LUCA

Kod genetyczny jest uniwersalny, złożony u wszystkich istot żywych z czterech aminokwasów. Oznacza to, że gen kodujący dane białko u człowieka, myszy, truskawki czy algi można wymieniać między tymi organizmami i wciąż będzie działał. Dzięki tej niezwykłej własności rozwija się inżynieria genetyczna. Wspólny wszystkim kod, a także identyczny sposób, w jaki budowane są białka, oraz zadziwiająca jednorodność budowy cząsteczek związków organicznych biorących udział w procesach biologicznych definitywnie prowadzą do jedynego logicznego wniosku – cały świat ożywiony wywodzi się od wspólnego przodka.

Last Universal Common Ancestor. Ostatni Uniwersalny Wspólny Przodek. Najdawniejsza żywa komórka, od której wszystko się zaczęło jakieś 4 miliardy lat temu. Zapowiedź późniejszego bogactwa form życia, jakie egzystowały przez wieki. Niektóre z nich wciąż mają się dobrze.
Struktura życia nie jest jakoś wyjątkowo skomplikowana. Zachodzą dwie podstawowe potrzeby: energia i CHON (niezbędne pierwiastki – węgiel, wodór, tlen i azot). I dwie strategie ich realizacji: autotrofia (samożywność) i heterotrofia (cudzożywność), przy czym każda z tych strategii przejawia się w dwóch wersjach – aerobowej i anaerobowej (beztlenowej). Cudzożywność jest strategią prostszą. Heterotrofy korzystają z gotowego pokarmu, który następnie rozkładają. Autotrofy zmuszone są najpierw wytworzyć pokarm, a dopiero potem mogą go rozłożyć. Samo to wskazuje, że LUCA był heterotrofem (wbrew Księdze Rodzaju rośliny nie pojawiły się na Ziemi jako pierwsze).
Posiadł pewną umiejętność, która zaważyła na dziejach życia na Ziemi. Potrafił opierać się stresowi oksydacyjnemu, zanim jeszcze tlen pojawił się w atmosferze i zanim wykształcił się proces fotosyntezy oksygenicznej. Potrafił oddychać tlenem, zanim ten stał się dostępny! W pierwotnej atmosferze tlen występował w śladowych ilościach odpowiadających 0,1% stanu obecnego. LUCA wyposażony był w gen kodujący oksydazę cytochromową, czyli enzym oddechowy prowadzący w ostatnim etapie oddychania tlenowego do powstania wody, a z niej rodników tlenowych. Wolne rodniki tlenowe to skuteczni niszczyciele DNA, jak i jego protoplastów. Dobór sprzyjał więc funkcjonowaniu enzymów antyoksydacyjnych, z których najpierwotniejszą była katalaza. Dzięki katalazie LUCA był preadaptowany do pojawienia się wolnego tlenu w atmosferze oraz do wytworzenia fotosyntezy. Warto mieć świadomość, że bez tej umiejętności życie być może nigdy nie wykroczyłoby poza stadium jednokomórkowe. Zdolność do uzyskiwania energii w reakcjach z tlenem została przez niektórych z jego potomków ewolucyjnych utracona w procesie postępującej specjalizacji, przystosowania się do specyficznych, pierwotnych nisz.

Poniżej umieszczam grafikę z Wikipedii. Drzewo filogentyczne, które umieszcza LUCA w roli wspólnego przodka. Około 3,5-3.8 miliarda lat temu doszło do rozdzielenia linii ewolucyjnej na prokariotyczne bakterie i eukarionty (jądrowce) oraz archeany. Archeany można nazwać ogniwem pośrednim między bakteriami a eukariontami. Tak jak bakterie są pozbawionymi jądra komórkowego prokariontami wyposażonymi w  jeden tylko kolisty chromosom. Pod innymi względami bardziej przypominają organizmy jądrowe – ich DNA jest osłonięte białkami, bardzo zbliżone są również mechanizmy replikacji DNA i syntezy białek. Archeany maja więcej genów niż bakterie, a mniej niż eukarionty. Idealny przykład ogniwa ewolucyjnego, jakby ktoś pytał. Eukarionty rozdzieliły się od archeanów 2.5-3 miliardy lat temu. Mniej więcej 2 miliardy lat temu doszło do spektakularnego przełomu, swoistej fuzji. Jednokomórkowy, obcy organizm endosymbiotyczny został włączony do komórki jako istotny jej element biorący udział w wytwarzaniu energii w procesie oddychania tlenowego. Nazywamy go mitochondrium. Do dziś zachował własne DNA. A ponieważ mitochondria pochodzą z czasów, gdy tlenu w atmosferze było niewiele, to także i obecnie najwłaściwszym dla procesu oddychania stężeniem tlenu jest to nieprzekraczające 0.3% ciśnienia atmosferycznego. I taki właśnie poziom występuje w mitochondriach.

Drzewo filogenetyczne. Grafika pochodzi z Wikipedii. Czarna linia u podstawy to LUCA. Na zielono zaznaczyłem moment endosymbiozy mitochondrialnej

Tak więc LUCA nie był bakterią, lecz przodkiem wszystkich bakterii i bardziej od nich przypominał pierwotniaki. Jego maszyneria kodująca oparta była zapewne już na DNA, podczas gdy jego przodkowie wykorzystywali RNA. Miał geny rozrzucone po wielu linearnych chromosomach, a nie zgromadzone w jednym kolistym. Był też poliploidalny, czyli posiadał wiele zapasowych kopii każdego genu (co jednak charakteryzuje także niektóre bakterie żyjące w ekstremalnych warunkach). Bakterie, jak i archeany, pojawiły się później jako wysoce uproszczeni i wyspecjalizowani potomkowie LUCA. Część z nich utraciła też zdolność do opierania się stresowi oksydacyjnemu. Wiele porzuciło molekularne elementy świata RNA. Natomiast eukarionty, które powstały w wyniku fuzji bakterii i archeanów zachowały w komórkach prymitywne cechy LUCA, na czele z elastycznością metaboliczną, po dziś dzień. To zadziwiające, że bakterie są pod tym względem bardziej od eukariontów, a więc i od nas, ludzi, zaawansowane ewolucyjnie.

I na koniec istotne zastrzeżenie. LUCA nie był pierwszą żywą istotą w ogóle, lecz zakończeniem linii, która dała początek wszystkim znanym liniom organizmów. Wciąż nie wiemy jak powstało życie. Często się nad tym zastanawiam i pamiętając że w biologii, w ewolucji nie sposób wytyczyć ostrych granic czegokolwiek, coraz bardziej przekonuje się do tezy, że i życie jako takie trudno rozróżnić od nie-życia. Wciąż nie potrafimy jednoznacznie określić statusu wirusów oraz niektórych form przetrwalnikowych. Nie potrafimy ich jednoznacznie zakwalifikować jako organizmy żywe. Dopuszczam możliwość, że powstanie życia nie było jakimś spektakularnym zjawiskiem, do którego doszło w pierwotnej, bulgocącej, organicznej zupie, jak się na ogół uważa. Bardziej przemawia do mnie scenariusz, że ten bezprecedensowy w skali wszechświata cud natury (o ile nam wiadomo) należy traktować jako efekt nieefektownej, postępującej zmiany ilościowej. Owoc coraz to większej złożoności. Nieustająca kumulacja złożoności doprowadziła do przekroczenia stanu krytycznego, za którym pojawiło się życie. Hipotetyczny obiektywny obserwator nawet nie zauważyłby i nie odnotował doniosłości chwili.

Najprostsza żywa komórka wciąż jest bardziej skomplikowana od najbardziej zaawansowanej technologicznie maszyny, jaką udało się stworzyć człowiekowi. Nic więc dziwnego, że mimo wysiłków nie potrafimy odtworzyć procesu kreacji.

Póki co…


Na podstawie książki „TlenNicka Lane’a.


avidal

7 thoughts on “LUCA

  1. Wprawdzie podanego źródła, książki „Tlen” Nicka Lane’a, jeszcze nie czytałem ale mam kilka uwag.

    1. Wirusy
    Mimo, że niektórzy autorzy mają z tym problem, wirusy nie są organizmami żywymi, chociaż trzeba je umieścić na pograniczu życia. Podstawowymi atrybutami życia są: własny metabolizm, samoorganizacja swojej struktury oraz autonomiczna replikacja (samoodtwarzanie się) układów organicznych. Wirusom brakuje tych cech. Ponadto organizmy żywe wymieniają materię i energię z otoczeniem, w którym żyją. Wirus nic nie wymienia, a jedynie infekuje komórkę gospodarza. Możny by uznać wirusy za „odpad” ewolucyjny organizmów komórkowych, jednakże o wysokim swoistym powinowactwie do tych ostatnich.

    Wirusy, dopiero kiedy uda im się zainfekować żywe komórki, demonstrują swoje genetycznie uwarunkowane ”pasożytnicze” możliwości. W martwych komórkach nic nie osiągną, ale w żywych wymuszają przestawienie metabolizmu gospodarza na powielania swoich dalszych cząstek. I wtedy zaczyna się dla życia gospodarza ogromny problem. Jednak żywe organizmy, od bakterii poczynając a na ludziach kończąc, są zdolne (kosztem strat populacyjnych) do ewolucyjnego wytwarzania mechanizmów obronnych. Jeżeli nie byłoby mechanizmów obronnych , wirusy zniszczyłyby cały świat organizmów żywych.

    2. Dlaczego glukoza?
    Wydaje mi się, że autor książki poszedł tu na łatwiznę. Powszechnie glukoza jest doskonałym źródłem węgla i energii dla współczesnych organizmów cudzożywnych (heterotrofów). Dzisiejszy świat organizmów żywych jest przepełniony tym cukrem i jego pochodnymi polimerami. A to dzięki samożywnym (autotroficznym) roślinom. Ale samorodne wytworzenie się glukozy w inicjującej życie zupie wydaje mi się najmniej prawdopodobne ze wszystkich możliwych rozwiązań.
    Jeżeli już, to pierwszeństwo dałbym aminokwasom i powstającym z nich peptydom. To też taka (do dyskusji) „teoria samorództwa” życia na Ziemi. A dalej mamy w tym, zaczynającym się od aminokwasów, szeregu białka strukturalne i białkowe enzymy katalizujące reakcje składające się na życie. Gdzieś „po drodze” miała szansę pojawić się i glukoza – jako budulec i źródło energii dla heterotrofów.

    „Gdzieś na drodze powstawania życia” są jeszcze zasady azotowe, nukleotydy i kwasy nukleinowe (nośniki informacji genetycznej). Tych substancji „na drodze życia ” jest dużo więcej, a do najważniejszych wśród nich należą lipidy gwarantujące istnienie błon komórkowych.
    Szukając przybliżonych wyjaśnień początków życia skłaniałbym się do szukania tego np. w otoczeniu kominów hydrotermalnych na dnie oceanów. Nie ma światła i nie ma tlenu, co wydaje się zaprzeczać autotrofii (ale tylko wydaje się). Nie ma tam jednak również glukozy czy innego organicznego substratu dla rozwoju heterotrofów. Do tego zabójcza temperatura ponad 100oC, a życie kwitnie.

    Otóż nawet dzisiaj budulec i energię najbardziej prymitywne formy życia czerpią z przemian najprostszych związków węgla (CO2, CH4) i siarki, a tych w historii Ziemi nigdy chyba nie brakowało. Najprostsza pierwotna heterotrofia mogła bazować na metanie. Do dzisiaj istnieją liczne bakterie wykorzystujące metan (niektóre również metanol) jako jedyne źródło węgla i energii. Przykładami są bezwzględne metylotrofy z rodzaju Methylomonas. Nie należy jednak wykluczać równouprawnionej autotrofii – w otoczeniu oceanicznych gejzerów mamy świat współczesnych chemolitotrofów (a dokładniej autochemolitotrofów) asymilujących CO2, a tego związku chemicznego w oceanach nie brakuje.

    3. Tylko CHON?
    Nie można nie uwzględniać fosforu i siarki, a zwłaszcza tego pierwszego, który poza występowaniem w podstawowych strukturach komórkowych, jest bezwzględnie istotny w procesach energetycznych i katalitycznych żywych organizmów. Reszty fosforanowe występujące w różnych metabolitach są nośnikiem energii w procesach życiowych ziemskich organizmów.

    PS
    Kod genetyczny nie jest złożony z aminokwasów, a jedynie określa pozycję aminokwasów (i to nie czterech, ale ciut więcej) w łańcuchu polipeptydowym. Odpowiedzialne za to są trójki nukleotydów, które są istotą kodu genetycznego.

  2. LUCA był, jak się uważa, organizmem metabolicznie plastycznym, znacznie bardziej plastycznym niż bakterie i archeany – te drugie wyspecjalizowały się w zasiedlaniu ekstremalnych środowisk, takich jak właśnie kominy termalne na dnie oceanów, silnie zasolone wody (jedne z nielicznych organizmów żywych w Morzu Martwym) czy też w biotopach o bardzo niskim, jak i bardzo wysokim odczynniku ph. W związku z tym nie wyewoluował jako ekstremofil czy siarkofil – uznaje się wersję, że żył w powierzchniowych wodach oceanów, w warunkach wymagających takiej plastyczności. Nie był specjalistą lecz oportunistą. Posiadał zdolność przestawiania się z jednej formy metabolizmu na inną w razie potrzeby, a do tego stosował pewne wyszukane metaboliczne sztuczki. Tak więc przynajmniej w odniesieniu do LUCA opcja kominów termalnych odpada. Jak było z jego przodkami? Nie mam danych na ten temat.

    Oczywiście akronim CHONP a tym bardziej CHONPS to już niemal idealny zestaw konieczny do powstania życia, jednak ewentualny brak w nim fosforu i siarki nie uniemożliwia go. Maksymalnie uprościłem wymagane elementy na potrzebę artykułu.

    Co do glukozy, Twoje obiekcje byłyby jak najbardziej słuszne, gdyby jedynym sposobem na jej wyprodukowanie była fotosynteza z użyciem chlorofilu, który zresztą pojawił się w komórce na podobnej zasadzie jak mitochondrium, czyli poprzez wchłonięcie i jednej komórki przez drugą na drodze endosymbiozy. W odniesieniu do artykułu natomiast należy brać pod uwagę fotosyntezę opartą na jakimś innym barwniku – np. na bakteriodopsynie.

    Co do wirusów i ich statusu jako organizmów żywych lub martwych – to sam piszesz że nie ma konsensusu, więc niejako potwierdzasz moje słowa. Wszystko rozbija się o definicję życia – przytoczone przez Ciebie atrybuty wcale nie są jednoznacznie uznawane za wystarczające z jednej strony, ani za konieczne z drugiej. Cysty solowców przez lata całe nie wykazują żadnej, jakiejkolwiek aktywności metabolicznej. Przechowywane w temperaturze -271 stopni Celsjusza w warunkach, w których ustają wszelkie procesy biologiczne, a ruch atomów zamiera, potrafią się – choć nie wszystkie, „odrodzić” po pojawieniu się sprzyjających warunków. Zatem to nie takie proste.
    Poza tym wirusy wykazują zdolności do replikacji i ewolucji biologicznej – nawet jeśli wykorzystują do tego maszynerię organiczną innych komórek. Być może wymóg autonomii w tym zakresie jest zbędny.
    Nie twierdzę przy tym wszystkim, że wirusy są żywymi organizmami – bardzo prawdopodobne, że należy je traktować po prostu jako jakieś szczątkowe relikty genotypów o pasożytniczych właściwościach. Natomiast nie sposób uznać je za martwe poza wszelką wątpliwość.

    Co do aminokwasów i kodu oczywiście przyznaję rację, ująłęm to zbyt skrótowo, a przez to błędnie.

  3. Generalnie dyskusja początków życia na Ziemi koncentruje się na dwóch alternatywnych propozycjach: samorództwo w oceanicznej „pierwotnej zupie” albo panspermia. Jednakże, kiedy myślowo obejmiemy wszechświat (przynajmniej ten nam znany), z którego „zarodki życia” mogłyby trafić na Ziemię, wracamy do smorództwa życia gdzieś we wszechświecie, a dopiero późniejszej panspermii. No chyba, że stworzenie wszelkiego życia jest dziełem STWÓRCY.

    Zostańmy jednak przy wariantowości LUCA – heterotrofia czy autotrofia? W przypadku heterotrofii glukoza wydaje mi się najmniej prawdopodobnym źródłem węgla i energii dla prób tworzenia się pierwszych komórek. Gdzie miałaby zostać zsyntetyzowana? Czy w wyniku samorzutnych procesów chemicznych? Jej samorzutne powstanie w „pierwotnej zupie”, żeby następnie odżywiać komórkę jest dla mnie nie do przyjęcia. Moim zdaniem kandydatem numer 1 nadal pozostaje metan.

    Dzisiaj ziemski metan (a jest przecież jeszcze pozaziemski) powstaje przede wszystkim w wyniku beztlenowej fermentacji materii organicznej po organizmach żywych. W atmosferze jest niestabilny, ale doskonale rozpuszcza się w wodzie. Na dnie oceanów zalegają olbrzymie pokłady hydratów metanu (ale tego wtórnego – po fermentacji). Tymczasem „pierwotny” metan powstawał w procesach geologicznych od początku formowania się planet. Tworzony jest ze związków nieorganicznych w tzw. procesach magmowych.

    Do dzisiaj „pierwotny” metan, podobnie jak dwutlenek węgla i siarkowodór, występuje w erupcjach, tak naziemnych jak i oceanicznych. Występuje też (nawet w stanie ciekłym) na niektórych planetach , co skłania astrobiologów do myślenia o możliwości istnienia tam jakichś pierwotnych oznak życia. Nawet niepodobnego do ziemskiego, jeżeli nie ma tam wody.

    Wiemy, jak procesy metaboliczne wykorzystujące metan jako źródło węgla i energii przebiegają współcześnie; jak mogłyby przebiegać w „pierwotnej zupie” – nie mamy pojęcia. Nie wiemy, co byłoby akceptorem elektronów i jak generowana byłaby energia. Myślę, że na samym początku wokół organicznego metanu musiał zaistnieć sprzyjający układ związków nieorganicznych. Dopiero, kiedy zaistniały pierwsze zamknięte błonami twory komórkowe, synteza glukozy z asymilowanego metanu, nie stanowiłyby już problemu. Jeżeli nie, to musiałyby być jakieś wcześniejsze systemy prakomórkowe syntetyzujące glukozę.

    Ponieważ synteza glukozy wymaga niezwykle złożonego układu komórkowych struktur białkowych, błonowych, akceptorów elektronów, nośników energii, znacznie łatwiej przyszłoby mi zaakceptować jako pierwotny substrat dla LUCA aminokwasy, których możliwość samorzutnej syntezy w „mineralnej zupie” została już dawno udowodniona w warunkach doświadczalnych. I dzisiaj aminokwasy są doskonałym źródłem, nie tylko azotu, ale również węgla i energii dla organizmów heterotroficznych, nie wyłączając Homo sapiens.

    Bakteriodopsyna zamiast chlorofilu? Tak (alternatywna fotosynteza), ale nie na początku komórkowego życia. Ta polipeptydowa pompa protonowa działa we wytworzonych już strukturach komórkowych i układach błonowych niektórych archeonów (pod koniec XX wieku mówiło się o archebakteriach). Podobnie jak chlorofil musi zostać wcześniej zsyntetyzowana. Z czego? Z prekursorów, którymi są aminokwasy, a to już wymaga nukleotydów i kwasów nukleinowych. Jak by to było możliwe, gdyby nie było struktury komórkowej?

    Na początku życia komórkowego musiał być inny, prostszy mechanizm zdobywania energii. I taki istnieje przecież do dzisiaj. Jeżeli początkiem komórkowego życia ma być heterotrofia, pozostaję przy wskazaniu na chemoorganotrofię z wykorzystaniem organicznych związków jednowęglowych jako źródła węgla i zarazem energii. Jeżeli miałaby to być autotrofia kandydatem jest chemolitotrofia, gdzie źródłem energii do asymilacji dwutlenku węgla i dalszych syntez są reakcje prostych zredukowanych związków nieorganicznych.

    Wracając do wirusów – nie przekonałeś mnie. Cysty, zarodniki, przetrwalniki wytwarzane przez różne organizmy, a także zamrożone żaby czy niesporczaki pozostają nadal organizmami (tyle tylko że w stanie uśpienia), czekającymi jedynie na sprzyjające warunki do powrotu do życia. Nie potrzebują żadnego biologicznego wsparcia. Same w sobie mają wszystko niezbędne do samodzielnego życia. Wirusy tego nie mają i same z siebie nie są zdolne do replikacji; są replikowane dopiero przez metabolizm żyjącego gospodarza. W martwym nie wzbudzą swojej replikacji. Są to tylko „organiczne okruchy”, które – jeżeli uda im się dostać do odpowiedniej komórki, potrafią wprawdzie dużo „narozrabiać”, ale pozostawione same sobie są tylko martwą materią organiczną.

    Na nic nie mamy twardych dowodów, zatem możemy tylko dywagować, co jest bardziej prawdopodobne. To trochę tak, jak w fizyce kwantowej, gdzie też określa się tylko prawdopodobieństwo zaistnienia niektórych stanów wszechświata. Uprościłem, ale nie szkodzi.

    A cała ta moja pisanina to tylko przez glukozę. 😊

  4. No ale to bardzo dobrze, że poczułeś się sprowokowany do obszerniejszej argumentacji. Dzięki temu zajrzałem do książki i okazuje się, że Nick Lane pisze o LUCA jako o organizmie niezdolnym do przeprowadzenia fotosyntezy. Wygląd na to, że z tą glukozą pamięć spłatała mi figla – nie znalazłem ani jednego zdania, które by wskazywało na glukozę jako na składnik odżywczy LUCA. Powinienem więc przeredagować tekst…

  5. A cała ta dyskusja przez naszą niewiedzę. Na szczęście greccy filozofowie wskazali drogę poznawania. Odrzucili mity i zaczęli pytać jak funkcjonuje świat i jakie były jego początki. Pierwszy był chyba Tales z Miletu (VI w. p.n.e.). W tym samym czasie Anaksymander (też z Miletu) zaproponował ewolucyjny rozwój naszego świata i uważał nawet, że zwierzęta lądowe wywodzą się od zwierząt morskich. Był na tyle odważny, że rodowód człowieka widział w innych wcześniejszych gatunkach.

    Okazuje się zatem, że Karol Darwin i Alfred Russel Wallace nie byli w tej materii pierwsi. Niestety, od greckich filozofów oddzielały ich długie „wieki ciemne”. Kolejny grecki filozof – Sokrates (V w. p.n.e.), wskazał jak „dochodzić doprawdy” – przez dialog. No to realizujemy tu jego zalecenie. Podwaliny sensownej dyskusji wskazał nam też starożytny Grek – Arystoteles (IV w. p.n.e.), który uznał, że poznawanie wymaga logicznego myślenia.

    Cały czas, dyskutując z Tobą (co sprawiło mi przyjemność), starałem się zatem myśleć w miarę logicznie. Uznałem, że początek komórkowego życia na Ziemi musiał być niezwykle prosty, żeby nie powiedzieć – prymitywny. Drążę zatem ten ciekawy wątek, który jest sprawdzony doświadczalnie, bo myślę że w tym temacie warto. Wiemy, że proste w pełni organiczne związki chemiczne, które występują w żywych organizmach mogły powstawać z atomów (C, H, N) i prostych związków (woda, metan, etan, amoniak), nawet bez udziału tlenu cząsteczkowego, ale pod działaniem krytycznych czynników abiotycznych (fizycznych). A takie występują w formowaniu sie każdej planety.

    Przykładem abiotycznej drogi powstawania biotycznego produktu jest ciąg reakcji zrealizowanych w doświadczeniu laboratoryjnym, a prowadzący do wytworzenia biogennego aminokwasu – alaniny. Niżej w dużym uproszczeniu:
    Metan (CH4) + amoniak (NH3) + etan (C2H4) + woda (H2O) → alanina (CH3CHNH2COOH)

    Takie i podobne dane doświadczalne mogą tylko wspierać stawiane hipotezy i pobudzać naszą wyobraźnię, ale twardych dowodów na to, że w taki lub podobny sposób powstawało pierwotne życie nie ma. I chyba nie będzie. Aminokwasy i inne proste struktury organiczne mogły dać początek, ale żeby zaistniało życie komórkowe musiały wyeluować (jak?) struktury bardzo złożone zamknięte błonami, a później nawet ścianami komórkowymi. Jak mogłoby do tego dojść w „pierwotnej zupie”, można tylko spekulować.

    Nadal pozostajemy na domniemaniach i prawdopodobieństwach. Ale czy wszystko musimy wiedzieć? Zostawmy trochę filozofom.

  6. Filozofom? Nie bardzo mi pasuje taka perspektywa. Nie jestem pewien, czy filozofia nie przyniosła więcej szkody niż pożytku. W przypadku myśli arystotelesowskiej to właściwie jestem o tym przekonany.
    Ale to inny temat, a poza tym jak już pisałem nie znam się na filozofii. A teraz dodam tylko, że jej nie ufam.

  7. To tak jak ja; filozofia w sensie nauczanym na uniwersyteckich wydziałach filozofii jest mi obca. Jak coś nawet przeczytam, to często nie rozumiem albo nie zgadzam się.

    Natomiast z wielkim szacunkiem odnoszę się właśnie do starożytnych filozofów greckich za ich odwagę negowania mitów (z których filozofia chyba się zrodziła) i promowanie poznawania świata w oparciu o fakty i racjonalne myślenie. A nade wszystko cenię ich za wkład w rozwój matematyki. Tu przykładem jest Pitagoras i jego szkoła (VI w. p.n.e.): opracowanie systemu dziesiętnego czy tabliczki mnożenia, a w obszarze geometrii twierdzenie Pitagorasa, elipsa, hiperbola, parabola. I dalej ówczesne „herezje” Pitagorasa – Ziemia jest kulą i obraca się wokół własnej osi, a także krąży z innymi ciałami niebieskimi wokół centralnej ognistej kuli.

    Z takie „herezje” Giordano Bruno w XVI wieku n.e. został spalony na stosie. Dzieło Mikołaja Kopernika zostało zakazane, a Galileusz (Galileo Galilei) musiał się wyrzec swoich „herezji”, a nawet je przekląć wobec rzymskiej inkwizycji. Jakże można nie cenić greckich filozofów otwierających swoje umysły w celu poznawania świata ponad dwa tysiące lat wcześniej.

    A na marginesie – w języku angielskim najważniejszy używany do dzisiaj stopień naukowy PhD (Doctor of Philosophy) znaczy tyle co doktor nauk, i może dotyczyć doktoratu w zakresie dowolnej dyscypliny naukowej. Widzę to najstarszą interpretację filozofii jako nauki czyli poznawanie, dociekanie.

Leave a Reply