Teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą

22 października 1996 roku

To pamiętne zdanie wydalił z siebie Wojtyła jako formę przesłania, czy też wytycznej dla Papieskiej Akademii Nauk –  o dziwo tak absurdalny twór istnieje. Nie nadał mu wartości doktrynalnej. Nie zanegował też tych wykładni Kościoła, które taką doktrynalną wartość posiadały, a zostały zawarte w encyklikach i dekretach – np. w encyklice z 1880 roku czy w dekrecie Papieskiej Komisji Biblijnej z roku 1909-ego. Z perspektywy liberalnych, nowoczesnych chrześcijan (ja wolę o nich myśleć jako o oportunistach i konformistach) był to jednak nieistotny szczegół, nie warte roztrząsania niedopatrzenie ze strony papieża, którego już wówczas nazywano zupełnie nieadekwatnie postępowym. Nowocześni chrześcijanie wreszcie mogli pogodzić ewolucję z religią. Naukę z wiarą. Fama rozeszła się błyskawicznie i nieodwracalnie – jeśli dziś spytasz choć trochę zainteresowanego tematem ludzia, czy ewolucja przeczy religii, niemal zawsze odpowie przecząco (chyba że jest moherem, albo totalnym ortodoksem, a czasem apateistą). I to bez różnicy, czy deklaruje się jako wierzący, jako ateista, czy jako agnostyk. Bo przecież nawet papież tak orzekł.

Tymczasem w rzeczywistości Kościół akceptuje jedynie różne formy kreacjonizmu. Doktryna z dokumentów wysokiej rangi wciąż obowiązuje. Przytoczę tutaj choćby Papieską Komisję Biblijną, która wyrokuje, że pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju mają charakter dosłowny i historyczny. W szczególności do faktów, których historyczności nie wolno podważać, należą między innymi:

Ukończenie stworzenia całego świata przez Boga na początku czasu, specjalne stworzenie człowieka (peculiaris creatio hominis), utworzenie pierwszej kobiety z pierwszego człowieka (formatio primae mulieris ex primo homine), jedność rodzaju ludzkiego, pierwotne szczęście prarodziców w stanie sprawiedliwości

Ale pomińmy na chwilę kontekst historyczny i udajmy, że słowa Wojtyły coś oficjalnie znaczą. Cóż takiego on właściwie stwierdził? Ano tyle tylko, że ewolucja darwinowska być może zachodzi, że nie jest czystą spekulacją. Jednak gdyby go wtedy spytać, czy dotyczy człowieka – zaprzeczyłby cała mocą. Gdyby go wtedy spytać, czy gatunki potomne powstają z gatunków już istniejących – zaprzeczyłby. Jedynym ustępstwem, na które Kościół wtedy i dziś jest być może gotów, to mikroewolucja. Zmiany zachodzą w obrębie danego gatunku na przestrzeni czasu, lecz nigdy nie stanowią mechanizmu twórczego, nie kreują nowych form życia. Ta kompetencja jest zarezerwowana dla Boga, na wieki wieków. Tę nienaruszalną zasadę zwięźle i treściwie ujął w 2014 roku papież Franciszek:

Koncepcja ewolucji przyrody nie sprzeciwia się pojęciu stworzenia, ponieważ teoria ewolucji zakłada ideę stworzenia bytów, które ewoluują

Bytów, które ewoluują. Jakże to znamienne. Byty zostały już stworzone i nowych nie będzie.

Tak wygląda akceptacja TE przez Kościół. Sam Kościół nie rozwiewa wątpliwości i niw wyprowadza wiernych z błędu – ba, znaczna część duchownych powiela bzdury. Zwykle z niewiedzy odnośnie własnej religii, ale w szerszym ujęciu dlatego, że to się po prostu opłaca. Nie ma co ryzykować utraty części i tak systematycznie malejącej trzódki. A co za tym idzie wpływów, pieniędzy, władzy. I powagi.


22 października 4004 roku p.n.e. – stworzenie świata

Wybitny znawca Biblii i konstruktor biblijnego drzewa genealogicznego, arcybiskup James Ussher ustalił ponad wszelką wątpliwość, że nasza błękitna planeta została stworzona przez Wszechmogącego właśnie tego dnia, późnym wieczorem. Arcybiskup dokonał obliczeń w XVII wieku – wówczas uznano efekt jego pracy za imponujące, zachowujące wymagany rygor osiągnięcie naukowe. Potem prawdziwa nauka zweryfikowała te brednie. Teologowie obrali więc wielokrotnie potem stosowaną strategię – uznali niektóre biblijne opisy stworzenia świata za teksty charakterze symbolicznym, które tylko oni potrafią właściwie interpretować. I również tylko oni są w stanie ustalić, które teksty są przenośnią, a które warto traktować dosłownie. Jest robota na całe życie? Spytajcie profesorów na KUL-u . Któż inny potrafi  wyłożyć jak krowie na granicy zagmatwane meandry angelologii albo mariologii?

James Ussher



21 października

23 października

Dodaj komentarz