czy widziałem zdrowego osobnika niepylaka apollo, który potrzebuje jedynie nieco czasu do uzyskania pełni sił życiowych, czy też oglądałem podręcznikowy przykład depresji inbredowej. Skłaniam się do tej drugiej hipotezy. I oto moje konkluzje. Pienińskiemu niepylakowi należy się drugie po 1990 roku, szybkie konsylium złożone z najlepszych polskich genetyków i entomologów. Mieliby oni ustalić stopień homozygotyczności wszystkich pienińskich subpopulacji i zakres depresji inbredowej. Finalnie zespół ten powinien nakreślić szczegółowy
plan genetycznego zarządzania gatunkiem (genetic management), miesiąc po miesiącu i rok po roku. Główna przyczyna krytycznego zagrożenia wyginięciem pienińskiego niepylaka apollo jest dla mnie oczywista. Nie jest nią sukcesja ekologiczna siedlisk, ale geny letalne i subletalne rozprzestrzeniające się w rozmnażających się wsobnie populacjach, co wywołuje degradującą je depresję inbredową. Wsobność i depresja inbredowa to największy problem krytycznie zagrożonych gatunków na całym świecie, żyjemy wszak w czasach szóstego wielkiego wymierania. Walka z depresją inbredową jest niezwykle trudna, co nie znaczy, że nie może zakończyć się sukcesem. Znane są dwie podstawowe strategie przeciwdziałania temu zjawisku. Pierwszą z nich jest ratunek genetyczny (genetic rescue) oparty na hybrydyzacji, a dokładniej na krzyżowaniu osobników zagrożonej formy z niespokrewnionymi z nią osobnikami. Nie jest to panaceum na depresję inbredową, ponieważ przywrócona osobnicza sprawność jest krótkotrwała, ogranicza się do pokolenia F1, tak jak przemijająca jest wybujałość mieszańcowa czyli heterozja, może również wyrugować unikalne cechy przystosowawcze pierwotnej formy. Powtarzane rokrocznie krzyżowania osobników niespokrewnionych, dają jednak czas niezbędny na badania genomiczne, pozwalające ustalić geny kandydujące (candidate gene), decydujące o wystąpieniu depresji inbredowej, co umożliwia z kolei skuteczny monitoring genetyczny. Po etapie hybrydyzacji mógłby nastąpić najbardziej ryzykowny etap – genetycznego oczyszczania (genetic purging), czyli powrót do chowu wsobnego, ale tym razem ograniczonego, co przy zwiększonej presji selekcyjnej na geny kandydujące (letalne, semiletalne), spowodowałoby ich naturalne usunięcie z populacji (8). Żadna z tych strategii nie ma jednak jakichkolwiek szans powodzenia bez radykalnego zwiększenia liczebności populacji. Przy Pienińskim Parku Narodowym powinna zatem powstać równie duża stacja hodowlana jak w Sudetach, dająca co roku, co najmniej 1000 imagines. Nowa motylarnia oprócz części hodowlanej powinna mieć też część laboratoryjną, aby można w niej pobierać i przechowywać próbki do badań genomicznych, lista polskich pracowni biologii molekularnej, które mogłyby
przeprowadzać takie badania jest aż nadto długa. Oczywiście takiej liczby imagines nie można by wsiedlać do istniejących kilku stanowisk w Pieninach Właściwych, ponieważ mogłoby to w krótkim czasie doprowadzić do przekroczenia pojemności siedlisk i opłakanych skutków, tj. do ponownego, drastycznego zmniejszenia liczebności populacji. Dlatego powinien powstać plan reintrodukcji niepylaka w całych Pieninach, na początku w Małych Pieninach, a potem w Pieninach Spiskich. Towarzyszyć temu powinna zmiana podejścia do ochrony niepylaka apollo realizowanej przez PPN. Zamiast dotychczasowego perfekcyjnego ukrywania gatunku, pokazanie go ludziom żywego, nie na szpilce entomologicznej w muzeum parkowym, ani też na plakacie czy podczas prelekcji. Chodzi o pokazanie go zwłaszcza młodzieży szkolnej, co byłoby najpewniejszym sposobem pozyskania obrońców gatunku na kolejne dziesięciolecia. Dlaczego nie miałaby powstać niepylakowa aleja w Rezerwacie Biała Woda w Małych Pieninach, tak chętnie odwiedzanym przez całe rodziny, a krajobrazowo i florystycznie gotowym na powrót tego gatunku? Krasopani hera (Euplagia quadripunctaria) jest atrakcją Doliny Motyli na Rodos, u nas taką atrakcją mogłaby być niepylakowa aleja (9). Pytanie, jak długo miałoby trwać to genetyczne zarządzanie gatunkiem, odpowiedź – już na stałe. Zatem niepylak apollo przestałby być dzikim gatunkiem, a taksonem hodowanym w półnaturalnych warunkach? Zapewne tak, ale czy już dzisiaj nie jest takim gatunkiem? Adamski określa populacje pienińskie niepylaka apollo, jako metapopulację dziko-hodowlaną (7). W antropocenie, stanie się gatunkiem pozostającym pod całkowitą, mądrze zaplanowaną kuratelą człowieka, to nie wyrok ekstynkcji, a bilet do przetrwania.

Rezerwat Biała Woda. a. wapienne skałki, b. rojownik włochaty (Jovibarba hirta subsp. glabrescens). Fot. Adam
Kula, 07.08.2024

Zachwyt

Zachwyt jest uczuciem niedocenianym, czasami się go wstydzimy, a jednak może być motorem wielu skutecznych ludzkich działań, ponieważ jest bezalternatywny, niezdradliwy i o wielkiej sile odziaływania, z upływem lat nie zamiera i nie blaknie. Jest tylko jeden warunek, musi się przytrafić w młodości. Na koniec opowiem o zachwycie, który się zdarzył i o takim, który w kontekście historii o niepylaku apollo, powinien się wydarzyć.

Pierwsza połowa lat 70. XX wieku, słoneczny wiosenny dzień na przedmieściach Opatowa, 7 tysięcznego miasteczka na Kielecczyźnie, dzielnica domków jednorodzinnych. Na ławce w ogrodzie siedzi nastoletni chłopak. Na pobliską rozłożystą renklodę, obficie owocującą latem, przylatuje para wilg, samiec i samica patrzą na chłopca, chłopiec patrzy na wilgi. Intensywnie żółty kolor piór samca, kontrastujący z głęboką czernią skrzydeł, jest wręcz nie do uwierzenia. Spotkanie trwa może 5 sekund, wilgi odlatują. Miną lata, mężczyzna nigdy więcej nie zobaczy żadnej wilgi, choć jej śpiew będzie słyszał jeszcze wielokrotnie w różnych miejscach Polski. Niedługo potem, chłopiec w innej części ogrodu, w warzywniku, obserwuje samicę pięknego motyla składającego jaja na liściach marchwi. Po dwóch tygodniach doliczy się kilkunastu kolorowych, pasiastych gąsienic. Zabierze jedną, a z tekturowego pudełka po herbacie Pickwick, zrobi małą hodowlarkę z okienkiem wyklejonym celofanem. Umieści w niej gąsienicę i będzie ją karmił świeżymi liśćmi marchwi, aż do przepoczwarzenia. Później będzie mógł z bliska przyjrzeć się imago, okazałemu paziowi królowej i znowu ten hipnotyczny żółty kolor, choć nie tak intensywny jak samca wilgi. Los chłopca jest przesądzony, nie zostanie inżynierem lub wojskowym, jak chciał jego ojciec.

Koniec czerwca 2032 roku, późne popołudnie, Rezerwat Biała Woda, Małe Pieniny. Pan Tadeusz Oleś w otoczeniu grupki studentów praktykantów, wypuszcza na skałkach samice niepylaka apollo, samce już na nie czekają. Dziarski dziewięćdziesięcioparolatek nie prowadzi już własnej hodowli, lubi za to odwiedzać nowoczesną motylarnię w Pienińskim Parku Narodowym, obiekt nosi zresztą jego imię. Jest ekspertem i guru dla studentów biologii, którzy odbywają tutaj praktyki, miejsc na praktyce jest tylko 5, biją się o nie studenci z całej Polski. Kiedy znajomi pytają go skąd bierze się jego siła i witalność, pan Tadeusz uśmiecha się tylko, innym razem mówi, że zapatrzył się na amerykańskiego, serialowego weterynarza, doktora Jana Pola ze Stanu Michigan. Pan Tadeusz wypuszcza w Rezerwacie Białej Wody niepylaki od trzech lat, są żywotne i wytrwale latają, co jest spełnieniem jego marzeń. Nie dość na tym, w ubiegłym roku obchodząc białowodziańskie skałki zobaczył rzadko utkane oprzędy, przyprószone zeschłym roślinnym szrotem, a w nich czarnobiałe poczwarki i już wiedział, niepylak apollo wrócił do Małych Pienin. Następnego dnia do doliny w rezerwacie wjeżdża na rowerach 4-osobowa rodzina: rodzice oraz dwójka dzieci, brat i siostra. Młodzieniec został niedawno przyjęty do renomowanego krakowskiego liceum, za co w nagrodę dostał od rodziców wspaniały górski rower oraz wypasioną komórkę. Ni stąd ni zowąd rodzice zatrzymują się i proponują dzieciom odwiedzenie niepylakowej alei. Zostawiają więc rowery i idą w stronę ażurowej platformy przewieszonej przez potok Białej Wody i dotykającej niemal do Czubatej Skały po północnej stronie doliny. Naprawdę, myśli chłopak z rozbawieniem, będziemy oglądać motylki? Jednak nie mówi nic. Wychodzą razem na platformę o długości jakichś 200 m. Zachowują się cicho, jak wszyscy którzy po niej spacerują. Po kilku minutach ojciec wskazuje palcem na lecącego wzdłuż skał dużego motyla. Niepotrzebnie, dzieci już go widzą, chłopak wyciąga swoją nową komórkę, z niewiarygodnym zestawem obiektywów i kieruje ją w stronę białoczarnego motyla z czerwonymi plamami, który wylądował i rozłożył skrzydła, na fioletowo zakwitłym ostrożeniu, rosnącym na skalnej półce.

25 lat później, wiosna 2057 roku, Warszawa, gabinet Ministra Ochrony Środowiska. Na ścianie pośród zdjęć przedstawiających największe skarby rodzimej fauny i flory wisi znajome zdjęcie niepylaka apollo, wykonał je sam Minister. Ćwierć wieku temu, zanim jako piętnastolatek zrobił to zdjęcie, chciał zostać informatykiem lub też pisarzem poczytnych kryminałów w stylu Wojciecha Chmielarza, niespodziewanie dla rodziny i może już mniej dla siebie samego, po skończeniu studiów został autorem filmów przyrodniczych, które kręcił na całym świecie i które przyniosły mu sławę i przydomek polskiego Davida Atenborough. Kiedy jednak Premier Polskiego Rządu zaproponował mu tekę ministra, zgodził się i wrócił ze swoich wojaży do kraju. Swój urząd pełni od dwóch lat i jest jednym z najlepiej ocenianych ministrów w rządzie. „Niechętni (bo któż ich nie ma)” zarzucają mu czasem, że trochę za bardzo przejmuje się losem jednego gatunku: biało-czarno-czerwonego motyla. Ale, ale, zapatrzyliśmy się na stare zdjęcie, a Ministra nie ma już w gabinecie, porwał stojący przy biurku plecak (przyzwyczajenie z niedawnych reporterskich czasów) i niemal wybiegł z pokoju. Umówił się na dzisiaj z pracownikami jednego z parków narodowych, aby na miejscu poznać szczegóły projektu ratowania jednego z zagrożonych wyginięciem gatunków.


Kimże jestem, żeby snuć takie plany i opowieści, pouczać dyrekcję Pienińskiego Parku Narodowego, budować niepylakową motylarnię i niepylakową platformę widokową. Może głosem ludu, który choć często zwodniczy, bywa jednak profetyczny. Skąd w tych niepewnych i chybotliwych czasach mielibyśmy znaleźć na to wszystko pieniądze? No cóż jesteśmy już na tyle zamożnym społeczeństwem, że nas na to stać, tak jak stać jest o wiele mniej od Polski zamożną Jamajkę, na prowadzoną z rozmachem ochronę Papilio homerus, największego motyla dziennego zachodniej półkuli (10). Jeśli stracimy pienińskiego niepylaka staniemy się karykaturą Herbertowskiego „Barbarzyńcy w ogrodzie”, ponieważ odmiennie od niego, my stracimy także swój ogród i nie będziemy już mieli czego podziwiać.

Widok na masyw Trzech Koron ze Sromoców Niżnych. Fot. Adam Kula, 04.08.2024


Bibliografia:

1. Frey L., Tybur J., (2012). Atlas roślin pienińskich. Kraków: Instytut Botaniki im. W. Szafera, Polska Akademia Nauk.
2..htps://pieniny24.pl/aktualnosci/2095/Wystawa-fotografii-Wieslawy-i-Ludwika-Freyow-w Galerii-8222Klasyczna8221
3. Kluk K. J., (1780). Zwierząt domowych i dzikich, osobliwie krajowych historyi naturalnej początki i gospodarstwo. Tom 4. O owadzie i robakach z figurami: 499 pp., 9 tabl.
4. Perthées Ch., (1798–1800?). Insecta Polonica et Lithuanica. Cz. VII, Manuskrypt w Bibliotece Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN, Kraków.
5. Sitowski L., (1922). Charakter i osobliwości przyrody pienińskiej. Ochr. Przyr., 3:47-55.
6. Tarnawski D., Kadej M., Smolis A. & Malkiewicz A., (2012). Niepylak apollo Parnassius apollo (Linnaeus, 1758) – monografia gatunku. Wrocław: Fundacja EkoRozwoju.
7. Adamski P., (2016). Restytucja niepylaka apollo (Parnassius apollo frankenbergeri) w Pienińskim Parku Narodowym – próba podsumowania. Pieniny – Przyroda i Człowiek, 14, 119–131.
8. Hedrick P. W. & Garcia-Dorado A., (2016). Understanding inbreeding depression, purging, and gentic rescue. Trends in ecology & evoultion, 31(12), 940-952.
9. Bodziony M., (2011). Dolina motyli na wyspie Rodos-człowiek kontra przyroda. Ekonatura, (09).
10. Turner T. & Turland V. A., (2025). A review of factors threatening the cotinued survival of Jamaican Giant Swallowtail or Homerus Swallowtail, Pterourus (Pyrrhoticta) homerus (Fabricius, 1793), with recommendations for mitigting threats. Tropical Lepidoptera Research, 8-32.


15.08.2025

Adam Kula

14 thoughts on “Duch Pienin

  1. Niewiarygodnie piękne. To trochę tak jakbym słyszał opowiastkę o sobie.
    Zbigniew Witkowski, twórca programu restytucji niepylaka w Pieninach

  2. Dziękuję za życzliwy wpis. Może się zatem spełnią pragnienia Pana Profesora i genetyczne zdrowego niepylaka apollo będziemy mogli obserwować w całych Pieninach.

    • Podczas programu restytucji, pienińskie niepylaki zostały skrzyżowane z obcymi (nie polskimi), osobnikami. Więc nie ma się z czego cieszyć. To już nie jest ten sam pieniński niepylak, który należał do największych form europejskich. Teraz to już nie wiadomo co to jest! Trzeba było nie dopuścić do zaniku naturalnej populacji. Teraz jest już za późno.

      • Dopóki populacje pienińskie istnieją a osobniki mają zdolność do rozrodu, wcale nie jest za późno. Lepiej mieć żywe „nie wiadomo co to jest” – formę mieszańcową niż martwą linię czystą. Natomiast działania ratunkowe muszą przyjść szybko, ponieważ wystarczy jedna, albo dwie nakładające się na siebie, poważniejsze anomalie pogodowe i kryzys liczebności populacji z początku lat 90. może się powtórzyć.

        • Jednak zgodzi się Pan ze mną, że jest to już tylko forma mieszańcowa. Jako były pracownik Instytutu Zoologii widziałem w zbiorach okazy niepylaka apollo z Pienin. Zapewniam, że różnią się zdecydowanie od form pochodzących z reintrodukcji. Widziałem je na zdjęciach w publikacjach Pienińskiego P.N. Czysta linia niepylaka z Pienin, określanego jako Parnassius apollo frankenbergii została niestety utracona.

  3. Niepylak apollo charakteryzuje się niezwykłą zmiennością ubarwienia, więc kierowanie się tą cechą może być niepewne. Tylko badania genetyczne mogłyby wyjaśnić jak duże są różnice miedzy okazami ze zbiorów, a reintrodukowanymi w Pieninach. Możliwe że są one niewielkie. Wtedy mielibyśmy powód do optymizmu.

    • To niezły pomysł. Problem polega jednak na tym, że u nas w Polsce mało kogo obchodzi ochrona rzadkich gatunków. Mamy ważniejsze tematy np. dotyczące aborcji lub edukacji seksualnej w szkołach.

  4. Pewnie można by zrobić taką konferencję, ale trzeba przede wszystkim pomóc pienińskiemu niepylakowi. Od razu powiem, że nie staram się tu lansować na eksperta lepidopterologa, nawet nie czuję się dobrze w ferworze polemiki, nie mam do tego takich predyspozycji jak np. gospodarz naszego forum Avidal. Jednak skrupulatnie odpowiadam na każdy wpis i opinię, ponieważ mam w tym swój cel. Chcę aby ta moja gawęda czy też opowiastka stała się kamyczkiem, który poruszy lawinę. Może to pomysł bałwochwalczy jednak kamyczek, nawet podpisany z imienia i nazwiska znika, kiedy tylko lawina ruszy, a lawina to szybki ratunek dla niepylaka. Myślę tak od chwili, kiedy jeszcze raz przyjrzałem się wykonanym zdjęciom, można je ściągnąć ze strony opisu gatunku, gdzie mają lepszą rozdzielczość i zobaczyć, że ten okaz ma na głowie odnóże kroczne zamiast ssawki (zdjęcie z leżącym na podłożu płatkiem kwiatu) oraz niesprawne prawe odnóże pierwszej pary, które trzyma przykurczone przy tułowiu, ewentualnie prostuje ostatni odcinek – goleń i stopę niczym wskaźnik (zdjęcie z rozłożonymi skrzydłami w trawie). Odnóże kroczne na głowie to typowa mutacja homeotyczna (genów odpowiedzialnych za wykształcanie segmentów ciała), sama w sobie nic nie znaczy, tego typu mutacje występują u owadów, ale nie są znowu takie częste i w tym wypadku świadczą o erozji genetycznej podgatunku. Ten okaz nie posilił się nektarem z pienińskich ostrożeni, bo nie miał ssawki, nie doczekał się na samice, które pojawiają się do 2-3 tygodni po samcach, bo pewnie po kilku dniach padł, zresztą dobrze że nie wziął udziału w rozrodzie. Ile takich zmutowanych okazów rodzi się w hodowli, oto jest pytanie.

  5. Bardzo dziękuję za ten artykuł! Dał mi naprawdę dużo do myślenia, zwłaszcza że temat ochrony motyli w Polsce zdecydowanie nie kończy się na niepylaku apollo. Pieniny mają swojego ducha ale Ponidzie (modraszek gniady), Suwalszczyzna (mszarnik jutta), czy Puszcza Knyszyńska (szlaczkoń szafraniec) również. Są jeszcze inne, co do których nawet nie mamy pojęcia, o ich rzeczywistym zasięgu. Ale fakt, że niepylak apollo ze względu na rozpoznawalność byłby dobrym przykładem i życzę wszystkim, aby pouczenia Autora stały się rzeczywistością. Pozdrawiam z Łodzi!

    • Dziękuję za życzliwą opinię i za pozdrowienia. Chociaż w tekście rzeczywiście użyłem słowa „pouczać”, to jedynie jako zabieg literacki, bo nikogo pouczać bym się nie ośmielił, to tylko moje przemyślenia. Wymienił Pan trzy rzadkie gatunki motyli, oby im się wiodło coraz lepiej. W przypadku tych bardziej pospolitych gatunków, jednak w miastach z powodu obsesyjnie wykaszanych trawników prawie niespotykanych, dobry obywatelki projekt także może przynieść niezłe rezultaty. W Krakowie (i zapewne w innych miastach w Polsce) od 2017 roku działa program kwietne łąki. Przez kilka lat nie widać było żadnych zmian, ale od 2023 roku do kwitnących na moim balkonie roślin przylatuje modraszek ikar, modraszek iglicznik i fruczak gołąbek, miło je obserwować i aż serce rośnie.

Zostaw odpowiedź