Izabela z Pszczyny


Zmarła 22 września 2021 roku w szpitalu

Pamiętamy ten dramat, mam nadzieję. Ciężarna Izabela uskarżała się na ból, który wzrastał z każdym dniem. Zaczęła więc trzech prowadzących lekarzy błagać o pomoc. Niestety, częstą przypadłością u lekarzy jest znieczulica. W tym przypadku, na domiar złego, została wsparta przez katolickie sumienia nie zezwalające na usunięcie płodu, nawet jeśli wykazuje on wady genetyczne. Zresztą cierpienie uszlachetnia i zbliża do stwórcy, zwłaszcza jeśli to inni cierpią. Można by sądzić, że podstawową przyczyną motywacji lekarzy było postanowienie Trybunału Konstytucyjnego i wynikający z niego strach przed odpowiedzialnością. Ja uważam że miało to znaczenie, bo nie posądzam ich o odwagę i odpowiedzialnośc, ale jednak poboczne. Realna przyczyna tkwiła w ich katolickiej, wykoślawionej naturze wyzbytej z przyzwoitości, współczucia czy altruizmu. To byli w gruncie rzeczy chrześcijańscy talibowie; podejrzewam że są dziś z siebie dumni.

Śmierć Izabeli wzburzyła ludzi. Przez ulice przetaczały się marsze protestacyjne, pojawiały się liczne okolicznościowe transparenty i stanowcze hasła.

Śmierć Izabeli sprowokował kobiety do uczestnictwa w marszach protestacyjnych pod hasłem Ani Jednej więcej

Z czasem jednak cichły aż znikły całkowicie. To naturalne, wściekłość mas maleje z stopniowo, lecz nieuchronnie. Ja nadal jestem wściekły. Tym bardziej że ta śmierć niewiele nas nauczyła, a protesty nie przyniosły wymiernych efektów, poza drobnymi wytycznymi ze strony rządu i zagrożeniem kary finansowej dla szpitali odmawiających aborcji. Te półśrodki wkrótce przestaną mieć znaczenie. Za rok fundamentaliści religijni spod znaku Konfy, PiS-u i Brauna wygrają wybory w tym obłąkanym kraju pełnym ludzkich wywłok nienawidzących odmienności i życzących jak najgorzej każdemu, kto nie pada krzyżem, albo śmie upomnieć się o prawa człowieka.

Izabela umarła młodo. Umarła cierpiąc. I umarła na darmo.


22 września 1692 roku – zamordowano ostatnie „czarownice” z Salem

Codzienne życie w purytańskiej osadzie toczyło się ściśle według surowych religijnych wytycznych, co skutkowało wszechobecną ciemnotą, wiarą w demony, klątwy i czary, oraz indoktrynacją kolejnych pokoleń. Przyczyny wszelkich niepowodzeń, wszelkiego nieszczęścia nie mogły być więc racjonalne, obwiniano o nie zwykle ciemne moce i samego szatana. Kiedy dwie dziewczynki, 9-letnia córka pastora i jej niewiele starsza kuzynka zaczęły z niewiadomych przyczyn (zapewne dla skupienia na sobie uwagi) tarzać się po ziemi w ataku drgawek i wydawać przeraźliwe odgłosy, diagnoza wybrzmiałą jednoznacznie – opętanie. Szukanie winnych ruszyło z kopyta. Dwie gówniary oskarżały bez opamiętania tych, których nie darzyły sympatią, a potem także i nieznane im bliżej osoby. Dołączyły do nich inne dziewczęta, równie uzdolnione aktorsko.

W serii procesów to oskarżeni musieli udowodnić niewinność, a nie odwrotnie, tak jak to dziś ma miejsce. Łącznie powieszono 14 kobiet, 5 mężczyzn i dwa psy; kilka innych osób zmarło w lochach na skutek przebytych tortur.

Właściwie to nawet mi ich nie żal. Żyli zgodnie ze swoją wiarą i z racji wyznawanej wiary zginęli. Za tępą religijność zawsze się płaci niestety. Niekiedy życiem.


22 września 1986 roku – premiera serialu Alf

Familijna opowieść o perypetiach Gordona Shumwaya z planet Melmac, który zbiegiem okoliczności utknął na Ziemi i zamieszkał w zwyczajnej, brytyjskiej rodzinie Tannerów. Wyróżniał się przyjaznym usposobienie, niskim wzrostem i nieposkromionym apetytem, zwłaszcza na koty – nic dziwnego, skoro miał 7 żołądków.

Gordon i Szczęściarz – obiekt jego kulinarnych westchnień



21 września

23 września

Zostaw odpowiedź