Polskie nazwy w Insektarium – część pierwsza
Napisała do mnie Anna Kujawa z Polskiego Towarzystwa Mykologicznego, członkini Komisji ds. Polskiego Nazewnictwa Grzybów – nota bene natychmiast zyskała moją sympatię mianując się członkinią, a nie członkiem komisji. Zaniepokoiło ją dublowanie się niektórych nazw owadów i innych organizmów, np. czarka = nazwa rodzajowa dla grzybów Sarcosypha (mamy tu np. gatunek czarka szkarłatna – Sarcoscypha coccinea) i widzę że mamy też nazwę czarka dla rodzaju Agathomyia i czarkę pomarańczową (Agathomyia wankowiczii). Widzę też inne duble np. szczotlicha = Corynephorus (trawa), kalia = Cantedeskia (roślina z rodziny obrazkowatych), lulek = Hyoscyamus (roślina z rodziny psiankowatych). Unikatowość nazw zmniejsza wg niej stopień zamieszania. Konkludując, formułuje pytanie – czy można jakoś temu dublowaniu zapobiec?
Znałem pięknego grzyba czarkę (wiosną zbieram czarkę austriacką, aby uatrakcyjnić wizualnie potrawy) i znałem urzekające lulki licznie porastające skarpę w Łódzkim Ogrodzie Botanicznym, choć przy nadawaniu tych nazw owadom nie sugerowałem się świadomie tą znajomością. Bardzo możliwe, że podświadomość szepnęła mi to i owo. Natomiast nie miałem najmniejszego pojęcia o roślinie o nazwie kalia. Staram się dbać o unikatowość nadawanych nazw, ale jednocześnie uważam za dopuszczalne ich dublowanie, jeśli dotyczą wyższych jednostek taksonomicznych – powyżej rangi rodziny, a co najmniej rzędu, a już na pewno gromady. Analogie przy jednostkach systematycznych wyższego rzędu (np. roślina – owad, kręgowiec – bezkręgowiec, grzyb – zwierzę, itp.) są dopuszczalne, a często nawet celowo stosowane aby precyzyjnie uchwycić charakterystyczne cechy morfologiczne czy behawioralne; czasem z drobnymi modyfikacjami osiąganymi choćby przez zdrobnienie. Moim zdaniem takie przypadki nie wpływają znacząco na klarowność pojęć i potencjalny chaos nomenklaturowy – a może nawet wcale. Chciałbym poznać więcej opinii na ten temat – stąd m.in. reaktywacja tematu. Proszę o komentarze, choć raczej nie spodziewam się wielkiego odzewu. Może lepiej byłoby nagrać film na youtube.
Komisja ds. Polskiego Nazewnictwa Grzybów opracowała interesujący system, przez co efekty są zdecydowanie bardziej oficjalne i obowiązujące, niż ma to miejsce w moim przypadku.
Rekomendacje przygotowuje się po to, aby można było je cytować jako źródło nazwy. Przy analizie nazw zazwyczaj komisja stosuje się do do listy krytycznej (
https://botany.pl/images/Books/Wojewoda_2003_Checklist_of_Polish_larger_Basidiomycetes.pdf). Generalnie proponuje się nazwy albo tłumacząc nazwy łacińskie, albo opierając się na konkretnej cesze grzyba, a czasem – o ile łacińska nazwa jest w miarę krótka i konkretna to się ją spolszcza (np. bertia dla rodzaju
Bertia). Opracowano też system „wniosków” – każdy kto chce, może wystąpić do nas z wnioskiem o zarekomendowanie polskiej nazwy dla gatunku lub rodzaju lub zaproponować swoją nazwę i wnioskować o jej zarekomendowanie.
Zatem każdy z Was zyskuje możliwość do dołożenia skromnej cegiełki do rozbudowy bazy polskich nazw grzybów – zachęcam.
Mnie zabrakło inwencji na wypracowanie tak zaawansowanych, bezpiecznych procedur. Przyznaję, że mi dość głupio z tego powodu. Po prostu wymyślam nazwę kierując się ogólnymi zaleceniami i intuicją, po czym zostawiam sprawy własnemu biegowi. To działa póki co, choć zapewne bez trudu można znaleźć wiele osób niezadowolonych takim trywializmem. Podobnie jak komisja od polskich nazw grzybów przykładam wagę do niepowtarzalności nadawanych nazw. Jednocześnie zależy mi, aby polskie nazwy były ciekawe – znacznie ciekawsze od nazw niemieckich, angielskich czy jakichkolwiek innych. Z tego powodu unikam jak ognia popularnych epitetów gatunkowych – przede wszystkim „zwyczajny” (vulgaris) i „pospolity” (communis). Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wiele zwierząt otrzymało taką właśnie nazwę gatunkową. Zwłaszcza wśród ptaków to wręcz epidemia. Znalazłem następujące przykłady „zwyczajności”, a z pewnością jest tego więcej.
Ostrygojad zwyczajny, sójka zwyczajna, kokoszka zwyczajna, kruk zwyczajny, hełmiatka zwyczajna, żołna zwyczajna, oknówka zwyczajna, perkozek zwyczajny, perlica zwyczajna, trzmielojad zwyczajny, turkawka zwyczajna, krogulec zwyczajny, pustułka zwyczajna, puchacz zwyczajny, pójdźka zwyczajna, puszczyk zwyczajny, płomykówka zwyczajna, włochatka zwyczajna, uszatka zwyczajna, wierzbówka zwyczajna, remiz zwyczajny, zimorodek zwyczajny, raróg zwyczajny, rączak zwyczajny, skowronek zwyczajny, warzęcha zwyczajna, dzwoniec zwyczajny, modraszka zwyczajna, górniczek zwyczajny, syczek zwyczajny, szpak zwyczajny, kos zwyczajny, głuptak zwyczajny, pleszka zwyczajna, pluszcz zwyczajny, potrzos zwyczajny, indyk zwyczajny, zaganiacz zwyczajny, zięba zwyczajna, łyska zwyczajny, kuropatwa zwyczajna, wróbel zwyczajny, bąk zwyczajny, bączek zwyczajny, kraska zwyczajna, czyż zwyczajny, kulczyk zwyczajny, nurnik zwyczajny, śnieżka zwyczajna, świstun zwyczajny, żuraw zwyczajny, ogorzałka zwyczajna, bielik zwyczajny, gil zwyczajny, kormoran zwyczajny, emu zwyczajne, zniczek zwyczajny, krętogłów zwyczajny, głowienka zwyczajna, karliczka zwyczajna, modraczek zwyczajny, modrzyk zwyczajny, mysikrólik zwyczajny, kawka zwyczajna, przepiórnik zwyczajny, płaskonos zwyczajny, raniuszek zwyczajny, makolągwa zwyczajna, kamusznik zwyczajny, orzechówka zwyczajna, kopciuszek zwyczajny, bażant zwyczajny, śnieguła zwyczajna, cyranka zwyczajna, cyraneczka zwyczajna, słomka zwyczajna, szablodziób zwyczajny, wilga zwyczajna, szczudłak zwyczajny, rożeniec zwyczajny, jastrząb zwyczajny, alka zwyczajna, grzywienka zwyczajna, białorzytka zwyczajna, bogatka zwyczajna, czajka zwyczajna, kowalik zwyczajny, derkacz zwyczajny, kląskawka zwyczajna, dziwonia zwyczajna, edredon zwyczajny, kulon zwyczajny, fulmar zwyczajny, gadożer zwyczajny, jemiołuszka zwyczajna, jerzyk zwyczajny, kaniuk zwyczajny, kobczyk zwyczajny, sterniczka zwyczajna, strzyżyk zwyczajny, myszołów zwyczajny, nikobarczyk zwyczajny (najbliższy żyjący kuzyn dronta dodo, główny kandydat do udziału w procesie klonowania dodo) lelek zwyczajny, maskonur zwyczajny, trzciniak zwyczajny, trzcinniczek zwyczajny.
Nieźle, prawda?
W innych grupach również przykładów nie brakuje, choć jest lepiej. Znalezione na szybko.
Delfin zwyczajny, morświn zwyczajny, tchórz zwyczajny, wampir zwyczajny, skunks zwyczajny, tenrek zwyczajny, żeneta zwyczajna, szympans zwyczajny, daniel zwyczajny, antylopik zwyczajny, butlonos zwyczajny, ridbok zwyczajny, gundia zwyczajna, impala zwyczajna, jak zwyczajny, traszka zwyczajna, grzechotnik zwyczajny, zaskroniec zwyczajny, czakuela zwyczajna, bazyliszek zwyczajny, padalec zwyczajny, skorpena zwyczajna, ostrobok zwyczajny, żałobniczka zwyczajna, morszczuk zwyczajny, sola zwyczajna, ośmiornica zwyczajna, mątwa zwyczajna, trąbik zwyczajny, przegrzebek zwyczajny.
Jak można nazwać zwyczajną ośmiornicę!? Albo szympansa? Albo jakiekolwiek zwierzę. Żadne z nich absolutnie nie jest zwyczajne. Zaręczam, że żaden z nazwanych przeze mnie owadów nie zyska miana zwyczajnego ani pospolitego.

Ośmiornica zwyczajna Octopus vulgaris Źródło – httpspotamos.netcommon-octopus-octopus-vulgaris-fascinating-facts-about-the-intelligent-marine-inhabitant
Te przytoczone nazwy ptaków są wyciągnięte z zamierzchłych czasów. W 1994 w zeszycie specjalnym Notatek Ornitologicznych pojawiło się polskie nazewnictwo ptaków Palearktyki Zachodniej, opracowane przez Komisję Faunistyczną. I to oni czuwają nad polskimi nazwami ptaków. Można je zobaczyć tutaj: https://komisjafaunistyczna.pl/lista/. Żaden gatunek nie ma w nazwie „zwyczajny” czy „pospolity”. A dąży się do nazw jednowyrazowych, nie tak jak dawniej dwuczłonowych naśladujących nomenklaturę łacińską. Pojawiają się one czasem jeśli jest więcej gatunków w rodzaju i to nie zawsze np. rodzaj Buteo: Buteo buteo to po prostu myszołów, dopiero Buteo lagopus to myszołów włochaty, ale Buteo rufinus to tylko kurhannik. Dodam, że te ustalone nazwy są przestrzegane w publikacjach, raczej nikt się nie wychyla ze stosowaniem innych, pewnie też w czasie recenzji jest to pilnowane.
Czyli p prostu poucinali człon „zwyczajny” zostawiając tylko nazwę rodzajową. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nazwa rodzajowa to jedno, a gatunkowa to drugie. To tak jakby siedmiokropką nazwać po prostu biedronką. To z pewnością mało precyzyjne i może być mylące. W Słowniku polskich nazw owadów podane są wytyczne i jedną z podstawowych jest, aby nazwa gatunkowa była dwuczłonowa.
Wręcz przeciwnie. Te wszystkie „zwyczajne” to wtórne dzieła tworzone przez ludzi, którym strasznie drugich członów brakuje. Przykład choćby modraszki: stara nazwa to „sikora modra”, obecna „modraszka”, a „modraszka zwyczajna” się znikąd wzięła. Z pozostałymi jest tak samo.
Epitet „zwyczajny” w tych wszystkich przypadkach ma sens najwyżej jako określenie podgatunku (np. raniuszek zwyczajny dla Aegithalos caudatus caudatus dla odróżnienia od raniuszka czarnobrewego, Aegithalso caudatus europaeaus).
Jeszcze dodam, że porównanie z biedronką jest nietrafione, bo porównywalne by było przerobienie biedronki siedmiokropki na siedmiokropkę zwyczajną. Co oczywiście byłoby bez sensu.
Kiedy je przytoczyłem, nie wiedziałem jeszcze , że zmiany nastąpiły w przeciwnym kierunku, niż sądziłem. Co dopiero Ty mi uświadomiłeś
Od 30 lat jest to z powodzeniem używane przez ornitologów, więc co tu nie jest precyzyjnego? Każdy wie, że myszołów to Buteo buteo, a nie jakikolwiek inny myszołów z rodzaju Buteo …
Cóż, skoro takie minimalistyczne podejście działa i nikomu w praktyce nie przeszkadza,, to i mnie również, akceptuje je bez zastrzeżeń. Lepsze to niż nazywanie żółny i kraski zwyczajnymi.
Zgadzam się całkowicie, że polskie nazwy bezkręgowców powinny być dwuczłonowe. W przeciwnym razie to rzeczywiście będzie mylące. Nie porównujmy ptaków z owadami ( i innymi bezkręgowcami).
Dowiedziałem się niedawno (z przerażeniem), że zostały u nas już tylko cztery pary „kraski zwyczajnej”. W najbliższym czasie podzieli więc los dropia, strepeta, kulona…Wielkie brawa dla gremiów decyzyjnych odpowiedzialnych za ochronę przyrody w Polsce.
Ale ciekawe, że pani Anna nie ma wątpliwości co do nazw grzybów dublujących się z gatunkami/rodzajami ptaków (kania, pustułka).
Zresztą podobnych dubli jest więcej, bo są i duble między ptakami i roślinami (kukułka, kukawka, cieciorka).
Może i ma, ale to nazwy historyczne, niewiele da się zrobić. W przypadku owadów warto zadbać o profilaktykę. No i wiadomo u kogo konkretnie interweniować – u mnie. Poważni entomolodzy na ogół nie zajmują się trywialnym nazewnictwem wernakularnym.
Z ciekawostek mamy też duble w naukowych nazwach. Pieris jako nazwa rodzajowa zarówno roślin jak i motyli bielinków. Nazwy zwyczajowe moim zdaniem mają przede wszystkim funkcję popularyzatorską. Dzieciak, który zaczyna się interesować zwierzętami (nie wiem, czy się zgodzicie, ale na późniejszym etapie życia chyba się nie zaczyna) w pierwszej kolejności zwróci uwagę na nazwę Skakun srebrzysty niż na Salticus cingulatus. Podobnie z eptetami gatunkowymi, hełmiasty zainteresuje bardziej niż zwyczajny, a zwyczajny bardziej niż vulgaris. W związku z powyższym ważne, że są, a czy się powtarzają u innych taksonów to sprawa drugorzędna., bo do precyzyjnego określania z czym mamy do czynienia służy nazwa naukowa.
Właściwie mogę się podpisać po Twoimi słowami, może poza wiarą we wpływ na zainteresowaniu u dzieciaków. Na tym polu jest źle, a będzie gorzej. I nie ma sposobu, nie ma takich zaklęć, które ten trend byłyby w stanie odmienić. Może poza rolkami na mediach społecznościowych, na chwilę.
Owady to zawsze było niszowe hobby. Jeśli już ktoś się nimi zainteresuje, to w kontekście tego, jak się ich pozbyć. Jak je skutecznie unicestwić. Tak mi się wydaje. I w zasadzie jest bez znaczenia, czy kontakt z kapciem serwuje się wtykowi amerykańskiemu, czy Leptoglossus occidentalis. Satysfakcja ze skutecznej eksterminacji pozostaje tak samo duża. Natomiast wzrasta ona znacząco, jeśli można ofierze przypiąć łatkę gatunku inwazyjnego. Tak, zdecydowanie kumulacja tej satysfakcji to największy sukces wszelkich eventów medialnych w zakresie inwazyjności. Zabijanie staje się jeszcze przyjemniejsze.
Co do hobby oczywiście, że to kwestia niszowa i to się nie zmieni, ale jakaś grupa dzieciaków wpadnie w króliczą norę owadów, i tu nie ma co demonizować, bo wychodzi równia pochyła o zainteresowanych zabójcach. Czasem wystarczy tylko trochę opowiedzieć, też wprowadzić polską nazwę do czyjegoś imaginarium, co skutkuje uratowaniem rybików cukrowych, albo smsami z relacjami o wyniesionym (a nie zabitym) właśnie z domu owadzie.
Obstawiam, że większość używa kapcia ze strachu – „bo gryzie” i pojęcia nie ma czy owad inwazyjny, czy nie, a nawet jeśli to głównie przez coroczne nagonki medialne, które o inwazyjności wspominają, ale przede wszystkim straszą niebezpiecznym zasmradzającym wtykiem i zagryzającą ludzi okrutną biedronką oraz z niewinwacyjnych trującą oleicą. Szczerze wątpie czy tam gdzieś przemyka satysfakcja.
Wykazujesz większą wiarę w ludzi ode mnie. To na pewno. Wg mnie jakiś tam insekt w ogóle nie jest tutaj podmiotem, istotą nad dobrostanem której w ogóle warto się choćby zastanowić. To byłby wręcz przejaw słabości, infantylizmu, nadwrażliwości. Priorytet stanowi raczej efektywność podjętych działań. Jak zabijać, aby wykończyć jak najwięcej robali czy innych szkodników. Może zresztą tak właśnie powinno być.
1. Nazewnictwo wernakularne jest dla mnie (i dla wielu innych) bardzo ważne, choć niektórzy naukowcy strasznie się tym irytują. Można poszukać wypowiedzi prof. Hessego o polskim nazewnictwie ryb, które jak dla mnie są nieprzekonujące i dodatkowo z licznymi przekłamaniami faktów.
2. Tylko dwie gromady zwierząt są opracowane praktycznie w całości (tj. ptaki i ssaki). Co do zasad stosowanych w nazewnictwie ssaków trudno się przyczepiać, choć niektóre nazwy wyszły nieco dziwnie (np. świnka morska jako kawia domowa). Co do ptaków założenie, żeby stosować nazwy jednoczłonowe jest co najmniej zastanawiające i jak dla mnie błędne. Przede wszystkim nazewnictwo powinno być jednoznaczne, tak w tym przypadku najczęściej nie jest. Tak jak w przypadku kwiczoła jest to bez znaczenia, to stwierdzenie „widziałem myszołowa” może oznaczać, że widziałem ptaka z gatunku Buteo buteo, lub ptak z rodzaju Buteo sp. niezidentyfikowanego bliżej do gatunku. Oznaczenie „zwyczajny” ujednolica przekaz. KF zaleca (nie nakazuje, jak wielu uważa) swoje formy, ale w nazewnictwie ptaków świata jest zapis”myszołów (zwyczajny)”.
3. Przymiotnik „zwyczajny” nie jest obraźliwy 🙂 dla żadnego z gatunków. Oznaczał on mniej więcej „gatunek z rodzaju X, który zazwyczaj widzimy” (np. tu w warunkach Polski).
4. Przy tworzeniu nazw polskich warto się trzymać plus minus zasad stosowanych do nazw łacińskich, choć nie trzeba podchodzić do tego aż tak restrykcyjnie, przede wszystkim utrzymywać nazwy tradycyjne i powszechniej przyjęte.
5. Jak avidal napisał wcześniej w obrębie królestwa nie powinno być takich samych nazw, ale taka sama nazwa rodzajowa dla grzyba i zwierzaka jest jak najbardziej do przyjęcia (również w nazewnictwie naukowym), choć unikałbym duplikowania również nazwy gatunkowej (co chyba się nie zdarzyło).
6. Tworzenie polskich nazw nie jest tak proste jakby się pozornie mogło wydawać. Szczególnie takich nawiązujących do cech danego organizmu. Ale przyjemnie jest się poczuć taksonomicznym Leśmianem :-). W ostateczności można korzystać z pomocy AI, choć nie kopiować wiernie tego co jakiś czat wygeneruje, bo szczególnie te darmowe chaty są głupsze niż przysłowiowa gimbaza.
Arku, cieszę się, ze odniosłeś się do tematu w ciekawy i dość obszerny sposób. Z większością Twoich wniosków mi po drodze, ale z tym zawartym w punkcie 3-im. „Zwyczajny” odbiera wyjątkowość, niejako z definicji. A wszystkie gatunki są jedyne w swoim rodzaju, zarówno w ujęciu taksonomicznych, jak i potocznym. I nie tracą niczego ze swojej niepowtarzalności tylko dlatego, że akurat w danym miejscu i czasie bywają liczne. Chyba, ze postrzega się je pobieżnie i rutynowo.
A tak przy okazji.
Przyjmuję dla własnej wygody, że zwolenników nadawania polskich nazw można z grubsza podzielić na dwa obozy: bardziej konserwatywnych i pragmatycznych – czyli tych, którzy chcieliby możliwie wiernego przekładu z łaciny przy jednoczesnym uwzględnieniu cech czy to morfologicznych, czy to behawioralnych gatunku; oraz mniej zasadniczych, nie nadających tym aspektom decydującego znaczenia, co jednak nie wyklucza stosowania tego typu wytycznych. Ja zdecydowanie należę do drugiej grupy, wykazując się przekonaniem, że z czasem nadana nazwa zyska atrybuty gatunku czy wyższego taksonu, o ile potrafi zaciekawić, zwrócić uwagę, ogólnie zafunkcjonować w szeroko rozumianym entomologicznym światku. Kurczowe odwzorowywanie nazwy binominalnej tylko krępuje wyobraźnię. Choć zapewne w jakimś sensie oddaje szacunek pierwszemu badaczowi-odkrywcy, co doceniam.
Co co „zwyczajnego” to nie będę się upierał. Stosowałbym w takim przypadku dla ogólnie przyjętych nazw na zasadzie „nomina conservanda”, choć oczywiście nie ma sensu nadawania tego określenia w przypadku wymyślania nowych nazw.
Jeśli chodzi o drugą sprawę to nie chodzi mi o tłumaczenia z nazw łacińskich (szczególnie nazw nadawanych od nazwisk). Ale jak dla mnie warto aby epitet gatunkowy jakoś odzwierciedlał cechy gatunku a nie był losowym słowem. Podobnie nie ma sensu nadawać nazw od cech dotyczących całej grupy. Np. nazwać jakąś osę Vespa s.l., osą żółtoczarną to słaby pomysł (chyba że opisano by gatunek z czarnym tułowiem i żółtym odwłokiem 🙂 ).
Podobają mi się nazwy rzeczownikowe typu „rusałka żałobnik”, która mogła by posłużyć jako rodzajowa, tu dla rodzaju Nymphalis. I choć drzewoszek czy wierzbowiec nie są tak ciemne, to całkiem zasadne było by nadanie im nazw żałobnik wierzbowiec, samego zaś Nymphalis antiopa nazwać żałobnik ponury (jeśli nie może być zwyczajny 🙂 ).
Wynika z tego, że poza wszystkim innym nadawanie nazw może być dobrą zabawą. Dla mnie jest taką na pewno.
Zabawa jest przednia. Jest jeden problem, pokolenie 40+ jest ostatnim posiadającym odpowiedni zasób słownictwa, żeby to zrobić dobrze, z regułami języka i smakiem. Tak nieco z innej beczki, ostatnio przyszła mi do głowy myśl, że taksonomia czy może bardziej systematyka jest naraz pewnym rodzajem sztuki i matematyki dążącą do uproszczenia, ale i piękna formy (monofiletym). I nie było to po alkoholu 🙂 .