Thomas Hunt Morgan

Urodzony 25 września 1866 roku w Kentucky

Tego samego roku pracę o dziedziczeniu cech przez kolejne pokolenia groszku opublikował Gregor Mendel. Do naukowego mainstreamu przebiła się jednak dopiero w roku 1900, a jednym z uważniejszych jej odbiorców był początkujący biolog Thomas Morgan. Zrezygnował z eksperymentowania na myszach, szczurach, kurczakach, gołębiach czy rozgwiazdach, jak to na ogół było wtedy praktykowane. Potrzebował gatunku rozmnażającego się łatwo i szybko, o jak największej liczbie pokoleń w jak najkrótszym czasie. Wybrał muszkę owocową. I uczynił ją najbardziej zasłużonym zwierzęciem dla rozwoju genetyki i nauki w ogóle – mimo że do odkrycia DNA jako matrycy genów musiało minąć jeszcze niemal pół wieku.

Na laboratorium przeznaczył ciasną, zatłoczoną klitkę o wymiarach 5 na 6 metrów. Muszki hodował w szklanych pojemnikach; chętnie w pustych, ćwierćlitrowych butelkach po mleku, które wraz z asystentami kradł rankiem z pojemników zapełnianych rankiem na Manhattanie. Zamierzał wyhodować muszkę inną od pozostałych. Wstrzykiwał w owadzie gruczoły płciowe kwasy, zasady, cukry, sole, alkohole. Poddawał podopieczne działaniu promieni rtg, oraz wysokich i niskich temperatur. Minęły dwa lata, bezowocnie, a Morgan zaczął odczuwać zniechęcenie. Aż któregoś dnia 1910 roku wśród masy muszek o czerwonych oczach zauważył odmieńca o oczach białych. Nazwał drosofilę imieniem White. Troszczył się o nią i obserwował niemal 24 godziny na dobę. Na noc zabierał ją w słoiku do domu, który stawiał przy swoim łóżku. Miał to szczęście, że ciężarna wtedy żona Lilian podzielała jego pasję. Wspólnie naradzali się nad kolejnymi etapami prac. Lilian opowiadała potem, że gdy leżała w szpitalu po narodzinach ich dziecka, mąż oczywiście odwiedzał ją każdego dnia. Jak tam nasza muszka? – pytała. Odpowiadał, że wygląda słabowicie, ale jakoś się trzyma. A jak dziecko?

Muszka White doczekała się (właściwie to był samiec) 1237 sztuk potomstwa, które potem Morgan łączył w pary, a niektóre z osobników z nowego pokolenia miały białe oczy. Zaczęła się nowa era w naukach biologicznych. Dla Morgana i jego uczniów oraz następców to był dopiero początek. W 1915 roku ogłosił chromosomsową teorię dziedziczności. Dziś szeroko rozumiana genetyka jest być może najbardziej perspektywistyczną z nauk przyrodniczych, o nieograniczonej wręcz palecie możliwości. Wiemy już o genach na tyle dużo, aby precyzyjnie modyfikować organizmy, aby pokonywać wcześniej nieuleczalne choroby, aby optymalizować produkcje żywności. Wciąż jednak jesteśmy na samym początku przygody. Wszelkie nasze ingerencje ograniczone są do pojedynczych genów, które kodują konkretną cechę fenotypową, na przykład chorobę genetyczną. Takich jednogenowych zależności jest jednak w organizmie zdecydowana mniejszość, z szerszej perspektywy wręcz pomijalna. Na ogół na dany efekt fenotypowy, na daną cechę, składa się współdziałanie dziesiątek i setek genów, które w dodatku mogą działać odmiennie w zależności od obecności innych genów, a te z kolei mogą się wyciszać lub uaktywniać pod wpływem jeszcze innych genów. Nie znamy tych mechanizmów. Wiemy, że trafiliśmy na róg obfitości, czy raczej na ocean możliwości, ale póki co ledwie zamoczyliśmy stopy i nie mamy pojęcia jak w nim pływać. Kiedy się tego nauczymy, będą dziać się rzeczy niebywałe.

O Thomasie Morganie, jego uczniach i przed wszystkim o muszkach owocowych można by pisać jeszcze długo, ale to nie ten format. Pewnie kiedyś znajdę czas i chęć na porządny artykuł.

„Pokój much” Thomasa Morgana z baterią butelek z drosofilami oraz z kiściami bananów służących za pożywkę


25 września 1906 roku w Sankt Petersburgu urodził się Dmitrij Szostakowicz

Poeci, malarze, rzeźbiarze, graficy, śpiewacy operowi, instrumentaliści, aktorzy. Artyści. Doceniam talent ich wszystkich, naprawdę. Ale ich dzieła są dla mnie pojmowalne, wytłumaczalne. Poematy, rzeźby, obrazy są czymś co ja sam mógłbym stworzyć, choć bez wątpienia w znacznie mniej zachwycającej formie, albo i zupełnie nie do przyjęcia. Istnieje jednak taki rodzaj sztuki artystycznej, której nie jestem w stanie pojąć i spróbować choćby marnej jej namiastki. Jest dla mnie niczym czarna magia. Wykreowanie nowej melodii. Takiej, której świat dotąd nie nucił i nie słyszał. Pod tym względem jestem całkowicie i nieodwołalnie upośledzony.

Dlatego kompozytorów muzyki szczerze podziwiam. Wiem, że otrzymali dar od natury, który staraniami, pracą i edukacją mogli jedynie doszlifować, tak więc to nie tylko kwestia zasług, ale i szczęścia. Nie szkodzi, kłaniam im się z szacunkiem pomimo tej świadomości.

Szostakowicz zdobył renomę na całym świecie licznymi symfoniami, utworami operowymi, sonetami, suitami. U nie koneserów funkcjonuje głównie jako autor Walca Nr 2. Tutaj użytym jako tło muzyczne dla fragmentów dramatu kostiumowego Anna Karenina z hipnotyzującą, całą w czerni Keirą Knightley w roli tytułowej.



24 września

26 września

Zostaw odpowiedź