Urodzony 24 września 1493 roku w Szwajcarii
Alchemik, chemik, astrolog, teolog, myśliciel. Lekarz i konował jednocześnie. Za podstawową przyczynę wszelkich chorób uznawał zaburzenia proporcji dystrybucji w organizmie trzech kluczowych składników całego świata materialnego: soli, siarki i rtęci. Nazwał je principiami. Dostarczamy je wraz z pożywieniem do własnych ciał – przy czym o ich prawidłowej segregacji i dawkowaniu decyduje niewidzialny wewnętrzny alchemik. Archeusz. Dystrybuuje on principia nie tylko po ciele materialnym, ale przede wszystkim po doskonałym ciele niematerialnym. Jeśli człowiek nie zadba o stałe, odpowiednio zróżnicowane i bogate dostawy pożywienia, archeusz nie będzie w stanie wypełnić roli należycie. Pojawią się choroby. Na szczęście na każdą dolegliwość stwórca zapobiegliwie wykreował naturalne antidotum, zwykle w formie rośliny leczniczej. Aby łatwiej było nam dobrać odpowiednie zioło na konkretne schorzenie, dobry demiurg w każdej roślinie zawarł sygnaturę – wyraźną sugestię jej terapeutycznego przeznaczenia. To mógł być kształt liści, barwa kwiatów, zapach, funkcje poszczególnych części rośliny, nawet nazwa. I tak żółte kwiaty zwalczały żółtaczkę, a sercowate liście usuwały wady serca. Któż może wiedzieć, ilu pacjentów „leczył” w ten sposób, komu z nich faktycznie pomógł, a komu zaszkodził. Co godne szacunku, starał się pomagać zarówno bogatym, jak i biednym, wśród których zyskał status uzdrowiciela i dobroczyńcy. Dziś bywa nazywany ojcem nowożytnej medycyny, ale to moim zdaniem przesada. Zasługuje raczej na miano prekursora farmakologii. Opracował i wyprodukował niespotykanie dotąd szeroki asortyment naturalnych preparatów, wyciągów i koncentratów roślinnych i odzwierzęcych, która aplikował pacjentom. To była jego autorska apteka. Alchemicy skupiali się na odkryciu receptury do produkcji złota. Był to daremny wysiłek – dziś wiemy, że całe złoto we wszechświecie powstało podczas kolizji gwiazd neutronowych i inna droga na jego pozyskanie nie istnieje. Paracelsus był wśród alchemików chlubnym wyjątkiem; zajął się tworzeniem leków, a nie na złota.
Zawsze przestrzegał podstawowej zasady – umiejętnego dawkowania. Wszystko mogło być lekiem i wszystko mogło być trucizną, nawet czysta woda.
Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja jest trucizną. To jego najsłynniejsza maksyma, która wiele wieków później została wykorzystana jako argument w propagowaniu być może największego oszustwa paramedycyny w historii – w homeopatii. Ale to już zupełnie inna opowieść.
