Ikaria, Opabinia i Lucy

There is grandeur in this view of life, with its several powers, having been originally breathed into a few forms or into one; and that, whilst this planet has gone cycling on according to the fixed law of gravity, from so simple a beginning endless forms most beautiful and most wonderful have been, and are being, evolved
Wzniosłą jest taka wizja życia, w której na jego mocy wszystkie organizmy, jakie kiedykolwiek istniały na Ziemi pochodzą od kilku lub jednej tylko pierwotnej formy, w którą po raz pierwszy tchnięto życie; i gdy planeta nasza podlegając niezmiennym prawom ciążenia dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku oragnizmy te zdołały się rozwinąć i wciąż ewoluują w formy najwspanialsze i najpiękniejsze

Charles DarwinThe Origin of species


Kiedy wizualizujemy sobie powstanie życia, zwykle przed oczami staje nam jakieś gwałtowne zjawisko z wyładowaniami elektrycznymi i bąblami w gotującej się organicznej zupie. Eksperyment Millera wywarł duży wpływ na świadomość społeczną w tym względzie. Takie wyobrażenie jest niemal na pewno błędne. Życie pojawiło się jako następstwo postępującej złożoności – skok jakościowy stanowił pokłosie skoku ilościowego. Ostatni Uniwersalny Wspólny Przodek czyli pojedyncza komórka sprzed co najmniej 3,8 miliarda lat wykazuje znacznie większy stopień skomplikowania niż najbardziej wydajny z komputerów stworzonych przez człowieka.

Następne 3 miliardy lat to okres zastanawiającej stagnacji. Życie nie wyszło poza stadium jednokomórkowe. Do dalszego rozwoju ewidentnie potrzebowało jakiegoś bodźca środowiskowego. Szansa pojawiła się, kiedy dryf kontynentalny doprowadził do kumulacji wszystkich lądów wokół równika. Na biegunach pojawiła się czapa lodowa – lecz nie pokrywała ona lądu, tak jak ma to miejsce dziś, lecz wody oceanów. Związki powstałe z wietrzenia skał wiązały dwutlenek węgla z powietrza, powodując jego procentowy spadek w atmosferze. (Jeśli lodowce pokrywają ląd, odcinają dostęp powietrza do skał i wietrzenie ustaje, a dwutlenek węgla rośnie nie dopuszczając do znaczącego obniżenia globalnej temperatury). Ponieważ tego najistotniejszego z gazów szklarniowych było coraz mniej, doszło do efektu odwrotnego do cieplarnianego. Lodowce się rozszerzyły, a duże albedo powierzchni lodowych przyczyniło się do niemal całkowitego odbicia promieni słonecznych – lód odbija całe ciepło słoneczne. Kumulacja postępowała, Ziemia została skuta lodem. 750 milionów lat temu (okres zwany sturtem) i 600 milionów lat temu (waranger) doszło do najsroższych w historii zlodowaceń obejmujących całą planetę aż po równik. Hipoteza ta nosi miano Ziemi-śnieżki. W tamtej mroźnej rzeczywistości brak było płynnej wody na powierzchnii, opadów i parowania. Wyzwoleniem od wiecznej zmarzliny stała się aktywność wulkaniczna. Wybuchy powodowały kumulowanie się dwutlenku węgla i powolny wzrost temperatury. Do roztopienia pokrywy lodowej potrzeba było dwutlenku węgla o stężeniu 350-krotnie wyższym od współczesnego. Trwało to miliony lat, ale wreszcie lód ustąpił. A potem zjawisko się powtórzyło, kilkukrotnie. I dopiero ruchy tektoniczne, które rozerwały ląd na oddzielne kontynenty, położyły kres temu procesowi. Niejako efektem ubocznym Ziemi-śnieżki stał się znaczny wzrost tlenu w atmosferze (nie będę tutaj opisywał dlaczego, aby nie zanudzić) – z 5-18 procent do 100 procent stężenia współczesnego. To odmieniło świat. Po nieco mniej srogim cyklu zlodowaceń (około 2.2-2.3 miliarda lat temu) również nastąpił wzrost tlenu z 1 do wspomnianych 18 procent- wtedy umożliwiło to utrwalenie się nowego wynalazku ewolucyjnego, jądra komórkowego. Tym razem doszło do eskalacji organizmów wielokomórkowych i do powstania drapieżnictwa. Złożone łańcuchy pokarmowe nie są możliwe bez autotroficznych (samożywnych) organizmów tlenowych – tylko wtedy w ogóle opłaca się być drapieżnikiem (drapieżnik może wykorzystać mniej więcej 1 procent energii uzyskanej przez ofiarę na drodze metabolizmu – oddychanie tlenowe to 40-procentowa wydajność w uzyskiwaniu energii przez ofiarę, a oddychanie beztlenowe to tylko co najwyżej 10 procent). To dlatego bakterie nie pożerają się nawzajem.

Wg zegarów biomolekularnych zwierzęta mogły się pojawić już 800 milionów lat temu, jednak pierwsze namacalne dowody w postaci skamielin pochodzą z okresu już po globalnych zlodowaceniach. Tzw. fauna ediakarska (610-545 mln. lat temu) składała się z organizmów pozbawionych szkieletów mineralnych i często o promienistej symetrii ciała, zasiedlających maty sinicowe (mikrobialne, mikrobiotyczne) na dnie płytkich wód oceanicznych lub pływających nad takimi matami. I tak Dickinsonia pełzała po macie mikrobialnej, a przypominające morskie pióra Petalonamae rosły do góry przytwierdzone do maty nóżką.


Dickinsonia costata wyróżniała się dwuboczną symetrią (rzadkość w ogrodach ediakarskich). Petalonamae dorastały do 10 cm.


U zmierzchu świetności fauny ediakarskiej dołączyły do niej robaki ryjące w mule. Nie wiadomo, czy zdołały się przebić przez maty sinicowe dzięki samoistnemu ich zanikowi, czy też pomogły im w tym jakieś fitofagi wygryzające w tych matach otwory. Tak czy inaczej przyczyniły się do utworzenia nowych nisz ekologicznych. Najstarszym znanym robakiem jest Ikaria wariootia. Dorastał do 7 mm, wykazywał się dwuboczną symetrią ciała i segmentowaną jego budową, rozwiniętymi mięśniami, sztywną i wypełnioną płynem jamą ciała, prymitywnym układem krwionośnym z pompą pełniącą funkcję analogiczną do serca, układem nerwowym umożliwiającym kurczenie się segmentów ciała (a co za tym idzie poruszaniem się), plamek światłoczułych reagujących na światło i innych narządów koniecznych do prowadzenia aktywnego życia. Podsumowując, Ikaria wariiotia (około 555-560 mln lat temu) jest naszym przodkiem i przodkiem zwierząt jakie dziś znamy w ogóle. Jeśli kogoś obraża idea, że człowiek pochodzi od małpy, tym bardziej nie zniesie prawdy, że pochodzi od robaka.


Wendobionty (reprezentanci fauny ediakarskiej) są pierwszymi znanymi organizmami wielokomórkowymi i jednocześnie ostatnimi z eonu zwanego prekambrem. Po nich nastała nowa rzeczywistość. 541 milionów lat temu doszło do najbardziej spektakularnej eksplozji życia spowodowanej wykształceniem szkieletów mineralnych zbudowanych z węglanu wapnia, chityny, krzemionki lub fosforanu wapnia – z tego ostatniego powstają nasze szkielety, kości i zęby. Liczba typów budowy zwierząt i ich zróżnicowanie dramatycznie wzrosły. Eksplozja kambryjska zapoczątkowała świt nowej ery i została wyznaczona na początek nowego eonu, fanerozoiku, który trwa do dziś. Dla Darwina stanowiła swoisty problem, gdyż jego teoria przewidywała powolne, a nie skokowe zmiany ewolucyjne. Jak jednak dziś wiadomo, ten nagły wzrost różnorodności jest pozorny – po prostu szkielety mineralne łatwo ulegają fosylizacji. Eksplozja kambryjska została wyzwolona długim lontem, który nie pozostawił po sobie śladów; zwierzęta prekambryjskie były zapewne bardzo małe i zbudowane wyłącznie z miękkich tkanek.

Kambr pozostaje jednak okresem wyjątkowym. To wtedy organizmy znacząco zwiększyły rozmiary, wtedy umocniły się łańcuchy troficzne i drapieżnictwo (w czym pomogły szczęki, zęby i inne twarde struktury), wtedy został zintensyfikowany ewolucyjny wyścig zbrojeń na linii drapieżnik kontra ofiara, wtedy pojawiły się oczy złożone pozwalające wypatrzeć wroga lub obiad. Świat zaczął przypominać ten, który znamy. Choć same zwierzęta kambryjskie były zadziwiająco dziwaczne, a ich nietuzinkowość często znajdowała odzwierciedlenie w nadawanych im nazwach.

Hallucigenia to wybryk natury, o którym z początku sądzono że porusza się na kolczastych wyrostkach, które okazały się ochronnymi strukturami grzbietowymi. Długo nie było wiadomo, gdzie jest jej przód a gdzie tył. Poruszała się na odnóżach zwanych labopodiami.

Szczytowy drapieżnik wód kambryjskich miażdżył trylobity i inne ofiary przy pomocy aparatu gębowego składającego się z płytek zachodzących na siebie niczym przysłona w aparacie fotograficznym. Anomalocaris dorastał do ponad 1 metra i był postrachem mórz.

Blisko z nim spokrewniona i znacznie mniejsza (około 10 cm) Opabinia to bodaj jeszcze dziwniejsze stworzenie. Chwytała drobne organizmy długą trąbką, którą dostarczała pokarm do umieszczonego na spodzie głowy otworu gębowego. Tak jak to robią nasze poczciwe słonie.

Opabinia wyposażona była w pięcioro oczu – niepowtarzalny wynalazek ewolucyjny Źródło: https://www.worldanvil.com/w/scarterra-scalenex/a/giant-opabinia-species


Jakieś 170 milionów lat po eksplozji kambryjskiej, doszło do kolejnego pokazu potęgi ewolucji. Z późnodewońskiego jeziora na brzeg wyszedł odległy potomek robaków z kambru – Tiktaalik rosae. Tetrapodomorf z szyją. Bardziej obrazowo byłoby napisać ryba z szyją – lecz jak nadmieniłem w innym artykule, z punktu widzenia paleontologii i filogenezy ryby nie istnieją. Wiem, że w dzisiejszym świecie niewiele to znaczy, lecz wtedy możliwość obracania głowy przez kręgowca otworzyła nowe możliwości. Opanowanie lądów wraz z całym bogactwem wcześniej niedostępnych nisz i źródeł pokarmu stało się wykonalne. Tiktaalik zapoczatkował linię ewolucyjną, na końcu której znajduje się człowiek rozumny. Pochodzimy od Ikaria warioota i pochodzimy od „ryby” z szyją.

Tiktaalik rosae miał grzbietobrzusznie spłaszczone ciało (jak płazy), wydłużony pysk i mógł w ograniczony sposób poruszać głową

Tetrapodomorfy już wcześniej wychodziły z wody (Panderichthys, Osteolepis), lecz ich czaszka zrośnięta była na stałe z obręczą barkową. Teraz doszło do zerwania tego połączenia, a niejako przy okazji do powstania wycięć usznych stanowiących zapowiedź ucha środkowego, które w pełni wyewoluuje dopiero u ssaków na przełomie permu i triasu, zatem u zarania ery mezozoicznej.

Skamieniałość pozwala dostrzec szyję oraz wycięcia uszne Źródło: https://www.sciencenews.org/article/how-tiktaalik-got-its-neck

Proces zanikania kości łączących czaszkę z ramionami jest wyraźnie zobrazowany w skamielinach i stanowi doskonałą ilustrację postępujących po sobie ogniw pośrednich, o które tak mocno dopominają się kreacjoniści wszelkiej maści.


Droga od LUCA, a potem Ikaria do Tiktaalika to długa i obfitująca w zagrożenia przygoda zwieńczona oszałamiającym bogactwem form życia i sposobów na jego przetrwanie. Ta ścieżka ewolucyjna, która prowadzi do naszych hominidalnych pobratymców i ostatecznie da nas wyróżnia się spośród innych fatalizmem. Nie chciałbym wchodzić w rolę Kassandry, ale obawiam się, że po raz pierwszy w historii do masowego wymierania nie doprowadzą bezpośrednio czynniki zewnętrzne (zmiany klimatyczne, zmiany proporcji gazów w atmosferze, anoksja wód, impakty kosmiczne), lecz jedno z dzieci doboru naturalnego. Świat ożywiony przetrwał co najmniej 5 wielkich katastrof i dwukrotnie globalną epokę lodowcową  – za każdym razem wychodził z nich znacznie zubożony, lecz w końcu odradzał się jeszcze wspanialszy i zróżnicowany niż kiedykolwiek wcześniej. Istnieje duża szansa, że i człowiek nie zniszczy go doszczętnie. Nie jestem tylko pewien, czy tym razem odrodzi się tak jak poprzednio. Dopóki to my rządzimy naturą, na pewno nie. Z szerszej perspektywy być może byłoby lepiej, gdyby Lucy, jedna z naszych pramatek z gatunku Australopitecus afarensis i jej siostry nie zdołały przystosować się ponad 3 miliony lat temu do nowych warunków, jakie przyniósł rozwój traw. Gdyby nie przyjęły postawy wyprostowanej, uwalniając tym samym kończyny górne i stymulując rozwój mózgu oraz generując nowe bodźce seksualne. Mieliśmy trochę szczęścia – w przeszłości ewolucyjnej zwierzęta przyjmowały już postawę wyprostowaną lub półwyprostowaną, żeby wspomnieć choćby o drapieżnych teropodach takich jak Tyrannosaurus rex. Jak dotąd dobór promował atrofię już niepotrzebnych części ciała. W naszym przypadku „postanowił” wykorzystać je do konstruowania narzędzi początkując cykl sprzężeń zwrotnych między mózgiem a rękoma. Droga Lucy, gdybyś wymarła bezpotomnie, nie przyczyniłabyś się do zrodzenia bestii zwanej Homo sapiens.
Edit: Otrzymałem drogą pocztową przepełnioną oburzeniem (delikatnie rzecz ujmując) wiadomość o sianiu nieuzasadnionej paniki i lewackiej propagandy – cywilizacja istnieje tysiące lat i jakoś większość organizmów nie wyginęła, to raczej odosobnione przypadki. Bo cóż znaczy te kilka gatunków megafauny plejstoceńskiej, czy niewiele więcej gatunków nielotnych ptaków?
I faktycznie, takie wrażenie niskiej szkodliwości działalności człowieka można odnieść, jeśli nie przyjmie się ewolucyjnej perspektywy czasowej. Ekstyncja dewońska (jedno z tzw. wielkiej piątki wymierań) obejmowała okres…15-16 mln lat. Inne nie były aż tak rozwlekłe, ale również nie ograniczały się do kilku tysięcy lat. Dajmy sobie czas. I zaręczam, że uporamy się z biosferą znacznie szybciej, niż w to się działo w prehistorii. Chciałbym zobaczyć świat za 10-20 tysięcy lat. Albo za 100 tysięcy. Obawiam się, że nie będzie czego zbierać. Proces 6-ego wymierania już ruszył. I to z kopyta. Na pierwszy ogień pójdą rafy koralowe, gdybym miał typować.


Impresja w reżyserii Luca Besson wizualizująca Lucy obdarowującej nas darem istnienia.


Jak napisałby Richard Dawkins, Ziemia to arena najwspanialszego widowiska świata. I my jesteśmy jednym z jej uczestników, nawet jeśli reprezentujemy sobą czarny charakter. Nasze ewolucyjne dziedzictwo jest zadziwiająco bogate i o ileż bardziej wzniosłe i wzruszające od prostackiej wizji, w której zostaliśmy stworzenia w jednej chwili w ostatecznej formie z kawałka gliny wolą nadistoty motywowanej chęcią uwielbienia. Jesteśmy jacy jesteśmy, bo takimi stworzyła nas natura, nawet jeśli uczyniła to na własną zgubę. Niechaj raz jeszcze wybrzmią słowa Karola Darwina, który jako pierwszy dostrzegł uniwersalne prawo ewolucji droga doboru naturalnego. Tym razem przy współudziale fińskiej grupy muzycznej Nightwish.


Na podstawie:
Zamarznięta ZiemiaDoug McDougall
Historia życia Richard Southwood
TlenNick Lane


LucaIkariaTiktaalikLucyHomo sapiens


Łódź 31.07.2023

avidal

18 thoughts on “Ikaria, Opabinia i Lucy

  1. W sumie to należałoby pomyśleć jak przekonać Międzynarodową Komisję Nomenklatury Zoologicznej, aby zmienić Homo sapiens na Homo stultus. Głupio gdy zdecydowana większość ludzkości ma podejście na poziomie intelektualnym drożdży i eksploatuje środowisko do samozagłady.

  2. Właściwie to zdajemy sobie z zagrożenia sprawę, przynajmniej ci bardziej kompetentni z nas. A mimo to nie rezygnujemy z eksploatacji. Większości ludzi nie obchodzi los odległych pokoleń, a tym bardziej los innych gatunków. Tak więc to nie tyle głupota, co egoizm, moim zdaniem.

  3. Dla człowieka rozumnego ekspansywność i eksploatacja są cechami gatunkowymi, bez nich nie odniósłby sukcesu ewolucyjnego. Nie mniej tak jak często bywa w przyrodzie nasz gatunek może „spaść z rowerka” wskutek swoich działań, które pozwalały mu ów sukcesu dokonać. Tyle, że ogromna prędkość i dogłębność eksploatacji Ziemi przez Homo sapiens nie zapewni mu tak długiej egzystencji jak innym gatunkom, a przynajmniej tyczy się to cywilizacji, jaką znamy.

  4. Z tego co pamiętam średnia trwania gatunku wielokomórkowego to 2 do 4 milionów lat. Ciekawe czy doczekamy (póki co mamy za sobą jakieś 200 tysięcy lat)

  5. No nie.Teoria doboru naturalnego i przedstawiciele tego gatunku życzący sobie jego samozagłady.
    Przeczy to teorii ewolucji.
    Nikt nie życzył by i nie myślał w ten sposób o swoim gatunku.
    Poza tym „geną” to obojętne tym „naszym czy zniknie tyle i tyle gatunków.
    Przecież jak by nie patrzeć to dalej -dobór naturalny- przetrwają najbardziej dostosowane osobniki.
    Gatunek który zyczy sobie swojej samozagłady lub żałuję że wyewoluował. ?!
    Brawo.
    Raczej nasaczenie ideami lub fenotyp się jakiś niewłaściwy wykształcił.
    Na podstawie nie wiem czego.
    Ogólnie nuda.

    • Sz. Anonimie, nie należy pisać ze słuchu, warto sięgnąć do słowników, kiedy się wypowiadasz. Takie kwiatki jak „geną”, „rzeczą” rażą każdego, kto zwykle czyta dużo więcej, niż wpisy w mediach społecznościowych. Podejrzewam,że chodzi Ci o „genom” czy „rzeczom”, ale może się mylę?

  6. Gatunek nie może sobie niczego życzyć – jak miałby to uczynić? Przez aklamację? Natomiast ten czy inny osobnik jak najbardziej posiada subiektywne opinie i nietrudno mi sobie wyobrazić, że niektórzy z nas uznaliby ekstyncję Homo sapiens za najlepsze rozwiązanie dla biosfery. I mieliby ku temu racjonalne przesłanki wykraczające poza szowinizm gatunkowy.
    Natomiast sprawiłeś mi przykrość pisząc że zanudzam. Pewnie o to ci właśnie chodziło. Brawa za skuteczność. Staram się być zaskakujący i ciekawy w artykułach, więc Twoja ocena jest zdecydowanie rozczarowująca.

  7. Ok.Dany osobnik może mieć subiektywne opinie.Bo ma fenotyp taki a nie inny.
    Czyli wbrew doborowi naturalnemu.
    Dość niespotykane.Przeczy pewnym rzeczą. Raczej jakas dysfunkcja.
    Nie chodziło o to że zanudzasz.Daj coś więcej z siebie.

  8. Pisząc o fenotypie zawężasz spektrum ludzkiego osądu do czystej genetyki, do dziedziczenia. Przecież jest jasne, że geny to nie wszystko.
    I nie – taka altruistyczna postawa nie jest sprzeczna z doborem naturalnym. Byłaby, gdyby osobniki o takich poglądach odnosiły mniejszy sukces reprodukcyjny od mniej zatroskanych o losy świata ożywionego. Brak ku temu przesłanek.

  9. No nie genotyp to nie fenotyp. Przecież to kształtuje Twoje emocje ,inteligencje i to jak coś postrzegasz.Caly emocjonalny ty.Twoj charakter.
    Geny i altruizm?
    To tak jak mutacje które się nie sprawdzają i są usuwane z biegiem czasu.Dobre czy zle?
    To obojętne.Gatunek ma przetrwać. A może genotyp.Srodowisku jest obojętne jakie masz poglądy i w co wierzysz.
    Przecież wiesz.Samolubny gen fajna ksiazka ale jak ktoś napisał nie są samolubne ani altruistyczne.Po prostu są.

    • Ale genotyp i fenotyp są ściśle ze sobą powiązane, ten drugi w znacznej mierze wynika z pierwszego, a z Twoich poprzednich wypowiedzi jednoznacznie wynikało, że o ten właśnie genetyczny wpływ na jednostkę ci chodziło.
      Do kolejnych zdań się nie odniosę, bo w mojej ocenie w żaden sposób nie polemizują one ani z artykułem, ani z moimi komentarzami.

  10. I usunięcie człowieka też wiąże die z utratą wielu gatunków.Od mikroflory w jelitach.Do wielu parazytow przystosowanych ewolucyjnie do danego żywiciela.To jego środowisko.

  11. Genetycznie jesteśmy dostosowani do przenoszenia wielu pasożytów.Im bardziej xblizdni tym reakcja immunologiczna słabsza.
    Jesteśmy powiązani z całym kręgiem protosoa i nicieni.
    8proc genów człowieka to RNA wszczepione przez wirusy.2 proc kodują białko.
    Człowiek padnie padnie też milion organizmów.

    Co ciekawe tak dostosowały się do żywiciela że potrafią oszukać komórki układu odpornościowego.Nie ma antygenów. Powielajaco trzeba.Stawiaja zasłonę dymna.
    Oszukują i zwodzą układ odpornościowy budują własne szlaki ATP.
    Ogólnie patrzymy na organizmy wielokomórkowe.
    Czemu nikt nie napisze o malari że dobrze by się było pozbyć,przywraca itd
    Nawet spotkałem się z tym że to zabijanie
    Jakiegoś zbioru genów.
    Ale wygodnie jest siedzieć i opowiadać pewne rzeczy na które ktoś musiał lub kilka pokoleń pracować i mówić nie.Do piachu.

  12. Nie będę rozstrząsać czy piszesz zgodnie z prawdą (pewnie jak zwykle w takich przypadkach szerzysz półprawdy i przekłamania). Zastanawiam się w zamian, jak to wszystko ma się do artykułu i w jaki sposób przeczy jakimkolwiek treściom w nim zawartych?

  13. Zastanawiam mnie co innego.
    Żebyś mógł określić swoje poglądy,poczytać książkę dojść do jakiś wniosków ktoś musiał na to zapracować.
    Szkoła,szpital opieka.Czy to rolnik czy ktoś jeszcze.Ktos musiał wywalczyć Ci swobodę myślenia-nie jak Dawkins lub kilku innych mówi że studenci z krajów islamskich nie wierzą w ewolucję i przedmioty są kształtowane pod nich-ktos musiał wcześniej być powalczyć o to żebyś mógł ta książkę przeczytać wyciągnąć wnioski.
    Jeśli się uda.Odprowadzic podatki i wedukowac dzieci.Zbudowac coś.
    System edukacji -jaki by nie byl-nie doskonałą demokrację itd
    Dzieci ,wnuki,?po co?
    Ktoś dal szanse Tobie i Twojej rodzinie żebyś się kształcił żebyś nie walił turbanem w podłogę.
    Ale ktoś musiał to wypracować.Przez setki lat.Tracac zdrowie i życie.
    Ułożyć Ci w miarę wygodne życie.
    Parę milionów w tą idealistów parę milionów w tamtą.
    Cóż przez setki lat ktoś pracował żebyś spał spokojnie.
    Żebyś poczytał poszedł do kina z dziećmi.
    Jakto łatwo przychodzi krytykować jednostce.
    Parę pokoleń padło.
    Prądu ani internetu też byś nie miał gdyby nie ktoś.
    Ani masy leków.
    Nie szatal bym tak ludzka natura bo niektórzy mają chore dzieci na mukowiscydozę.
    I co usunąć?Dokąd sięga empatia a dokąd dobór naturalny.
    Łatwo się opowiada takie pierdoly ludziach którzy nic nie przeżyli.
    Gatunek będzie trwał.

  14. Wg mnie wykazujesz się naiwnością wierząc w mit szlachetnego przodka. Robili co robili bo to im się opłacało, bo dbali o własną rodzinę, bo zależało im na własnej renomie, bo chcieli, bo odczuwali z tego przyjemność, itd itp. Los anonimowych, potencjalnych osób z mających dopiero nadejść pokoleń znaczył dla nich bardzo niewiele, a może nic.
    Tylko znów – jaki to ma związek z Ikarią i Opabinią?

  15. Co do źródeł. Parazytologia i akaroentomologia.
    Wydawnictwo PWN
    Nikt nie jest naiwny.
    Po części jest jak mówisz a po części ktoś robił coś dla kogoś.
    Co to ma do rzeczy a no to że uważasz że człowiek to bestia i nie powinien wyewoluowac.
    Mówisz to również swoim dziecia lub wnuka.Partnerce lub partnerowi.
    W założeniu chodziło mi o to że jeśli człowiek jest tak zły to jednak umożliwił Ci prowadzenie tego bloga i możliwość wysuwania pewnych poglądów.
    A i znowu „los nadchodzących pokoleń..”
    Zapewne interesował każdego zainteresowanego to też dobór naturalny.
    Dalej piszesz ze”taka altruistyczna postawa..”
    Czyli w końcu co ?Robimy coś tylko dla siebie czy też mamy postawy altruistyczne?Vide ..przodkowie
    Co chwila się gubisz.Brak logiki.
    I tak to można punktować.
    Tylko po co.Nuda.Publikowanie czegoś nie polega tylko na recytowaniu książek.
    I stawianiu tez bo to jest ogólnie przyjęte.
    Warto też coś podważać dawać w zwatpiene szukać dowodów.i czasem odpowiadać samemu na pytania które zadali by inni.
    Bardziej kieruje Tobą ideologia niż obiektywizm.
    Pozdro.

  16. Nie pytałem o źródła.
    Dochodzę do wniosku, że najrozsądniej będzie poprzestać na przyznaniu ci racji – zatem przyjmijmy że piszę nieciekawie i kieruje się ideologią (choć nie wiem jaką). Mam nadzieję że takie postawienie sprawy Cię zadowala. Powodzenia w dalszej krucjacie – z pewnością kierujesz się szlachetną potrzebą szerzenia prawdy i obiektywizmem. Nie to co ja.

Skomentuj avidalAnuluj pisanie odpowiedzi