17 września 1683 roku – Holandia
Antonie van Leeuwenhoek prowadził z powodzeniem sklep sukienniczy. Do oceny jakości tkanin używano wtedy soczewek, lecz nienajlepszej jakości. Postanowił je udoskonalić poprzez cierpliwe i staranne szlifowanie, w którym osiągnął niemal perfekcję. Mocował je do metalowego stelaża wyposażonego w szpikulec, na który nabijał próbkę. I tak niepostrzeżenie zaczął konstruować mikroskopy – łącznie w ciągu życia zbudował ich ponad 20. A ponieważ jego soczewki nie miały sobie równych, to i jego mikroskopy przewyższały wszystkie inne – umożliwiały powiększenie 10-krotnie od nich większe, nawet rzędu 300×. Leeuwenhoek niespodziewanie ujrzał przed oczami nieznany dotąd mikroświat. Najpierw pierwotniaki i drożdże, a potem bakterie; nikomu wcześniej to się nie udało. Nowe światy go zafascynowały. Niepiśmiennny sklepikarz i rzemieślnik rozwinął się w przyrodnika-samouka. Badał pod powiększeniem niemal wszystko – wodę, krew, ślinę i inne wydzieliny, glebę, owady i inne drobne zwierzęta, fragmenty roślin, nawet jedzenie którym się posilał. A kiedy wreszcie obwieścił światu, że wszędzie wokół nas, na nas i w nas żyją nieprzebrane ilości tysiąckrotnie mniejszych od oka wszy żyjątek, wtedy, no cóż…nikt mu nie uwierzył. To się wkrótce zmieniło, ponieważ poparł go sam Robert Hooke. Leeuwenhoek wreszcie doczekał się zasłużonej sławy i uznania. Zapoczątkował erę mikrobiologii; dziś nazywany jest jej ojcem. Nie ograniczał się do samych tylko obserwacji, wysnuwał z nich wnioski. Wykazał choćby, że powszechnie uznawana teoria abiogenezy (powstawania życia z martwej materii, np. z brudu) jest fałszywa.
Mimo licznych próśb, nigdy nie ujawnił sekretu konstrukcji mikroskopów wyprzedzających epokę. Porównywalne powiększenia osiągnięto dopiero jakieś 150 lat po jego śmierci. Mikroskopy, które po sobie pozostawił uznano za zbyt cenne, aby je demontować do badań. Wreszcie w 2018 roku zostały przeskanowane tomografem neutronowym. Wykluczono różnorakie, często wymyślne przypuszczenia. Tajemnica okazała się być banalna – to jego perfekcja w ręcznym, mozolnym szlifowaniu soczewek.
17 września 1972 roku wyemitowano pierwszy odcinek serialu komediowego M*A*S*H
Przezabawne perypetie mobilnego wojskowego szpitala chirurgicznego (Mobile Army Surgical Hospital) przyjmującego żołnierzy rannych w walkach w wojnie koreańskiej. Sokole Oko, Radar, major Gorące Wargi Houlihan, major Burns, sierżant Klinger i cała reszta personelu opierała się szaleństwu wojny w najlepszy znany im sposób – dystansem, humorem, zabawą. Nie zapominając przy tym o powinności ratowania życia. Niektórzy twierdzą, że to najlepszy serial komediowy w historii kina. Być może mają rację. Ja zapamiętam, że bez wysiłku przywoływał na twarzy zarówno uśmiech, jak i refleksję nad sensem wojny – a raczej nad brakiem tego sensu.
Niezapomniane intro
Ostatni odcinek (1983 rok) obejrzała prawie połowa ówczesnej populacji Stanów Zjednoczonych.
