Pentatomidae – Tarczówkowate
Głowa, przedplecze i pokrywy ciemnobrązowe lub brązowo-zielone. Przy przedniej krawędzi scutellum rząd żółtawych plamek; najwyraźniej zaznaczone plamki w przednich kątach scutelllum. Zakrywka z falistymi prążkami, pozbawiona plamkowania. Connexivum dwubarwne, naprzemiennie czarne i białe. Tylne golenie czarne z szeroką, jasną obrączką. Czułki czarne; człon 4 białożółto obwiedziony w części nasadowej i wierzchołkowej; człon 5 jasno obwiedziony przy nasadzie.
- Status. W Polsce wciąż rzadka, znana z niewielu stanowisk (stan na 2020 rok). Nie notowana przed rokiem 2014. Edit 2024: zgodnie z wcześniejszą prognozą zwiększa zasięg i liczebność.
- Siedlisko. Nasłonecznione skraje lasów, parki, ogrody, sady, zadrzewienia. Gatunek ciepłolubny
- Wymiary. Długość ciała 12-17 mm
- Aktywność. Od wiosny do jesieni. Zimują wyłącznie imagines
- Lokalizacja. Chorwacja, USA, Ukraina, Polska – mazowieckie, małopolskie, podkarpackie, łódzkie
- Pokarm. Imagines i larwy żerują na rozmaitych drzewach i krzewach i roślinach zielnych; wysysają liście, łodygi, warzywa i owoce. Wymienia się m.in. brzoskwinię, morelę, śliwy, jabłonie, czereśnie, maliny, morwę, gruszę, dzikie róże, orzechy laskowe, migdały, winogrona, kukurydzę, pomidora, fasolę, soję, bakłażana, borówki
- Podobne. Przede wszystkim Rhaphigaster nebulosa, u którego występuje wyrostek brzuszny, a jasna obrączka obecna jest również na 3-im członie czułków
- Uwagi. Jednym z parazytoidów jest Trichopoda pennipes
- Uwagi 2. Autorzy obserwacji – Jacek Nowak Roman Prokhorov Judy Gallagher Jarosław Bury Paweł Głowacki Marek W.Kozłowski Alek Brzozowski Maks Syratt
- Rozmieszczenie
- H.halys w iNat
Łódź 09.10.2020














W tym miesiącu zauważyłem masowy pojaw osobników tego gatunku w Krakowie
Wygląda na to, że ten gatunek idzie śladami dzidosza mglistego i zapewne ekspansja będzie postępować na północ.
Tak, i w dodatku zajmują chyba te same stanowiska, a przynamniej ja spotykam je w tych samych.
W Warszawie jest to już gatunek pospolity,i liczny przynajmniej w mojej części miasta. Zwykle spotykam je jak są gdzieś w domu albo w jego okolicach jesienią (gdy poszukują miejsc do zimowania)
Dziś nawet znaleźliśmy jedną nimfę w domu i chodzi sobie gdzieś po ścianach. Mają takie fajne, charakterystyczne „kolczaste” wyrostki przy głowie które nadają im wyglądu jakby były w zbroi:D
Nie ukrywam, że cieszy mnie niezmiernie wzrost liczebności kolejnego południowego gatunku. Chociaż taki pożytek z ocieplenia klimatu.
Dziś wpadł nam do domu (Łódź) i idealnie przykleił się do łapki na ziemiórki… udało nam się go odkleić, ale już raczej nie będzie latał…
Wczoraj tuż obok wejścia do mojej klatki schodowej widziałam nimfę tego gatunku. Pół wieczoru się zastanawiałam, co to może być… a to kolejny nowy południowiec!
Radzi sobie lepiej, niż się spodziewano. Ja jestem tym usatysfakcjonowany.
Szczerze, nie rozumiem, jak może cię cieszyć obecność gatunków obcych i inwazyjnych w Polsce? Tak samo powinny cię cieszyć pola nawłoci kanadyjskiej w Polsce. Chociaż taka korzyść…
Zatem musisz być sfrustrowany obecnością w naszym kraju jabłoni, truskawek, ziemniaków, czosnku, ogórków, cebuli, fasoli, pszenicy, pomidorów, orzechów włoskich, moreli, rabarbaru, słonecznika… Gdzie się nie odwrócisz, wszędzie obcy
Ja trochę rozumiem Irka. To nie jest przybysz z południa, co nie dziwi przy zmianach klimatu, tylko z Azji Wschodniej, który dobrze rozgościł się najpierw na południe od Polski. Pozbawiony swoich patogenów ma spory potencjał niszczący rodzime układy. Jeśli by jeszcze skutecznie atakował uprawy warzyw i owoców, to pierwszym skutkiem będzie zwiększenie oprysków i skażenia nimi żywności którą jemy.
No tak, ale ogórek pochodzi z Himalajów, cebula z Indii, a rabarbar z Chin. A to tylko 3 z licznych przykładów. Po prostu perspektywa Irka jest skażona antropocentryzmem, jak to na ogół bywa.
No oczywiście, kryterium użyteczności jest tu jak najbardziej na miejscu.
Dlaczego stosujesz akurat takie kryterium? Ponieważ oceniasz z antropocentrycznego punktu widzenia. I tak jest zawsze. Cała to troska o zagrożeniu bioróżnorodności, te rzekome obawy o rodzime gatunki – to na ogół zwykłe mydlenie oczu. W ostatecznym rozrachunku istotne są niemal wyłącznie ludzkie interesy i zyski. Mnie się to nie podoba.
Dokładnie, zresztą np. takie wróble, o które teraz się nagle wszyscy zamartwili pochodzą z Azji, a ich ekspansja i liczna populacja w Europie jest efektem „negatywnej” działalności człowieka. Podobnie myszarka zaroślowa ma populację odizolowaną od europejskiej w Azji Południowo-Wschodniej i nikt jakoś nie określa ją mianem inwazyjnej, morderczej bestii z Dalekiego Wschodu, która dosłownie trzebi rodzime, poczciwe gatunki. Antropocentryzm i gatunkowizm pełną gębą, Zresztą w przypadku nutrii „inwazja” już została odparta i naczelny, który w skutek swojej bezpośredniej i pośredniej działalności doprowadził do zniknięcia z globu tysięcy gatunków może zatriumfować.
Nie, Rafale. Ekspansywne obce gatunki są zagrożeniem dla bioróżnorodności lokalnej (i nie tylko). „Korzyści” są niewielkie i krótkotrwałe. Ogórek, rabarber, czy nawet cebula w naturze się nie utrzymają, więc trudno mówić, że to gatunki obce dla natury. Pisząc „te rzekome obawy o rodzime gatunki – to na ogół zwykłe mydlenie oczu” pokazujesz, że nie widzisz istoty problemu. To raczej ludzie mydlą oczy zachwalając korzyści z nawłoci, topinamburu, rdestowców czy niecierpków. Negatywny wpływ takiej nawłoci na bioróżnorodność nawet nie wymaga specjalnych badań. Jej agregacje skutecznie eliminują większość rodzimych gatunków. I owszem dają duży pożytek dla niewyspecjalizowanych zapylaczy i pyłkożerców, ale tylko tych latających od połowy lata. Od wiosny do początku lata nawłociowiska mają dla zapylaczy wartość betonu. Najpodlejsza nawet łąka ma jakieś zróżnicowanie fenologiczne korzystne dla licznej grupy gatunków. Klasyczna łąka ma chociaż szansę zarosnąć lasem. Nawłoć tak przekształca glebę, że siewki drzew i krzewów mają ostro pod górkę. Do tego zauważ, że gatunki obce najlepiej się mają na siedliskach mniej lub bardziej zniekształconych przez człowieka. W sumie to można powiedzieć, że inwazyjne gatunki obce działają jako kolejny czynnik typu przesuszenie czy eutrofizacja. Na przesuszone torfowisko wchodzi pokrzywa i ostrożeń. Dobrze się ma kilka gatunków roślin i pokrzywożerne rusałki, choć i one nie zawsze, bo tam zimą dalej może być zimno i wilgotno, przez co zimujące stadia rozwojowe mogą ginąć całkowicie lub w dużej części.
Ale dokładnie to samo robią ekspansywne gatunki rodzime, jak masz agregację sosny, to dopiero zapylacze nie mają tam czego szukać. No i glebę też bardzo mocno zubożają, wysuszają i zakwaszają.
Nawet jednolite bory sosnowe na właściwym siedlisku to ekosystemy bardzo bogate i różnorodne. To z nimi są związane przestrzennie murawy szczotlichowe, napiaskowe i wrzosowiska, a miejscami również murawy bliźniczkowe. Inna sprawa, że nasadzenia LP, to najczęściej jakaś zgroza, ale też te rozległe rębnie I, dają szansę na zachowanie siedlisk wielu błonkówek, motyli czy prostoskrzydłych. One są uboższe od dobrze wykształconych muraw, ale i tak lepsze niż nic. Choć oczywiście zaorany las z rządkami sosny i brzozy zaraz po posadzeniu wygląda jak pole z ziemniakami (i takim jest dla leśnika).
Zdaje sobie z tego sprawę, mnie chodziło o skalę porównawczą. Taka sośnina w dużo większym stopniu przekształca glebę, niż nawłociowisko. Sosny potrafią wyjałowić, wysuszyć i zakwasić nawet całkiem dobrą glebę, dobrze to widać na byłych polach uprawnych, które zostały zalesione sosną. Nawłoć w zasadzie wydziela tylko związki allelopatyczne, których działanie jest ograniczone w czasie tj. znika po usunięciu nawłoci.